Zostać policjantem za łapówkę? Sprawdza to prokuratura
2010-06-28
, aktualizacja: 28.06.2010 18:13
Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie ujawniania przez wykładowców Szkoły Policji w Katowicach testów egzaminacyjnych. Możliwe, że przyszli policjanci im za to płacili.
ZOBACZ TAKŻE
- W upały policjanci cierpią, bo nikt nie daje im wody (11-08-10, 11:57)
- Policjant niewinny, ale do służby po latach nie wróci (10-08-10, 15:06)
- Wycieczki na Antarktydę łapówką dla dyrektorów kopalni (02-07-10, 21:24)
- Dyrektorka wyłudzała pieniądze na Komisję Europejską (30-06-10, 23:00)
- Policjanci w jesiennych mundurach "pocą się jak świnie" (09-06-10, 23:20)
- Policjanci chcą głowy komendanta, bo zabrał nagrody (11-05-10, 23:17)
- Dwaj policjanci drogówki należeli do gangu oszustów (07-05-10, 23:05)
- Policjanta szkoli się krócej niż fryzjera i kucharza (02-05-10, 13:26)
- Prokuratorzy ukrywali akta za meblami. Z przepracowania (02-08-10, 16:12)
- 25-letni milioner z zarzutami za kościelne działki (27-07-10, 23:08)
Szkoła Policji w Katowicach to jedyna na południu placówka, która szkoli stróżów prawa. Zawodu uczą się tam kursanci, którzy po półrocznym szkoleniu pilnują porządku na Śląsku, w Małopolsce, na Podkarpaciu, Opolszczyźnie czy też w Świętokrzyskiem. Dodatkowo placówka prowadzi kursy doskonalące dla policjantów z kilkuletnim stażem. Główny nacisk kładzie na szkolenie funkcjonariuszy patrolujących ulice dużych miast. Obecnie w Szkole Policji w Katowicach kształci się 600 słuchaczy.
"Gazeta" dowiedziała się, że katowicka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez jej wykładowców. Od kilku tygodni trwają już przesłuchania w tej sprawie. Nikomu jeszcze nie przedstawiono zarzutów. Śledczy podejrzewają, iż pracownicy szkoły ujawniali kursantom przed egzaminami arkusze testów.
- Pod uwagę brany jest także wątek korupcyjny - potwierdza prokurator Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Jej zdaniem badane są nie tylko okoliczności zdawania egzaminów kończących kurs podstawowy (jest najważniejszy, bo uczy podstaw zawodu), ale także kursów doskonalących. Dwa tygodnie temu śledczy wystąpili do komendanta szkoły o nadesłanie dokumentacji dotyczącej wykładowców, kursantów oraz uzyskanych przez nich wyników. - W tej sprawie ściśle współpracujemy z Biurem Spraw Wewnętrznych (policja w policji), bo to ono zdobyło materiały, na podstawie których wszczęliśmy śledztwo - mówi Zawada-Dybek.
Według informacji "Gazety" Biuro Spraw Wewnętrznych o podejrzeniach wycieku testów egzaminacyjnych dowiedziało się już jesienią 2008 r. Informację w tej sprawie przekazał ówczesny komendant katowickiej szkoły, którego zdziwiły rewelacyjne wyniki egzaminu. Oficerowie BSW prawie rok prowadzili działania operacyjne w tej sprawie. Część zdobytych przez nich materiałów jest utajniona. Prawdopodobnie są to podsłuchy rozmów telefonicznych.
- Do czasu zakończenia postępowania przez prokuraturę nie będziemy komentowali tej sprawy - mówi podinspektor Dorota Matys, naczelniczka Wydziału Prezydialnego Szkoły Policji w Katowicach.
Głosu nie chce zabrać również komenda główna, której podlega katowicka szkoła. - Opowiadanie o tej sprawie mogłoby zaszkodzić śledztwu - wyjaśnia Grażyna Puchalska z biura prasowego KGP.
Gdyby prokuratura potwierdziła, że kandydaci na funkcjonariuszy kupowali testy egzaminacyjne, byłby to pierwszy taki przypadek w historii polskiej policji. Zdaniem Józefa Koguta, wieloletniego szefa komendy w Chorzowie, a obecnie prezesa Śląskiego Stowarzyszenia Pomocy Ofiarom Przestępstw, kursanci, którzy w taki sposób zdobyli policyjny mundur, natychmiast powinni zostać zwolnieni ze służby. - Bo tak naprawdę nikt nie wie, co oni umieją i czy czasem sami nie stanowią zagrożenia. A w policji nie ma miejsca dla niedouczonych i nieuczciwych ludzi - podkreśla Kogut.
Wiesław Budak, wiceprzewodniczący zarządu wojewódzkiego NSZZ Policjantów w Katowicach, uważa jednak, że trzeba spokojnie poczekać na zakończenie śledztwa. - Sprawa na pewno nie jest dla nas miła. Jednak historia wielokrotnie pokazywała, że funkcjonariusze BSW tropiący nieprawidłowości w naszych szeregach w pogoni za wynikami także popełniali błędy - mówi Budak. I przypomina przypadek czterech oficerów z Mysłowic, których oskarżono o korupcję i aresztowano. Po kilku latach procesu zostali oczyszczeni z zarzutów, bo okazało się, że pomówili ich przestępcy.
"Gazeta" dowiedziała się, że katowicka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez jej wykładowców. Od kilku tygodni trwają już przesłuchania w tej sprawie. Nikomu jeszcze nie przedstawiono zarzutów. Śledczy podejrzewają, iż pracownicy szkoły ujawniali kursantom przed egzaminami arkusze testów.
- Pod uwagę brany jest także wątek korupcyjny - potwierdza prokurator Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Jej zdaniem badane są nie tylko okoliczności zdawania egzaminów kończących kurs podstawowy (jest najważniejszy, bo uczy podstaw zawodu), ale także kursów doskonalących. Dwa tygodnie temu śledczy wystąpili do komendanta szkoły o nadesłanie dokumentacji dotyczącej wykładowców, kursantów oraz uzyskanych przez nich wyników. - W tej sprawie ściśle współpracujemy z Biurem Spraw Wewnętrznych (policja w policji), bo to ono zdobyło materiały, na podstawie których wszczęliśmy śledztwo - mówi Zawada-Dybek.
Według informacji "Gazety" Biuro Spraw Wewnętrznych o podejrzeniach wycieku testów egzaminacyjnych dowiedziało się już jesienią 2008 r. Informację w tej sprawie przekazał ówczesny komendant katowickiej szkoły, którego zdziwiły rewelacyjne wyniki egzaminu. Oficerowie BSW prawie rok prowadzili działania operacyjne w tej sprawie. Część zdobytych przez nich materiałów jest utajniona. Prawdopodobnie są to podsłuchy rozmów telefonicznych.
- Do czasu zakończenia postępowania przez prokuraturę nie będziemy komentowali tej sprawy - mówi podinspektor Dorota Matys, naczelniczka Wydziału Prezydialnego Szkoły Policji w Katowicach.
Głosu nie chce zabrać również komenda główna, której podlega katowicka szkoła. - Opowiadanie o tej sprawie mogłoby zaszkodzić śledztwu - wyjaśnia Grażyna Puchalska z biura prasowego KGP.
Gdyby prokuratura potwierdziła, że kandydaci na funkcjonariuszy kupowali testy egzaminacyjne, byłby to pierwszy taki przypadek w historii polskiej policji. Zdaniem Józefa Koguta, wieloletniego szefa komendy w Chorzowie, a obecnie prezesa Śląskiego Stowarzyszenia Pomocy Ofiarom Przestępstw, kursanci, którzy w taki sposób zdobyli policyjny mundur, natychmiast powinni zostać zwolnieni ze służby. - Bo tak naprawdę nikt nie wie, co oni umieją i czy czasem sami nie stanowią zagrożenia. A w policji nie ma miejsca dla niedouczonych i nieuczciwych ludzi - podkreśla Kogut.
Wiesław Budak, wiceprzewodniczący zarządu wojewódzkiego NSZZ Policjantów w Katowicach, uważa jednak, że trzeba spokojnie poczekać na zakończenie śledztwa. - Sprawa na pewno nie jest dla nas miła. Jednak historia wielokrotnie pokazywała, że funkcjonariusze BSW tropiący nieprawidłowości w naszych szeregach w pogoni za wynikami także popełniali błędy - mówi Budak. I przypomina przypadek czterech oficerów z Mysłowic, których oskarżono o korupcję i aresztowano. Po kilku latach procesu zostali oczyszczeni z zarzutów, bo okazało się, że pomówili ich przestępcy.
Przeczytaj: Policjanci chcą głowy komendanta, bo zabrał im nagrody
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Takie jest
angrusz1
30.06.10, 08:33
powszechne przekonanie .Czy słuszne ? Nie wiem .czy da się to udowodnić ?Korupcję trudno udowodnić .Ale wiemy przecież , że ona jest i jest jej stanowczo za dużo .Bo całkiem chyba nie da się»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


