Jacek Kuroń patronem szkoły. "Uczył sztuki wybaczania"

Magdalena Warchala
2010-06-04 , aktualizacja: 04.06.2010 21:24
A A A Drukuj
Danuta Kuroń podczas uroczystej akademii z okazji nadania żorskiemu gimnazjum imienia Jacka Kuronia Fot. Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta Danuta Kuroń podczas uroczystej akademii z okazji nadania żorskiemu gimnazjum imienia Jacka Kuronia
- Szkolne lata to czas, kiedy powinniście dużo czytać o świecie i nawiązywać przyjaźnie ze wspaniałymi ludźmi, z którymi później będziecie mogli ten świat zmieniać - mówiła Danuta Kuroń do uczniów Gimnazjum nr 3 w Żorach, które w piątek przyjęło imię jej męża, Jacka.
Teatr Wielki, spektakl "O dwóch takich, co ukradli księżyc". Na scenie czarnoksiężnik próbuje wrzucić Jacka i Placka do worka. Czteroletni chłopiec podrywa się z widowni i z krzykiem pędzi na pomoc bliźniakom. Całe późniejsze życie Jacek Kuroń będzie właśnie taki, jaki w tamtym momencie - odważny i oferujący pomoc wszystkim, którzy jej potrzebują.

Podczas piątkowej uroczystości w kinie na żorskiej starówce, zasłużonego opozycjonistę, działacza społecznego, a już w wolnej Polsce - ministra pracy i polityki socjalnej - wspominała nie tylko żona, ale i przyjaciele: Adam Michnik, redaktor naczelny "Gazety", reżyser Kazimierz Kutz oraz Barbara Toruńczyk, redaktor naczelna "Zeszytów Literackich".

Michnik, który poznał Kuronia jeszcze podczas działalności opozycyjnej, tym razem nie mówił o polityce. Wolał wspominać Kuronia, jako ciepłego człowieka i niezawodnego kolegę. - Kiedy różni ludzie pytali księdza Tischnera, który był z Jackiem blisko, czy ten Kuroń jest aby wierzący, ksiądz Tischner odpowiadał: "Nieważne, czy Jacek wierzy w Boga, ważne, że Bóg wierzy w Jacka" - mówił Michnik.

Toruńczyk, autorka dedykowanej Kuroniowi "Opowieści o pokoleniu kontestatorów 1968. Kim byliśmy, kim jesteśmy, skąd i dokąd zdążamy" dodała, że Kuroń miał dar zjednywania sobie ludzi, a przyjaciołom był niezwykle oddany. - Dlatego tak wspaniale czułam się w domu jego i jego żony, Gajki - wspominała Toruńczyk.

Gaja, czyli Grażyna, pierwsza żona Jacka, również działała w opozycji, za co została internowana podczas stanu wojennego, dwa dni po aresztowaniu męża. Podczas uroczystości gimnazjaliści odczytali fragmenty listów, które Kuroniowie pisali wówczas do siebie. "Pamiętasz, moje cudne, (...) nasze pierwsze rozstanie, umówiliśmy się co dzień o dziewiątej na Polarnej Gwieździe. Mówiliśmy: nasza gwiazda. Od jutra, nie - od dziś, będę tam co wieczór na Ciebie czekał. Tak Cię strasznie proszę, przychodź" - pisał Jacek do żony.

Nie wrócił do niej nigdy - zmarła na zwłóknienie płuc, nim wyszedł z więzienia.

- Dlaczego zabiegaliśmy, by to właśnie Jacek Kuroń został patronem naszej szkoły? Bo to człowiek wielki, ale nieustannie pochylający się nad drugim człowiekiem, uczący całym swoim życiem sztuki wybaczania - mówiła Krystyna Ostrowska, dyrektorka Gimnazjum nr 3.

Kutz zwrócił się do młodzieży: - Dziewczynki, chłopcy, wałkonie, leniuchy! Zechciejcie brać przykład z takiego patrona.

Pierwszoklasistka Ada Kudziejko zapewniała, że Kuroń może stać się idolem jej pokolenia. - Nie poddał się i nie wyrzekł swoich ideałów nawet, gdy trafił do więzienia. To imponuje - mówiła Ada.

Uroczystości towarzyszyło odsłonięcie w holu szkoły tablicy pamiątkowej z dewizą Kuronia: "Żyć po ludzku to kochać i tworzyć", wspomnieniowa wystawa oraz msza ekumeniczna w kościele pw. Filipa i Jakuba. Zaproszenia do Honorowego Komitu Organizacyjnego uroczystości przyjęli m.in. Vaclav Havel, pierwszy prezydent Republiki Czeskiej, pierwszy premier RP Tadeusz Mazowiecki, reżyser Andrzej Wajda i publicysta Jacek Żakowski.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów