Urzędnicy radzą kobiecie, by wróciła do męża oprawcy
2010-06-04
, aktualizacja: 04.06.2010 21:36
Małgorzata Żydzik, której woda doszczętnie zalała dom w Bieruniu, poprosiła urzędników o pomoc w znalezieniu nowego lokalu. Ci poradzili, by wróciła do domu, w którym mieszka jej były mąż skazany za znęcanie się nad rodziną.
ZOBACZ TAKŻE
- Kaszą domu nie otynkują. Przydałby się cement i piach (06-06-10, 21:07)
- Niech urzędnicy naprawią swój błąd (04-06-10, 21:30)
- ZUS: Pracujące ciężarne kobiety są... podejrzane (04-06-10, 12:04)
- Żona się boi, bo mąż-kat zaraz wychodzi z więzienia (02-06-10, 01:11)
- W Bieruniu rozpoczęło się wielkie sprzątanie po powodzi (25-05-10, 21:43)
GALERIA ZDJĘĆ
- Bieruń zalany (19-05-10, 19:19)
RAPORTY
Pani Małgorzata zanim przeprowadziła się do Bierunia, mieszkała w Chełmku. Ma trójkę dzieci. Najmłodszy syn, 10-letni Patryk cierpi na epilepsję, ma orzeczoną niepełnosprawność. - Moje życie było koszmarem. Nigdy nie byłam pewna, czy dzień będzie spokojny. Jeśli mąż był pijany, zaczynało się od awantury a kończyło na biciu. Starałam się chronić dzieci, zamykałam się z nimi w pokoju, żeby przeczekać jego agresję - wspomina pani Małgorzata.
Zdesperowana kobieta kilkakrotnie wzywała policję. - Pani Żydzik założylismy niebieską kartę. O sprawie poinformowaliśmy też sąd rodzinny - potwierdza podinspektor Robert Chowaniec, komendant policji w Oświęcimiu.
W końcu sprawa znęcania się nad panią Małgorzatą znalazła swój finał w sądzie. Dwa lata temu jej mąż został skazany: wyrok w zawieszeniu i nakaz płacenia alimentów na dzieci. Pani Małgorzata dostała też rozwód. Wtedy po raz pierwszy zwróciła się do Administracji Domów Mieszkalnych w Chełmku (gmina ma udziały w tej spółce - przyp. red.) z prośbą o pomoc w znalezieniu nowego mieszkania. W odpowiedzi otrzymała pismo, że nie kwalifikuje się. - Bez wyjaśnień, dlaczego. W domu z byłym mężem nie mogłam zostać, to chyba zrozumiałe. Zaczęłam, więc szukać na własną rękę. W końcu udało mi się wynająć dom w Bieruniu - wspomina.
Tam razem z dziećmi zaczęła nowe, spokojne życie. Wszystko skończyło się bezpowrotnie wraz z powodzią. Pani Małgorzata zabrała dzieci, psa i mieszka kątem u rodziny. Stracili wszystko: meble, książki, ubrania, telewizor, kwiatki doniczkowe a nawet akwarium z rybkami. - W Bieruniu teoretycznie nic mi się nie należy, bo nie byłam zameldowana, tylko wynajmowałam dom. Poszłam, więc poprosić w Chełmku. Tam usłyszałam: "Przecież pani może wrócić pod swój stary adres, ma pani gdzie mieszkać" - pani Małgorzata rozkłada ręce.
ADM dysponuje pełną dokumentacją rodziny Żydzik. - Nie wiem, dlaczego wniosek tej pani został odrzucony. Nie byłam wówczas prezesem zarządu, więc nie uczestniczyłam w komisji, która go rozpatrywała. Sądzę, że odmową kierowano się głównie, dlatego, że pani dobrowolnie opuściła swoje wcześniejsze mieszkanie - ocenia Maria Miechurska, prezes ADM.
Dopytujemy, czy w ADM wiedzą, że pani Małgorzata była ofiarą przemocy i jej ucieczka przed mężem niewiele z dobrowolnym opuszczeniem domu miała wspólnego?. - O przemocy w tej rodzinie wiemy, ale to nie jest żaden wyjątek. Takich przypadków jest w Chełmku wiele, a mieszkań nie mamy. Winne jest prawo, bo sprawca przemocy zostaje sobie w domu, a matka z trójką dzieci musi się tułać - uważa Miechurska.
Wanda Nowicka, działacza organizacji kobiecych podkreśla, że to nie prawo jest winne, ale brak jego znajomości. - Istnieje zapis prawny mówiący, że to sprawca powinien zostać eksmitowany. Ofiara przemocy zostaje w domu. Sąd może to nakazać. Zwłaszcza jeśli w rodzinie są dzieci, a tym bardziej z orzeczoną niepełnosprawnością. To w ogóle jest poza dyskusją. Jeśli już tak się stało, że sąd o takim zarządzeniu nie pomyślał, to urzędnicy powinni wykazać dobrą wolę. Tłumaczenie, że nie ma mieszkań jest beznadziejne. Może warto nawiązać współpracę z innym miastem, poprosić o pomoc. Trzeba znaleźć sposób a nie tylko powtarzać, że nie bo nie ma - podkreśla.
Miechurska obiecuje, że przypadek pani Małgorzaty będzie rozpatrywany raz jeszcze. - W końcu doszły nowe okoliczności i pani Żydzik stała się ofiarą powodzi - dodaje prezes ADM.
Zdesperowana kobieta kilkakrotnie wzywała policję. - Pani Żydzik założylismy niebieską kartę. O sprawie poinformowaliśmy też sąd rodzinny - potwierdza podinspektor Robert Chowaniec, komendant policji w Oświęcimiu.
W końcu sprawa znęcania się nad panią Małgorzatą znalazła swój finał w sądzie. Dwa lata temu jej mąż został skazany: wyrok w zawieszeniu i nakaz płacenia alimentów na dzieci. Pani Małgorzata dostała też rozwód. Wtedy po raz pierwszy zwróciła się do Administracji Domów Mieszkalnych w Chełmku (gmina ma udziały w tej spółce - przyp. red.) z prośbą o pomoc w znalezieniu nowego mieszkania. W odpowiedzi otrzymała pismo, że nie kwalifikuje się. - Bez wyjaśnień, dlaczego. W domu z byłym mężem nie mogłam zostać, to chyba zrozumiałe. Zaczęłam, więc szukać na własną rękę. W końcu udało mi się wynająć dom w Bieruniu - wspomina.
Tam razem z dziećmi zaczęła nowe, spokojne życie. Wszystko skończyło się bezpowrotnie wraz z powodzią. Pani Małgorzata zabrała dzieci, psa i mieszka kątem u rodziny. Stracili wszystko: meble, książki, ubrania, telewizor, kwiatki doniczkowe a nawet akwarium z rybkami. - W Bieruniu teoretycznie nic mi się nie należy, bo nie byłam zameldowana, tylko wynajmowałam dom. Poszłam, więc poprosić w Chełmku. Tam usłyszałam: "Przecież pani może wrócić pod swój stary adres, ma pani gdzie mieszkać" - pani Małgorzata rozkłada ręce.
ADM dysponuje pełną dokumentacją rodziny Żydzik. - Nie wiem, dlaczego wniosek tej pani został odrzucony. Nie byłam wówczas prezesem zarządu, więc nie uczestniczyłam w komisji, która go rozpatrywała. Sądzę, że odmową kierowano się głównie, dlatego, że pani dobrowolnie opuściła swoje wcześniejsze mieszkanie - ocenia Maria Miechurska, prezes ADM.
Dopytujemy, czy w ADM wiedzą, że pani Małgorzata była ofiarą przemocy i jej ucieczka przed mężem niewiele z dobrowolnym opuszczeniem domu miała wspólnego?. - O przemocy w tej rodzinie wiemy, ale to nie jest żaden wyjątek. Takich przypadków jest w Chełmku wiele, a mieszkań nie mamy. Winne jest prawo, bo sprawca przemocy zostaje sobie w domu, a matka z trójką dzieci musi się tułać - uważa Miechurska.
Wanda Nowicka, działacza organizacji kobiecych podkreśla, że to nie prawo jest winne, ale brak jego znajomości. - Istnieje zapis prawny mówiący, że to sprawca powinien zostać eksmitowany. Ofiara przemocy zostaje w domu. Sąd może to nakazać. Zwłaszcza jeśli w rodzinie są dzieci, a tym bardziej z orzeczoną niepełnosprawnością. To w ogóle jest poza dyskusją. Jeśli już tak się stało, że sąd o takim zarządzeniu nie pomyślał, to urzędnicy powinni wykazać dobrą wolę. Tłumaczenie, że nie ma mieszkań jest beznadziejne. Może warto nawiązać współpracę z innym miastem, poprosić o pomoc. Trzeba znaleźć sposób a nie tylko powtarzać, że nie bo nie ma - podkreśla.
Miechurska obiecuje, że przypadek pani Małgorzaty będzie rozpatrywany raz jeszcze. - W końcu doszły nowe okoliczności i pani Żydzik stała się ofiarą powodzi - dodaje prezes ADM.
Komentarz Józefa Krzyka: Niech urzędnicy naprawią swój błąd
- 37 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
27 głosów
-
katolickie urzędnicze miłosierdzie w akcji
miszczu.pll
05.06.10, 08:42
żadnych rozwodów aż do śmierci»
-
jestem w podobnej sytuacji też uciekłam z domu
19682105m
05.06.10, 20:31
z córką i ubraniami wszystko zostało w domu i urzędnicy też mi proponowaliwrócić do męża który się nad nami znęcał bo tu cytat" mam prawo tam mieszkać"taaaaak i chyba mam być bita i ponizana»
-
Urzędnicy radzą kobiecie, by wróciła do męża op...
irus6
06.06.10, 19:42
skandal może którys z kandydatow mogłby pomoc tej kobiecie»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



