Urzędniczy absurd. Do domu musi wchodzić przez piwnicę
2010-06-30
, aktualizacja: 30.06.2010 15:28
Genowefa Szynal zastanawia się, dlaczego magistrat nie wywłaszczy właścicieli
działki, z powodu których musi wchodzić do domu przez piwinicę
Jedna rodzina zagrodziła drogę prowadzącą do trzech sąsiadów. Miler zmarł, Jankowscy przenieśli bramę na drugą stronę posesji, tam gdzie kiedyś jeździła wąskotorówka, a Genowefa Szynal wchodzi do domu przez piwnicę.
ZOBACZ TAKŻE
- Złamała nogę. Ma 11 świadków, ale nie chcą jej wierzyć (26-07-10, 15:50)
- Śmierdzący płyn zalewa działki. Ludzie: To wina Tesco (10-07-10, 15:15)
- Alternatywy 4? Dwie rodziny dostały jedno mieszkanie (22-05-10, 20:00)
- Sprzedajesz mieszkanie? Musisz zapłacić spółdzielni (19-05-10, 21:45)
- Walczyli ze stacją gazu. Teraz muszą zamurować okna (06-05-10, 16:32)
- "Chcesz za 5 lat mieszkać w slumsach? Załóż wspólnotę" (09-02-10, 21:11)
Areał przy spornej drodze dojazdowej pocięty jest na krzywe trapezy różnych rozmiarów. Dawnymi czasy, po których nie ma śladu w pamięci najstarszych mieszkańców ani w archiwach Urzędu Miasta w Jaworznie, należał prawdopodobnie do jednego właściciela, który dzielił ziemię między potomków, nie zważając na zapisy, albo takowe się zawieruszyły. Szynalowa i Jankowski jedno zgodnie potwierdzają, że w 1930 roku jej dziadek sprzedał jego dziadkowi działkę przylegającą do Olszewskiego, odcinając się tym samym od ulicy. Ale w tym samym roku sąd powiatowy w Jaworznie przyznał dziadkowi Szynalowej prawo przejazdu obrzeżem działki Jankowskich. Ten pasek gruntu - szeroki na 10 m i długi na 20 m - wszyscy uważali za wspólną drogę, a prowadziła wtedy do wielu gospodarstw. Innej nie było. Równolegle, zaraz za zabudowaniami, biegła kolejka wąskotorowa z kopalni.
Źródło konfliktu sięga 16 lipca 1962 roku, chociaż wówczas nikt o tym nie wiedział. Tego dnia urząd wezwał mieszkańców areału przy Olszewskiego do stawienia się o godz. 8.30 w miejscu zamieszkania, celem ustalenia granic nieruchomości. Szynalowa pamięta, że czekali na urzędnika cały dzień i że dziadek był zdenerwowany, jakby coś przeczuwał. Urzędnik się nie zjawił.
Minęły równo 43 lata i przy wjedźcie z Olszewskiego wyrosła brama, a Szynalowa, Jankowscy i Miler z naprzeciwka dostali zawiadomienie od prawnika, że za dwa tygodnie zostanie zamknięta, bo droga należy do B.
Zdarzenie zbiegło się z przykrymi wypadkami w rodzinach sąsiadów B. Jankowskiemu zmarł ojciec, matka jego żony umierała na raka, Szynalowa była cztery lata po pogrzebie męża i sama się rozchorowała, a samotnemu Milerowi z nędzy dom dosłownie walił się na głowę. Nikt nie miał siły walczyć z B. Jankowscy przenieśli bramę wjazdową na drugą stronę posesji, od strony zlikwidowanej już wąskotorówki, wkładając w to kilka tysięcy złotych i niszcząc własny ogród. Bramę Szynalowej B. po prostu zaspawali blachami. Wchodzi odtąd przez piwnicę, bo tędy łatwiej, niż przedzierać się przez wąskie, zadrzewione podwórze do frontu domu. Milerowi już wszystko jedno, dwa miesiące temu odszedł z tego świata.
Szynalowa jest radną dzielnicy, dba o porządek nie tylko we własnym interesie, dlatego nazywana jest przez niektórych pieniaczką. Ponieważ urzędnicy ją zbywali - że prawo dziadka do przechodu wygasło wraz z jego śmiercią, że B. od zawsze byli właścicielami drogi, że to spór międzysąsiedzki i niech go rozwiążą w sądzie - sama poszperała w dokumentach. Okazało się, że pamiętnego 16 lipca 1962 roku urzędnik podzielił ziemię wedle swego uznania i podpisał się za wszystkich właścicieli! W dodatku nie można odnaleźć żadnego aktu nadania ziemi, który powinien iść w ślad za tym pismem.
Ale dla jaworznickiego magistratu sprawa wydaje się prosta. Jego rzecznik Marcin Marzyński mówi: - Według aktu notarialnego z 1997 roku i wpisu do księgi wieczystej ta działka [Marzyński ma tu na myśli sporną drogę - przyp. aut.] - należy do B. O tym samym świadczą wykazy geodezyjne. Musiały się oprzeć na prawie do posiadania tego gruntu.
Nie udało nam się porozmawiać z małżeństwem B. - ona pracuje za granicą, on jest niepełnosprawny i nikogo nie wpuszcza. Po co im pasek ziemi, którego zamknięcie tak utrudniło życie sąsiadom? Ludzie mówią, że poczuli się panami na włościach i tyle.
- Prezydent miasta chciał kupić tę działkę na lokalną drogę, ale spotkał się z odmową - mówi Marzyński. Na pocieszenie dodaje, że trakt po wąskotorówce będzie właśnie taką drogą i nikt nie będzie mógł rościć do niej praw. Szynalowa może więc spokojnie wchodzić do domu przez piwnicę.
- Dlaczego ich po prostu nie wywłaszczą w imię wspólnego dobra? - pyta bezradnie.
Źródło konfliktu sięga 16 lipca 1962 roku, chociaż wówczas nikt o tym nie wiedział. Tego dnia urząd wezwał mieszkańców areału przy Olszewskiego do stawienia się o godz. 8.30 w miejscu zamieszkania, celem ustalenia granic nieruchomości. Szynalowa pamięta, że czekali na urzędnika cały dzień i że dziadek był zdenerwowany, jakby coś przeczuwał. Urzędnik się nie zjawił.
Minęły równo 43 lata i przy wjedźcie z Olszewskiego wyrosła brama, a Szynalowa, Jankowscy i Miler z naprzeciwka dostali zawiadomienie od prawnika, że za dwa tygodnie zostanie zamknięta, bo droga należy do B.
Zdarzenie zbiegło się z przykrymi wypadkami w rodzinach sąsiadów B. Jankowskiemu zmarł ojciec, matka jego żony umierała na raka, Szynalowa była cztery lata po pogrzebie męża i sama się rozchorowała, a samotnemu Milerowi z nędzy dom dosłownie walił się na głowę. Nikt nie miał siły walczyć z B. Jankowscy przenieśli bramę wjazdową na drugą stronę posesji, od strony zlikwidowanej już wąskotorówki, wkładając w to kilka tysięcy złotych i niszcząc własny ogród. Bramę Szynalowej B. po prostu zaspawali blachami. Wchodzi odtąd przez piwnicę, bo tędy łatwiej, niż przedzierać się przez wąskie, zadrzewione podwórze do frontu domu. Milerowi już wszystko jedno, dwa miesiące temu odszedł z tego świata.
Szynalowa jest radną dzielnicy, dba o porządek nie tylko we własnym interesie, dlatego nazywana jest przez niektórych pieniaczką. Ponieważ urzędnicy ją zbywali - że prawo dziadka do przechodu wygasło wraz z jego śmiercią, że B. od zawsze byli właścicielami drogi, że to spór międzysąsiedzki i niech go rozwiążą w sądzie - sama poszperała w dokumentach. Okazało się, że pamiętnego 16 lipca 1962 roku urzędnik podzielił ziemię wedle swego uznania i podpisał się za wszystkich właścicieli! W dodatku nie można odnaleźć żadnego aktu nadania ziemi, który powinien iść w ślad za tym pismem.
Ale dla jaworznickiego magistratu sprawa wydaje się prosta. Jego rzecznik Marcin Marzyński mówi: - Według aktu notarialnego z 1997 roku i wpisu do księgi wieczystej ta działka [Marzyński ma tu na myśli sporną drogę - przyp. aut.] - należy do B. O tym samym świadczą wykazy geodezyjne. Musiały się oprzeć na prawie do posiadania tego gruntu.
Nie udało nam się porozmawiać z małżeństwem B. - ona pracuje za granicą, on jest niepełnosprawny i nikogo nie wpuszcza. Po co im pasek ziemi, którego zamknięcie tak utrudniło życie sąsiadom? Ludzie mówią, że poczuli się panami na włościach i tyle.
- Prezydent miasta chciał kupić tę działkę na lokalną drogę, ale spotkał się z odmową - mówi Marzyński. Na pocieszenie dodaje, że trakt po wąskotorówce będzie właśnie taką drogą i nikt nie będzie mógł rościć do niej praw. Szynalowa może więc spokojnie wchodzić do domu przez piwnicę.
- Dlaczego ich po prostu nie wywłaszczą w imię wspólnego dobra? - pyta bezradnie.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

