Ulica tak wąska, że auta muszą jeździć... chodnikiem
2010-06-28
, aktualizacja: 28.06.2010 20:15
Trzeba mieć oczy dokoła głowy, bo kierowcy traktują chodnik jak jezdnię - denerwują się ludzie, którzy mieszkają w pobliżu ul. Jaskółczej w Zabrzu. Urzędnicy obiecują, że jeszcze w tym roku poszerzą drogę.
ZOBACZ TAKŻE
- Zimą auta się nie mieszczą na ulicy. Będzie referendum? (02-12-10, 23:05)
- Brak dojazdu. Spółdzielnia usypała wał z ziemi i gruzu (08-11-10, 14:42)
- Uwaga na zakręt przy ul. Granicznej. Może być zdradliwy (06-10-10, 12:10)
- "Nie" dla drogi, która ma przeciąć park krajobrazowy (29-09-10, 13:31)
- Po remoncie drogi studzienki i jezdnia się zapadają (20-08-10, 11:42)
- W Zabrzu ciemno i straszno, bo zdemontowali latarnie (11-07-10, 21:33)
- Zabrze ma pomysł. Zamiast parkingu zielone tarasy (03-07-10, 13:14)
- Od wtorku już nie zaparkujesz przy ulicy Bankowej (28-06-10, 21:20)
- Ułożą 660 metrów drogi, ale do szczęścia trzeba więcej (11-05-10, 11:09)
- Budowa średnicówki uderzy w zabrzańskich kierowców (08-05-10, 11:53)
- Jedną drogę wybudują, drugą przy tym całkiem zniszczą (27-03-10, 16:24)
- Dlaczego studzienki zawsze muszą być na środku ulicy? (22-03-10, 21:56)
- Osiedle odcięte od świata przez średnicówkę. Jak długo? (21-09-10, 23:08)
Ulica Jaskółcza przez lata była jednokierunkowa. Nic dziwnego, bo szeroka na trzy i pół metra mieści tylko jedno auto. Ale przed ostatnim remontem kanalizacji w mieście urzędnicy zdecydowali, że Jaskółcza ma zbyt duże znaczenie dla układu komunikacyjnego. Żeby uniknąć korków w tym rejonie, przemianowali drogę na dwukierunkową.
Pierwszeństwo mają samochody jadące od strony centrum. Auta nadjeżdżające z drugiej strony muszą wtedy zjechać do trzech wybudowanych zatoczek. Tyle teoria, bo w praktyce jest inaczej. - Strach tędy chodzić. Kierowcy nic sobie z tego nie robią i żeby się wyminąć, jadą po prostu chodnikiem. Już tak się przyzwyczaili, że to my musimy uciekać spod kół - denerwuje się Jadwiga Nowalska z Jaskółczej.
Rzeczywiście, nie mija minuta i od strony ul. Matejki nadjeżdża kawalkada aut. Wszystkie częściowo jadą po chodniku, a kierowcy nadjeżdżający z przeciwka nawet nie próbują chować się w zatoczkach. - Jest niebezpiecznie. To cud, że nikomu nic się jeszcze nie stało. Zawsze tędy chodzę z duszą na ramieniu, ale innej drogi nie ma - dodaje pani Kazimiera, emerytka.
Zabrzańscy policjanci doskonale znają problem. Wielokrotnie dostawali w tej sprawie skargi od przechodniów. - Wysyłamy tam patrole, ale na dłuższą metę nie przynosi to żadnego rezultatu. Kierowcy zgodnie z przepisami zjeżdżają do zatoczek, a ci z drugiej strony nie wjeżdżają na chodnik tylko wtedy, kiedy widzą radiowóz. Efekt jest taki, że wtedy robią się korki, a kiedy policja odjeżdża, wszystko wraca do normy - mówi Marek Wypych, rzecznik zabrzańskiej policji - Zatoczek jest zbyt mało. Gdyby zamiast trzech było ich dwa razy więcej, wtedy nie byłoby problemu - ocenia.
Urzędnicy w magistracie argumentują, że wszystko jest zgodne z przepisami. Według nich winni są kierowcy, którzy nagminnie łamią przepisy. Choć przyznają równocześnie, że sytuacja jest kuriozalna. - To rzeczywiście niezbyt fortunne rozwiązanie. Dlatego, żeby zwiększyć bezpieczeństwo na tej ulicy, już opracowaliśmy plany jej poszerzenia. Będzie miała dwa pasy normalnej szerokości. Prace powinny się rozpocząć jesienią i zakończyć jeszcze w tym roku - obiecuje Walenty Biedulski, naczelnik wydziału infrastruktury komunalnej.
Pierwszeństwo mają samochody jadące od strony centrum. Auta nadjeżdżające z drugiej strony muszą wtedy zjechać do trzech wybudowanych zatoczek. Tyle teoria, bo w praktyce jest inaczej. - Strach tędy chodzić. Kierowcy nic sobie z tego nie robią i żeby się wyminąć, jadą po prostu chodnikiem. Już tak się przyzwyczaili, że to my musimy uciekać spod kół - denerwuje się Jadwiga Nowalska z Jaskółczej.
Rzeczywiście, nie mija minuta i od strony ul. Matejki nadjeżdża kawalkada aut. Wszystkie częściowo jadą po chodniku, a kierowcy nadjeżdżający z przeciwka nawet nie próbują chować się w zatoczkach. - Jest niebezpiecznie. To cud, że nikomu nic się jeszcze nie stało. Zawsze tędy chodzę z duszą na ramieniu, ale innej drogi nie ma - dodaje pani Kazimiera, emerytka.
Zabrzańscy policjanci doskonale znają problem. Wielokrotnie dostawali w tej sprawie skargi od przechodniów. - Wysyłamy tam patrole, ale na dłuższą metę nie przynosi to żadnego rezultatu. Kierowcy zgodnie z przepisami zjeżdżają do zatoczek, a ci z drugiej strony nie wjeżdżają na chodnik tylko wtedy, kiedy widzą radiowóz. Efekt jest taki, że wtedy robią się korki, a kiedy policja odjeżdża, wszystko wraca do normy - mówi Marek Wypych, rzecznik zabrzańskiej policji - Zatoczek jest zbyt mało. Gdyby zamiast trzech było ich dwa razy więcej, wtedy nie byłoby problemu - ocenia.
Urzędnicy w magistracie argumentują, że wszystko jest zgodne z przepisami. Według nich winni są kierowcy, którzy nagminnie łamią przepisy. Choć przyznają równocześnie, że sytuacja jest kuriozalna. - To rzeczywiście niezbyt fortunne rozwiązanie. Dlatego, żeby zwiększyć bezpieczeństwo na tej ulicy, już opracowaliśmy plany jej poszerzenia. Będzie miała dwa pasy normalnej szerokości. Prace powinny się rozpocząć jesienią i zakończyć jeszcze w tym roku - obiecuje Walenty Biedulski, naczelnik wydziału infrastruktury komunalnej.
Przeczytaj: Ułożą 660 metrów drogi, ale do szczęścia trzeba w Zabrzu więcej
- 14 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Hmm... świetne miejsce, żeby zarobić trochę kasy..
rojberek
28.06.10, 21:35
... z odszkodowania za potrącenie na chodniku pieszego :-)»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


