Gliwicką Platformą Obywatelską rządzą tylko emocje
2010-07-07
, aktualizacja: 07.07.2010 23:01
Kiedy Zbigniew Wygoda, niedoszły poseł PiS-u, próbował odwołać prezydenta Zygmunta Frankiewicza z PO, działacze tej partii ostro go atakowali. Minął rok i Wygoda znowu będzie walczył z Frankiewiczem. Ale tym razem jako kandydat... PO na prezydenta miasta. Co się dzieje w gliwickiej Platformie? - zastanawia się Przemysław Jedlecki
ZOBACZ TAKŻE
- Zosia TV kręci dla prezydenta Gliwic. "Propaganda" (27-09-10, 16:01)
- Cynizm nie do przyjęcia. Prezydent Gliwic krytykuje PO (22-09-10, 23:12)
- Zbigniew Wygoda kandydatem PO na prezydenta Gliwic (28-07-10, 12:40)
- Sukces Tomasza Tomczykiewicza sukcesem Śląska? (27-07-10, 16:21)
- Bezpartyjność nie jest lekarstwem na bolączki regionu (21-07-10, 22:22)
- Sondaż przedwyborczy: Prezydenci dużych miast słabną (12-07-10, 22:00)
- Leszek Piechota z Platformy został nowym senatorem (21-06-10, 10:12)
- Tomasz Tomczykiewicz ponownie szefem śląskiej Platformy (22-05-10, 16:35)
- Wybory. Platforma postawi na kandydata Piotra Uszoka? (09-03-10, 12:25)
- Uszok, Górski i Frankiewicz. Ciężko im będzie wygrać (15-01-10, 12:58)
To już oficjalna wiadomość - Wygoda zapisał się do Platformy Obywatelskiej, a partyjni działacze pod wodzą posła Andrzeja Gałażewskiego szybko zrobili go kandydatem na prezydenta w jesiennych wyborach samorządowych. Wygoda ma o władzę w mieście rywalizować z Frankiewiczem.
Polityczna kariera Wygody jest krótka i nie widać w niej sukcesów. Z zawodu jest lekarzem, ale trzy lata temu próbował zostać posłem. Startował z listy Prawa i Sprawiedliwości. W całym okręgu gliwickim zdobył 685 głosów, czyli mniej niż jeden procent wszystkich głosów na partyjną listę. Bardziej znany w politycznym światku stał się rok temu, gdy został pełnomocnikiem grupy referendalnej. Chodziło o pozbawienie władzy Frankiewicza. Iskrą zapalną była decyzja prezydenta o likwidacji tramwajów, ale szybko się okazało, że według referendystów Gliwice to niemal piekło na ziemi, a przynajmniej najgorzej zarządzone miasto w całym województwie. Krytykowano politykę podatkową miasta i służbę zdrowia, Frankiewiczowi dostało się też za popieranie takich inwestycji jak Drogowa Trasa Średnicowa, hala Podium i arogancki styl rządzenia.
Co wtedy robili działacze PO? Pomstowali na referendystów, zarzucając im kłamstwa i bezpardonowy atak. Dominik Dragon, radny PO, mówił, że to początek kampanii wyborczej, cała akcja ma podtekst polityczny, bo przecież wiadomo, jakie są polityczne sympatie Wygody, skoro startował z listy PiS-u. Nie minął rok od tych słów, a Wygoda nikomu w PO już nie wadzi. Co więcej - okazał się tak świetnym politykiem, że warto go zrobić prezydentem.
Co się takiego stało w gliwickiej PO, że po tylu latach rządzenia w mieście wystawia kandydata mało związanego z partią? Odpowiedzi trzeba szukać w osobistych animozjach i partyjnych sporach. Nie jest tajemnicą, że Frankiewicz i jego współpracownicy mieli ambicję przejęcia od Tomasza Tomczykiewicza władzy w śląskiej PO. Nie udało się i konkurujące strony zawarły kompromis. Jego najbardziej widocznym efektem była posada marszałka województwa dla wiceprezydenta Gliwic Janusza Moszyńskiego. Ale konflikty i animozje szybko odżyły. Gdy wiosną 2007 roku Frankiewicz i Moszyński chcieli zorganizować konferencję programową, na którą zaprosili m.in. Jana Rokitę, Andrzeja Olechowskiego, Pawła Piskorskiego, Jarosława Gowina i Pawła Śpiewaka, w Platformie zawrzało. Obydwu gliwiczan zaczęto oskarżać o próbę rozbicia partii. W końcu Moszyński przestał być marszałkiem, a Frankiewicz wiceprzewodniczącym śląskiej PO. Żaden z nich nie należy dziś do partii. Gliwicką Platformą kieruje teraz Gałażewski. Od dłuższego czasu szukał kandydata na prezydenta miasta. Pojawiały się różne spekulacje: wymieniano posła, wiceminister edukacji, ale nikogo z referendystów. Skąd zatem wziął się nagle Wygoda? Jeden z działaczy PO mówi, że jego największą zaletą jest to, że nie nazywa się... Frankiewicz. I argumentuje: - Prezydent jest nielubiany na politycznych salonach, a gospodarz miasta musi dogadywać się z marszałkiem i z innymi prezydentami. Co z tego, że w Gliwicach rośnie gospodarka, skoro nikt nas nie lubi i nie chce z nami współpracować?
Stąd już krótka droga do oskarżania Frankiewicza o wszystkie niepowodzenia miasta. Autostrada między Sośnicą a Kleszczowem będzie płatna? Winny jest Frankiewicz, bo nie lubi go szef resortu infrastruktury. I tak dalej, i tak dalej...
Trudno się oprzeć wrażeniu, że gliwicką PO kierują emocje i osobista uraza do prezydenta. Wygoda ma być symbolem i spoiwem wszystkich od lewa do prawa, którym Frankiewicz nadepnął na odcisk. Już teraz działacze PO liczą, że taki kandydat powiększy elektorat Platformy i po wyborach to ta partia wraz z lokalnymi stowarzyszeniami będzie miała większość w radzie miasta. W tej kalkulacji kryje się brak wiary w sukces w wyborach prezydenckich, ale jednocześnie zapowiedź twardej opozycji, która będzie atakować Frankiewicza przy każdej okazji. Problem tylko w tym, że emocje i personalne animozje w polityce to zły doradca. Kto nie wierzy, niech zajrzy do Mysłowic.
Polityczna kariera Wygody jest krótka i nie widać w niej sukcesów. Z zawodu jest lekarzem, ale trzy lata temu próbował zostać posłem. Startował z listy Prawa i Sprawiedliwości. W całym okręgu gliwickim zdobył 685 głosów, czyli mniej niż jeden procent wszystkich głosów na partyjną listę. Bardziej znany w politycznym światku stał się rok temu, gdy został pełnomocnikiem grupy referendalnej. Chodziło o pozbawienie władzy Frankiewicza. Iskrą zapalną była decyzja prezydenta o likwidacji tramwajów, ale szybko się okazało, że według referendystów Gliwice to niemal piekło na ziemi, a przynajmniej najgorzej zarządzone miasto w całym województwie. Krytykowano politykę podatkową miasta i służbę zdrowia, Frankiewiczowi dostało się też za popieranie takich inwestycji jak Drogowa Trasa Średnicowa, hala Podium i arogancki styl rządzenia.
Co wtedy robili działacze PO? Pomstowali na referendystów, zarzucając im kłamstwa i bezpardonowy atak. Dominik Dragon, radny PO, mówił, że to początek kampanii wyborczej, cała akcja ma podtekst polityczny, bo przecież wiadomo, jakie są polityczne sympatie Wygody, skoro startował z listy PiS-u. Nie minął rok od tych słów, a Wygoda nikomu w PO już nie wadzi. Co więcej - okazał się tak świetnym politykiem, że warto go zrobić prezydentem.
Co się takiego stało w gliwickiej PO, że po tylu latach rządzenia w mieście wystawia kandydata mało związanego z partią? Odpowiedzi trzeba szukać w osobistych animozjach i partyjnych sporach. Nie jest tajemnicą, że Frankiewicz i jego współpracownicy mieli ambicję przejęcia od Tomasza Tomczykiewicza władzy w śląskiej PO. Nie udało się i konkurujące strony zawarły kompromis. Jego najbardziej widocznym efektem była posada marszałka województwa dla wiceprezydenta Gliwic Janusza Moszyńskiego. Ale konflikty i animozje szybko odżyły. Gdy wiosną 2007 roku Frankiewicz i Moszyński chcieli zorganizować konferencję programową, na którą zaprosili m.in. Jana Rokitę, Andrzeja Olechowskiego, Pawła Piskorskiego, Jarosława Gowina i Pawła Śpiewaka, w Platformie zawrzało. Obydwu gliwiczan zaczęto oskarżać o próbę rozbicia partii. W końcu Moszyński przestał być marszałkiem, a Frankiewicz wiceprzewodniczącym śląskiej PO. Żaden z nich nie należy dziś do partii. Gliwicką Platformą kieruje teraz Gałażewski. Od dłuższego czasu szukał kandydata na prezydenta miasta. Pojawiały się różne spekulacje: wymieniano posła, wiceminister edukacji, ale nikogo z referendystów. Skąd zatem wziął się nagle Wygoda? Jeden z działaczy PO mówi, że jego największą zaletą jest to, że nie nazywa się... Frankiewicz. I argumentuje: - Prezydent jest nielubiany na politycznych salonach, a gospodarz miasta musi dogadywać się z marszałkiem i z innymi prezydentami. Co z tego, że w Gliwicach rośnie gospodarka, skoro nikt nas nie lubi i nie chce z nami współpracować?
Stąd już krótka droga do oskarżania Frankiewicza o wszystkie niepowodzenia miasta. Autostrada między Sośnicą a Kleszczowem będzie płatna? Winny jest Frankiewicz, bo nie lubi go szef resortu infrastruktury. I tak dalej, i tak dalej...
Trudno się oprzeć wrażeniu, że gliwicką PO kierują emocje i osobista uraza do prezydenta. Wygoda ma być symbolem i spoiwem wszystkich od lewa do prawa, którym Frankiewicz nadepnął na odcisk. Już teraz działacze PO liczą, że taki kandydat powiększy elektorat Platformy i po wyborach to ta partia wraz z lokalnymi stowarzyszeniami będzie miała większość w radzie miasta. W tej kalkulacji kryje się brak wiary w sukces w wyborach prezydenckich, ale jednocześnie zapowiedź twardej opozycji, która będzie atakować Frankiewicza przy każdej okazji. Problem tylko w tym, że emocje i personalne animozje w polityce to zły doradca. Kto nie wierzy, niech zajrzy do Mysłowic.
- 20 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Gliwicką Platformą Obywatelską rządzą tylko emocje
sittae
08.07.10, 07:15
Cieszę się że nie mieszkam w Gliwicach. Tak się złożyło że znam i Zygmunta Frankiewicz i Zbigniewa Wygodę. Nie wyobrażam sobie żeby kandydat PO potrafił czymkolwiek zarządzać. Ślepa »
-
wyjscie z impasu
malpa-z-paryza
08.07.10, 09:43
Gliwiczanie mieli dosyc Frankiewicza, to zagranie PO i wciagniecie pana Wygodydo swej parti i wytypowanie go na prezydenta jest bardzo dobra alternatywa. Tonie emocje to taktyka. Teraz, czy »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

