Grajkowie? Nie, na chorzowskim deptaku lubią mieć ciszę
2010-06-22
, aktualizacja: 22.06.2010 21:30
Latem melodie grane przez ulicznych grajków to naturalne odgłosy miasta. Dlaczego w Chorzowie, gdzie muzyków gonią strażnicy, jest inaczej? - pisze Jacek Madeja.
ZOBACZ TAKŻE
- Dobry adres: Miasteczko Off Festival w Katowicach (15-06-10, 16:34)
- Do Katowic przyjeżdżają The Pink Floyd XXI wieku (30-03-10, 18:06)
- Inspirowali Nirvanę, teraz zagrają na Off Festivalu (08-03-10, 14:28)
Ulica Wolności to chorzowska starówka. Odrestaurowane kamienice, dziesiątki sklepów i ciągnący ulicami tłum. Wręcz wymarzone miejsce dla grajków - przechodnie i spacerowicze chętnie posłuchają muzyki i sypną groszem. Tak pomyśleli muzycy z duetu Czarny Świerszcz, czyli Łukasz (flet) i Daniel (gitara). Kiedy rozłożyli się na deptaku, nie wiedzieli, jak bardzo się mylą. Chorzów szybko okazał się miastem, który lubi tylko gwar przechodniów i turkot tramwajów. Dźwięki muzyki są na cenzurowanym.
Wszystko zaczęło się od strażników, którzy raz za razem przeganiali muzyków. Nie karali mandatem, ale wyjaśniali, że są ludzie, którym muzyka przeszkadza. Znalazł się ktoś, komu melodie grane przez grajków nie przypadły do gustu. I to wystarczyło. Bo tłumaczenia muzyków, że większość ludzi jest zadowolona, strażników nie przekonały.
Grajkowie postanowili, że nie odpuszczą - w końcu na całym świecie uliczni muzycy są nierozerwalną częścią miasta, więc dlaczego w Chorzowie ma być inaczej? Pomyśleli, że zalegalizują swoją działalność. Poszli do magistratu. I tu dopiero zaczęły się schody. Rozpoczęła się droga od Annasza do Kajfasza między urzędnikami różnego szczebla i radnymi. Ci na początku nie bardzo wiedzieli, co z grajkami począć. W końcu oświadczyli zaskoczonym muzykom, że nie dostaną żadnego zezwolenia. Figa, i już! Dlaczego? Tego muzycy nie wiedzą do teraz.
Grajkowie zwinęli instrumenty i pojadą szukać szczęścia do Holandii. Tłumaczą, że tam przynajmniej są jasne zasady gry: trzeba postarać się o zezwolenie, i to wszystko.
Jak to jest z grajkami w naszych miastach? Po naszym telefonie chorzowscy urzędnicy wycofali się rakiem z całego zamieszania. Wyjaśniają, że nie wydali zezwolenia na granie, bo nie ma w mieście przepisów, które normują taką sytuację. Poza tym mieszkańcy się skarżyli.
W innych miastach też nikt o zezwoleniach nie słyszał. Z tym że tam muzycy nigdy nie mieli kłopotów z graniem na ulicach. Katowiccy strażnicy przyznają, że tylko raz czy dwa musieli zwrócić uwagę bębniarzom ze Stawowej, bo grali za głośno. W Gliwicach i Sosnowcu tych, którzy naprawdę chcą grać zgodnie z literą prawą, odsyłają do Miejskiego Zarządu Ulic. Tam można zapłacić za tzw. zajęcie pasa ruchu. Ale nawet urzędnicy przyznają, że takich przypadków nie było, i machają ręką: "po co komplikować życie?".
Rzeczywiście, po co? Ale skoro muzycy mają problem w Chorzowie, to może miasto powinno zadbać o odpowiednie regulacje w tej kwestii? Wtedy nie będzie żadnych nieporozumień, a przepisy, tak jak w zachodnich miastach, będą jednoznacznie określały, gdzie i jak długo można grać, żeby nie katować mieszkańców przez cały dzień tymi samymi melodiami. W przeciwnymi wypadku muzycy szerokim łukiem zaczną omijać Chorzów, a główny deptak miasta będzie tylko aspirował do miejskiego salonu.
Wszystko zaczęło się od strażników, którzy raz za razem przeganiali muzyków. Nie karali mandatem, ale wyjaśniali, że są ludzie, którym muzyka przeszkadza. Znalazł się ktoś, komu melodie grane przez grajków nie przypadły do gustu. I to wystarczyło. Bo tłumaczenia muzyków, że większość ludzi jest zadowolona, strażników nie przekonały.
Grajkowie postanowili, że nie odpuszczą - w końcu na całym świecie uliczni muzycy są nierozerwalną częścią miasta, więc dlaczego w Chorzowie ma być inaczej? Pomyśleli, że zalegalizują swoją działalność. Poszli do magistratu. I tu dopiero zaczęły się schody. Rozpoczęła się droga od Annasza do Kajfasza między urzędnikami różnego szczebla i radnymi. Ci na początku nie bardzo wiedzieli, co z grajkami począć. W końcu oświadczyli zaskoczonym muzykom, że nie dostaną żadnego zezwolenia. Figa, i już! Dlaczego? Tego muzycy nie wiedzą do teraz.
Grajkowie zwinęli instrumenty i pojadą szukać szczęścia do Holandii. Tłumaczą, że tam przynajmniej są jasne zasady gry: trzeba postarać się o zezwolenie, i to wszystko.
Jak to jest z grajkami w naszych miastach? Po naszym telefonie chorzowscy urzędnicy wycofali się rakiem z całego zamieszania. Wyjaśniają, że nie wydali zezwolenia na granie, bo nie ma w mieście przepisów, które normują taką sytuację. Poza tym mieszkańcy się skarżyli.
W innych miastach też nikt o zezwoleniach nie słyszał. Z tym że tam muzycy nigdy nie mieli kłopotów z graniem na ulicach. Katowiccy strażnicy przyznają, że tylko raz czy dwa musieli zwrócić uwagę bębniarzom ze Stawowej, bo grali za głośno. W Gliwicach i Sosnowcu tych, którzy naprawdę chcą grać zgodnie z literą prawą, odsyłają do Miejskiego Zarządu Ulic. Tam można zapłacić za tzw. zajęcie pasa ruchu. Ale nawet urzędnicy przyznają, że takich przypadków nie było, i machają ręką: "po co komplikować życie?".
Rzeczywiście, po co? Ale skoro muzycy mają problem w Chorzowie, to może miasto powinno zadbać o odpowiednie regulacje w tej kwestii? Wtedy nie będzie żadnych nieporozumień, a przepisy, tak jak w zachodnich miastach, będą jednoznacznie określały, gdzie i jak długo można grać, żeby nie katować mieszkańców przez cały dzień tymi samymi melodiami. W przeciwnymi wypadku muzycy szerokim łukiem zaczną omijać Chorzów, a główny deptak miasta będzie tylko aspirował do miejskiego salonu.
- 23 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Grajkowie? Nie, na chorzowskim deptaku lubią mi...
grzespelc
22.06.10, 22:28
Ci strażnicy zamiast muzyków ganiuać, to może zajęli by się wreszcie autamizastawiającymi ulicę?»
-
Grajkowie? Nie, na chorzowskim deptaku lubią mi...
pandzik
23.06.10, 09:15
Skąd pan jest, panie Madeja...? Nie wiem, ale Chorzowa to by pan z bidą namapie szukał, i tyle pan o nim wie.Ulica Wolności to zwykła ulica z ruchem tramwajowym, na której jest kilkabanków, »
-
Grajkowie? Nie, na chorzowskim deptaku lubią mi...
rafiks22
23.06.10, 13:12
Temat jest mi dość bliski, gdyż nie ukrywam, iż w wielu miejscach, w różnych miastach zawsze sobie ceniłem taki swoisty muzyczno-uliczny klimat i o ile osobom żebrzącym nie wrzucam, to »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


