Wycieczki na Antarktydę łapówką dla dyrektorów kopalni

Marcin Pietraszewski
2010-07-02 , aktualizacja: 02.07.2010 21:24
A A A Drukuj
Korupcja w górnictwie: dyrektorzy kopalń Budryk i Zofiówka mieli brać łapówki w zamian za rozstrzygnięcie przetargów na dostawy obudów górniczych. Prywatne firmy sfinansowały im także wyprawę na Antarktydę. Takie są ustalenia ostatniego z wszczętych za rządów PiS śledztw przeciwko mafii węglowej.
Katowicka prokuratura przez kilka lat prowadziła postępowanie w sprawie nieprawidłowości w zawieraniu umów na dostawy montowanych pod ziemią używanych obudów górniczych. To urządzenia do podtrzymywania i kierowania stropem w wyrobiskach ścianowych. Związkowcy zawiadomili o ich zakupie prokuraturę, bo obawiali się, że sprzęt może zagrażać bezpieczeństwu górników. Prokuratura to wykluczyła, ale przy okazji wpadła na zupełnie inny trop - ustaliła, że dwie prywatne firmy handlowały obudowami w zamian za łapówki wręczane urzędnikom górniczym.

Chodzi o to, że takie urządzenia, zanim dotrą do kopalni, muszą dostać certyfikat wystawiony przez Centrum Mechanizacji Górnictwa "Komag" z Gliwic.

- Jeden z pracujących tam certyfikatorów wydawał takie dokumenty za łapówki. Mamy dowody, że wziął od firm handlujących obudowami co najmniej 34 tysiące zł - mówi prokurator Marta Zawada-Dybek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach, która wczoraj skierowała do sądu akt oskarżenia w tej sprawie. Łapówki miał brać także Stanisław B., były wicedyrektor jednego z departamentów Wyższego Urzędu Górniczego, który wydaje decyzje o dopuszczeniu sprzętu górniczego pod ziemię. - Jemu płacono za przyśpieszenie wydania takiej decyzji - twierdzi rzecznik prokuratury.

Katowiccy śledczy ustalili, że dwie dominujące na rynku firmy zdobywały kontrakty na dostawy bądź remont obudów w kopalniach Budryk i Zofiówka dzięki korupcji. Według prokuratury sfinansowały one dyrektorom obu kopalń wyprawę na Antarktydę (jeden z nich zabrał tam także żonę) lub dawały im pieniądze. Takie praktyki miały mieć miejsce w latach 1998-2004. - Dzięki temu dyrektorzy wskazywali je potem jako zwycięzców ogłaszanych przetargów - mówi prok. Zawada-Dybek.

Wręczający łapówki szefowie prywatnych firm przyznali się do winy. Dyrektorzy kopalń zaprzeczają jednak, że je brali.

Zakończone wczoraj śledztwo ma pewien związek ze sprawą Barbary Blidy. Prowadzący je prokurator Mariusz Łączny dostał bowiem od swoich przełożonych polecenie, aby podejrzanych w sprawie korupcji w Budryku i Zofiówce zatrzymać tego samego dnia, kiedy byłą posłankę SLD. Chodziło o osiągnięcie efektu propagandowego i pokazanie, jak liczna jest mafia węglowa. Jej rozbiciem na konferencji prasowej miał się pochwalić Zbigniew Ziobro, ówczesny minister sprawiedliwości. Łączny był jednak przeciwny takiemu rozwiązaniu - podejrzanych chciał zatrzymywać dzień przed akcją u Blidy.

Proces w sprawie mafii węglowej, o współpracę z którą prokuratura podejrzewała Blidę, został parę miesięcy temu umorzony. Sąd uznał, że prokuratura nie powinna stawiać podejrzanym o korupcję prezesom spółek węglowych zarzutów, bo zgodnie z przepisami obowiązującymi w latach 90. nie popełnili przestępstwa. Za korupcję można bowiem ścigać tylko funkcjonariuszy publicznych lub osoby pełniące funkcje publiczne. A w tamtym okresie prezesi spółek węglowych nie należeli ani do jednej, ani drugiej grupy. Teraz podobną linię obrony będą mogli wykorzystać dwaj z trzech oskarżonych wczoraj dyrektorów kopalń Zofiówka i Budryk (ci, którzy mieli brać łapówki przed 2003 r.)

- Naszym zdaniem byli funkcjonariuszami publicznymi i powinni być ścigani za korupcję - mówi prok. Zawada-Dybek.

Podziel się

  • 25 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów