Co się stało z naszą klasą? Będzie o tym dokument

Małgorzata Goślińska
2010-07-02 , aktualizacja: 02.07.2010 11:39
A A A Drukuj
Andrzej Klamt i operator kamery Tomasz Michałowski podczas kręcenia filmu Fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta Andrzej Klamt i operator kamery Tomasz Michałowski podczas kręcenia filmu
Marian został górnikiem, Basia - pielęgniarką w szpitalu, Małgosia prowadzi sklep odzieżowy, Janek jest mechanikiem w prywatnej firmie, Klaudia ma gabinet kosmetyczny. Wszyscy - rocznik 1964. Chodzili do jednej klasy, połowa z nich wyjechała do Niemiec. Andrzej Klamt, ich szkolny kolega, kręci o tym dokument.
Andrzej Klamt podczas kręcenia filmu
Fot. Grzegorz Celejewski / Agenc
Andrzej Klamt podczas kręcenia filmu
SERWISY
Spacerujemy po cmentarzu Mater Dolorosa w Bytomiu. Komary tak tną, że siedząc na ławce, nie dałoby się spokojnie rozmawiać. Zabytkowa nekropolia zachwyca kaplicami Garusów i Schastoków, mauzoleami Hakuby i Goetzlerów. Leżą tu tak znamienite postaci jak architekt Paul Jackisch, orędownik czystości mowy polskiej Norbert Bonczyk, burmistrz rodem z Berlina Georg Bruning, śląski powstaniec Władysław Targalski... Polskie groby przeplatają się z niemieckimi. - Są obok siebie i tych niemieckich nie zlikwidowano, nie starto napisów. To jedno z niewielu miejsc w Bytomiu, gdzie unaocznia się powiązanie polskiej i niemieckiej historii - mówi reżyser. Dlatego robi zdjęcia na cmentarzu.

Inne bytomskie plany filmowe: szpital górniczy, kopalnia Centrum, sklep odzieżowy na Dworcowej, tam, gdzie pracują bohaterowie Klamta, Rozbark, gdzie urodził się reżyser, i wreszcie Szkoła Podstawowa nr 5, gdzie się uczyli. Co jakiś czas ktoś znikał z klasy. Pewnego dnia po prostu nie przyszedł na lekcje i już nigdy się nie pojawił. W pierwszej klasie zniknęła Ewa, w drugiej Kornel, w szóstej Karina, nie było oficjalnych pożegnań, nauczyciele milczeli, a uczniowie nie pytali. Domyślali się.

Dla autochtonów, tych, co mieli niemieckie korzenie, to była tajemnica poliszynela. Nawet jeśli któryś nie został zaproszony na prywatną imprezę pożegnalną, które odbywały się dzień przed wyjazdem, słyszał od rodziców, że ta Ewa Bugiel tak naprawdę nazywała się Vogtmann. Niemcy dla nich nie brzmiały jak inna planeta, każdy miał tam jakąś babkę czy ciotkę, dostawał stamtąd listy i paczki. Marzeniem było tam wyjechać. Niemcy to oczywiście było RFN, a nie NRD, myślało się: Zachód, mówiło się: Reich, z tęsknotą.

Rodowe nazwiska rodziców Klamta też były niemieckie. Jego dziadkowie zdecydowali się zostać w Polsce i w 1945 roku, kiedy Bytom po kilku wiekach przynależności do Czech, Austrii i Prus został przyłączony do Polski, podpisali deklarację lojalności. Reżyser pamięta, że rodzice starali się potem o wyjazd do RFN przez 10 lat. Ten zły nastrój po każdej odmowie, narzekanie, że trzeba wciąż żyć w Polsce Ludowej, powtórne składanie wniosku i znowu, znowu...

Wyjechali, gdy miał 15 lat. - Akurat skończyłem podstawówkę, więc był to dobry moment. I tak się rozchodziliśmy, każdy zaczynał nowy etap w życiu. Tylko że ja już byłem zakochany w Marii i to był dramat.

Był rok 1979, inni wyjeżdżali jeszcze w latach 80. Maria chodziła do równoległej klasy i była "prawdziwą" Polką. Pisali do siebie listy, Klamt ją odwiedzał, aż miłość rozeszła się po kościach. Ona wyszła za mąż, mieszka w Kanadzie i nie będzie jej w filmie.

2009 rok, spotkanie jubileuszowe klasy Ib. W Bezirksschule jest teraz szkoła podstawowa. Kim są? Ci, co wyjechali, zamieniając socjalizm na kapitalizm, stracili dom i język ojczysty, czy zrobili kariery? A ci, co zostali, nie zazdroszczą tamtym, uważają ich za zdrajców czy szczęśliwców?

Znów siedzą obok siebie w szkolnych ławkach, rozmawiają jak za dawnych lat, grają w nogę - tak się zaczyna film "Podzielona klasa".

Basia pielęgniarka mieszka w Bytomiu, a Basia fryzjerka w Niemczech. Bronek jest w Niemczech czy Klaudia? Oboje mają własne firmy, na czym polega różnica? Janek pracował w Niemczech, ale gdy żona załatwiła mu robotę w Polsce, wrócił po roku. Waldek też o tym marzy. - Paradoksalnie tym, co zostali, generalnie lepiej się powiodło - mówi reżyser.

Jemu było ciężko przez pierwszy rok, gdy mieszkał w obozie dla przesiedleńców. - To był mój Heimat, mała ojczyzna, ten Bytom, ten cmentarz też, rodzina jest tu pochowana. Jako dziecko tego tak nie reflektowałem, ale nie znałem niczego poza Bytomiem, nie mówiłem dobrze po niemiecku.

Dopiero w "normalnej" niemieckiej szkole, gdy zaczął podróżować do Paryża, Wiednia, w Alpy, poczuł, na czym polega raj Zachodu. Już jako młodzieniec interesował się filmem, stąd w "Podzielonej klasie" są jego ujęcia z Bytomia z lat 80. A także archiwalne zdjęcia przełomowych dla stosunków polsko-niemieckich wydarzeń z 1970 roku, kiedy Willy Brandt jako kanclerz Niemiec klęka pod pomnikiem Ofiar Getta Warszawskiego, a Edward Gierek zostaje I sekretarzem PZPR.

Film Klamta ostatecznie będzie polsko-niemiecką koprodukcją, chociaż niemiecka telewizja nie bardzo była zainteresowana. - Ta tematyka jest tam marginalna - mówi reżyser. W paszporcie ma Andreas, ale jego imię artystyczne to wciąż Andrzej. Dlatego niemieccy współpracownicy pytają go często, jak tam w Polsce. Musi się im tłumaczyć, że owszem, bywa w Polsce, ale od 30 lat mieszka w Niemczech, objaśniać historię.

Reżyser: - Mówię, że jestem pół na pół Polakiem i Niemcem, bastardem. Na Śląsku czuję się Ślązakiem, ale w Niemczech nic to nie znaczy.

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy