Na terenie po kopalni rodzice zakopali żywego noworodka
2010-06-17
, aktualizacja: 17.06.2010 20:06
Szokujące ustalenia ze śledztwa. 20-latka urodziła żywe dziecko, które przez kilka godzin leżało na podłodze i kwiliło. Potem rodzice zakopali je na terenie byłej kopalni Katowice. Prawdopodobnie żywcem - dowiedziała się "Gazeta"
ZOBACZ TAKŻE
- Szukają matki noworodka porzuconego na klatce schodowej (02-09-10, 11:18)
- Rodzice w krzakach, niemowlę w wózku wjechało do rzeki (04-08-10, 13:18)
- Zabił i wyszedł na wolność. Prokuratura bada sprawę (23-06-10, 23:19)
- Wypuścili zabójcę, bo ma stały meldunek (19-06-10, 10:54)
- Noworodek bezpieczne porzucony w gliwickim Oknie Życia (20-05-10, 16:46)
- Zostaw noworodka w oknie. Przeżyje (24-09-09, 23:00)
- Porzucony noworodek spał w torbie na przystanku (25-08-09, 19:52)
Zatrzymani w środę rodzice noworodka początkowo byli podejrzewani o zbezczeszczenie zwłok syna. 20-letnia matka chłopca twierdziła bowiem, że dziecko urodziło się martwe i postanowiła z konkubentem ukryć jego ciało.
Późnym popołudniem nastąpił przełom w śledztwie. - Zebrane dowody dały nam podstawę do przedstawienia obojgu rodzicom zarzutu zabójstwa - potwierdza prokurator Jacek Pandel, szef Prokuratury Rejonowej Katowice Wschód.
W czwartek o godz. 4 nad ranem po dramatycznym posiedzeniu sądu matka dziecka i jej 20-letni konkubent zostali aresztowani na trzy miesiące. Kobieta trafiła potem do szpitala, bo ginekolodzy muszą usunąć jej łożysko po niedawnym porodzie.
Śledczy nie zdradzają, co obciąża rodziców noworodka. Wstępne wyniki sekcji zwłok mówią bowiem tylko o tym, że chłopczyk był prawidłowo rozwinięty. Na razie lekarze nie potrafią ustalić przyczyn jego śmierci. Potrzebne są specjalistyczne badania.
Według informacji "Gazety" przełomu dokonali policjanci i prokuratorzy przesłuchujący rodziców. W środę późnym wieczorem 20-latka przyznała im, że dziecko przyszło na świat żywe. Tyle że po porodzie, który odbył się w mieszkaniu przy ul. Katowickiej, ani ona, ani jej konkubent nie zajęli się noworodkiem. Zawinięty w szmatę chłopczyk przez kilka godzin leżał samotnie w kącie na podłodze i kwilił. - Nie umyli go, nie ubrali i nie nakarmili. Nie zwracali na niego najmniejszej uwagi - mówi osoba znająca kulisy śledztwa. Zeznania kobiety, a potem jej konkubenta zostały nagrane.
Rodzice dziecka przyznali śledczym, że z godziny na godzinę kwilenie dziecka było coraz słabsze, aż w końcu zdecydowali, że je zakopią. Zapakowali synka do torby i zanieśli na nieużytki po kopalni Katowice. Tam zasypali je gruzem. Z zeznań rodziców wynika, że maleństwo prawdopodobnie wtedy jeszcze żyło. Prokuratura pewność będzie miała po uzyskaniu pełnych wyników sekcji. - Dawno w mieście nie mieliśmy do czynienia z tak makabryczną i bezsensowną zbrodnią - przyznają śledczy.
Ta wstrząsająca zbrodnia nie wyszłaby na jaw, gdyby nie czujność i konsekwencja pracowników katowickiego MOPS-u, pod opieką których znajduje się 20-latka i jej konkubent. Parę miesięcy temu urzędnicy zauważyli, że kobieta jest w ciąży. Powiedziała im wtedy, że termin porodu ma na maj. Kiedy kilkanaście dni temu pracownicy pomocy społecznej zapytali ją o dziecko, 20-latka odpowiedziała, że było wcześniakiem i zostało w szpitalu. Pracownicy MOPS zaczęli to sprawdzać i okazało się, że w żadnej placówce medycznej w mieście nie ma dziecka kobiety. Wtedy w poszukiwania noworodka włączyła się policja. Rodzicom noworodka grozi dożywocie.
Późnym popołudniem nastąpił przełom w śledztwie. - Zebrane dowody dały nam podstawę do przedstawienia obojgu rodzicom zarzutu zabójstwa - potwierdza prokurator Jacek Pandel, szef Prokuratury Rejonowej Katowice Wschód.
W czwartek o godz. 4 nad ranem po dramatycznym posiedzeniu sądu matka dziecka i jej 20-letni konkubent zostali aresztowani na trzy miesiące. Kobieta trafiła potem do szpitala, bo ginekolodzy muszą usunąć jej łożysko po niedawnym porodzie.
Śledczy nie zdradzają, co obciąża rodziców noworodka. Wstępne wyniki sekcji zwłok mówią bowiem tylko o tym, że chłopczyk był prawidłowo rozwinięty. Na razie lekarze nie potrafią ustalić przyczyn jego śmierci. Potrzebne są specjalistyczne badania.
Według informacji "Gazety" przełomu dokonali policjanci i prokuratorzy przesłuchujący rodziców. W środę późnym wieczorem 20-latka przyznała im, że dziecko przyszło na świat żywe. Tyle że po porodzie, który odbył się w mieszkaniu przy ul. Katowickiej, ani ona, ani jej konkubent nie zajęli się noworodkiem. Zawinięty w szmatę chłopczyk przez kilka godzin leżał samotnie w kącie na podłodze i kwilił. - Nie umyli go, nie ubrali i nie nakarmili. Nie zwracali na niego najmniejszej uwagi - mówi osoba znająca kulisy śledztwa. Zeznania kobiety, a potem jej konkubenta zostały nagrane.
Rodzice dziecka przyznali śledczym, że z godziny na godzinę kwilenie dziecka było coraz słabsze, aż w końcu zdecydowali, że je zakopią. Zapakowali synka do torby i zanieśli na nieużytki po kopalni Katowice. Tam zasypali je gruzem. Z zeznań rodziców wynika, że maleństwo prawdopodobnie wtedy jeszcze żyło. Prokuratura pewność będzie miała po uzyskaniu pełnych wyników sekcji. - Dawno w mieście nie mieliśmy do czynienia z tak makabryczną i bezsensowną zbrodnią - przyznają śledczy.
Ta wstrząsająca zbrodnia nie wyszłaby na jaw, gdyby nie czujność i konsekwencja pracowników katowickiego MOPS-u, pod opieką których znajduje się 20-latka i jej konkubent. Parę miesięcy temu urzędnicy zauważyli, że kobieta jest w ciąży. Powiedziała im wtedy, że termin porodu ma na maj. Kiedy kilkanaście dni temu pracownicy pomocy społecznej zapytali ją o dziecko, 20-latka odpowiedziała, że było wcześniakiem i zostało w szpitalu. Pracownicy MOPS zaczęli to sprawdzać i okazało się, że w żadnej placówce medycznej w mieście nie ma dziecka kobiety. Wtedy w poszukiwania noworodka włączyła się policja. Rodzicom noworodka grozi dożywocie.
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
22 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


