Urzędnicy: bieliznę kupuj na targu albo w innym mieście

Przemysław Jedlecki
2010-06-14 , aktualizacja: 14.06.2010 15:00
A A A Drukuj
Maria Oczkowska mimo odmowy udzielenia jej dotacji i tak zamierza otworzyć sklep z bielizną. - Rudzianie nie muszą
kupować ubrań tylko na targu - przekonuje Fot. Grzegorz Celejewski / Agenc Maria Oczkowska mimo odmowy udzielenia jej dotacji i tak zamierza otworzyć sklep z bielizną. - Rudzianie nie muszą kupować ubrań tylko na targu - przekonuje
Mieszkanka Rudy Śląskiej chciała zdobyć dotację na otwarcie sklepu z bielizną. Urzędnicy odmówili przyznania pomocy. - Dowiedziałam się, że rudzianie mogą kupować takie rzeczy w innych miastach. To oznacza, że w naszym mieście mają być tylko targowiska? - pyta zaskoczona
Maria Oczkowska o własnym sklepie myślała od kilku lat. Najpierw miał być odzieżowy, potem jednak zdecydowała się na sklep z ekskluzywną bielizną. - W mieście brakuje takiego miejsca. Nawiązałam kontakty z dystrybutorem czołowych eleganckich marek. Będę miała w ofercie towary kilku producentów - mówi. Koszt otwarcia sklepu w centrum dzielnicy Halemba wyliczyła na 70 tys. zł. - Większość, bo 40 tys. zł, chciałam zdobyć z dotacji dla osób rozpoczynających działalność gospodarczą - dodaje.

Zgłosiła się do Powiatowego Urzędu Pracy, pilnie chodziła na obowiązkowe kursy z przedsiębiorczości i księgowości. Wreszcie na koniec napisała biznesplan i wniosek o dotację. - Założyłam, że każdego dnia pomiędzy godz. 9 a 18 będę miała 20 klientów. To trafny szacunek, bo przecież można będzie u mnie kupić także rajstopy - dodaje Oczkowska.

Wniosek został oceniony pozytywnie. Na 60 możliwych punktów Oczkowska zdobyła 43,5. Dotacji jednak nie dostała. Jeden z dwóch ekspertów, którzy oceniali wniosek, zarzucił jej, że nie doceniła konkurencji, która sprzedaje bieliznę dużo tańszą, choć ta jest gorszej jakości. "Obecnie klienci w większości poszukują tanich artykułów, natomiast luksusowe są sprzedawane w sąsiednich miastach" - czytamy w ocenie.

Oczkowska nie ukrywa zdenerwowania. - Z zalet mojego projektu uczyniono wady. Gorsze produkty nie są konkurencją dla tych, które ja chcę sprzedawać. Dlaczego ktoś uważa, że wszyscy mają kupować tylko bieliznę na targu? - dziwi się. Najbardziej oburzyło ją stwierdzenie o możliwości zakupów w sąsiednich miastach. - To krzywdzące dla mieszkańców i całego miasta. Czy to oznacza, że w Rudzie Śląskiej nie może być eleganckich sklepów, tylko bazary? - dodaje.

Mimo odmowy zapowiada, że w przyszłym tygodniu i tak otworzy sklep. - Już w lutym musiałam zamówić towar. Wierzę, że sklep przetrwa - mówi. Napisała też skargę na decyzję rudzkich urzędników do Wojewódzkiego Urzędu Pracy, który nadzoruje przyznawanie dotacji.

Beata Płaczek, wicedyrektorka rudzkiego pośredniaka, uważa jednak, że wszystko potoczyło się prawidłowo.

- Ta pani zdobyła tyle samo punktów, co inny przedsiębiorca. On dostał dotację na swoją firmę, ponieważ zatrudni więcej osób. Pani chce w sklepie pracować sama - mówi. Broni też opinii ekspertów. Zaręcza, że są to fachowcy, którzy mają doświadczenie, i trudno zarzucić im brak kompetencji.

- Nie uważamy, że w mieście mają działać tylko tanie targowiska i bazary. Sklepy na wyższym poziomie też są potrzebne i na nie także przyznajemy dotacje. Eksperci mają jednak prawo do własnego zdania, oni wiedzą, jak działa tutejszy handel - przekonuje Płaczek. Dodaje, że listę dotacji musi jeszcze zatwierdzić WUP.

Oczkowska wątpi, czy WUP zmieni decyzję. - Ale mam nadzieję, że następnym razem eksperci zastanowią się, czy warto dotować kolejne zakłady fryzjerskie i kosmetyczne, czy może wspomóc coś, czego w mieście brakuje - mówi.

Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów