Rodzice sześciolatków wciąż obawiają się szkoły

Magdalena Warchala
2010-06-29 , aktualizacja: 29.06.2010 22:35
A A A Drukuj
W 2010 roku Chruszczobród był jedyną miejscowością w województwie, w której 100 proc. sześciolatków uczyło się w pierwszej klasie Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta W 2010 roku Chruszczobród był jedyną miejscowością w województwie, w której 100 proc. sześciolatków uczyło się w pierwszej klasie
Choć dyrektorzy podstawówek i urzędnicy stają na głowie, by przekonać rodziców o wyższości szkoły nad przedszkolem, ci wiedzą swoje. Od września do pierwszych klas pójdzie niewiele więcej sześciolatków niż rok temu.
Od zeszłego roku to rodzice decydują, czy poślą sześciolatka do szkoły, czy do przedszkola. Wyboru dokonają jeszcze za rok, a później wszystkie dzieci w tym wieku trafią do szkół. Reforma od początku budzi jednak kontrowersje. - Po co mam skracać Piotrkowi dzieciństwo? Do szkoły się jeszcze nachodzi, a w przedszkolu jest nie tylko więcej zabawy, ale też dłuższa opieka, aż do godz. 17. - mówi Marta Śmigłowicz z Będzina, która już zapisała syna do przedszkola.

Podczas zeszłorocznego naboru, mimo intensywnej kampanii Ministerstwa Edukacji Narodowej, do pierwszych klas rodzice wysłali zaledwie 1132, czyli 2,9 proc. spośród prawie 39 tys. śląskich i zagłębiowskich sześciolatków.

Taki wynik zmobilizował urzędników do działania. Miejski Zarząd Oświaty w Tychach już w grudniu okleił ściany szkół, przedszkoli, autobusy i wiaty przystanków plakatami z hasłem "Jestem za duży już na przedszkole, świetnie odnajdę się w tyskiej szkole" i rozesłał do wszystkich rodziców sześciolatków ulotki wraz listem prezydenta miasta. - Jeśli większość rodziców wybierze przedszkole, to za trzy lata do pierwszych klas pójdą jednocześnie dwa roczniki i trzeba będzie organizować lekcje na dwie zmiany - przestrzegała Dorota Gnacik, dyrektorka MZO.

Kampania przyniosła rezultat. Rodzice z Tychów zapisali do podstawówek 128 sześciolatków z tysiąca (w zeszłym roku było ich zaledwie 17). Jednak w ogólnym rozrachunku w całym województwie do pierwszych klas pójdzie tylko 2988 sześciolatków, czyli 7,6 proc. z 39 tys. To lepiej niż w zeszłym roku, ale, jak twierdzą dyrektorzy, wciąż za mało, bo sześciolatki to dla szkoły prestiż, szansa na ministerialne dotacje i dodatkowe godziny dla nauczycieli.

Aby przyciągnąć sześciolatki Aleksandra Dąbroś, dyrektorka SP nr 1 w Chorzowie, podobnie jak w innych szkołach zorganizowała w kwietniu dni otwarte, podczas których dzieci i rodzice mogli poznać nauczycieli, i obejrzeć placówkę. Przygotowała też prezentacje multimedialne na płytach CD, które za pośrednictwem przedszkolanek przekazała rodzicom sześciolatków z rejonu. - Nam także zależy na przekonaniu ich do szkoły, bo wtedy zwolnią się miejsca dla młodszych dzieci - wyjaśnia dyrektorka jednego z tych przedszkoli. Po tej kampanii do SP nr 1 zapisało się pięcioro sześciolatków.

Samorządy garściami sięgają też po dotacje z MEN-u na wyposażenie bawialni i placów zabaw. Udało im się zdobyć w sumie 13,2 mln zł dla 1045 śląskich i zagłębiowskich szkół. Ale - jak się okazuje - lepsze warunki do nauki i zabawy tylko w nieznacznym stopniu przekonują rodziców. Świadczy o tym fakt, że na zapisanie sześciolatków do podstawówek niepublicznych, znacznie lepiej wyposażonych, a w dodatku oferujących naukę w kameralnych grupach, zdecydowały się zaledwie 132 rodziny. Podobnie jak w przypadku szkół publicznych, aż w co trzeciej podstawówce niepublicznej we wrześniu w ławce nie zasiądzie ani jeden sześciolatek. - Wiem, że szkoła nie jest zła, ale nie chcę eksperymentować na córce. Niech jeszcze rok spędzi w towarzystwie kolegów z przedszkola, znajomej wychowawczyni - mówi Ewelina Strugacz z Dąbrowy Górniczej, mama Matyldy.

Są jednak szkoły, które z naborem sześciolatków nie mają problemów. W Chruszczobrodzie i Jankowicach, podobnie jak w minionym roku, także w nadchodzącym działać będą klasy złożone wyłącznie z dzieci w tym wieku. W wiejskiej społeczności sąsiedzi, którzy zaryzykowali, wzajemnie polecają sobie to rozwiązanie. - Prawda jest taka, że dzieci wcale się nie stresowały przejściem z przedszkola do szkoły. To ich matki niepotrzebnie się przejmowały - ocenia Emilia Kozieł z Chruszczobrodu, mama 7-letniej Agnieszki, która we wrześniu zacznie naukę w drugiej klasie.

Polecamy: Sześciolatki: Szkoła jest fajniejsza od przedszkola



Podziel się

  • 53 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy