Żona się boi, bo mąż-kat zaraz wychodzi z więzienia
2010-06-02
, aktualizacja: 02.06.2010 01:12
Znowelizowana ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie gwarantuje natychmiastową eksmisję sprawcy. Dla Elżbiety z Gliwic to żadne pocieszenie. Po dziesięciu latach cierpień znowu zacznie się bać, gdy mąż wyjdzie z więzienia. Zamknęli go dopiero, gdy usiłował ją zabić, na trzy lata. A Harald niczego się nie boi.
ZOBACZ TAKŻE
- Pomysł na przemoc w rodzinach: oprawców do kontenera (20-01-11, 22:22)
- Eksmisja? "To był pustostan. Tylko opróżniliśmy lokal" (24-08-10, 20:11)
- 300 osadzonych zatruło się w więzieniu w Wojkowicach (15-06-10, 22:20)
- Dyrektor więzienia na relaksie w spa na koszt skazanego (11-06-10, 13:24)
- Wyszedł z aresztu i znowu zgwałcił upośledzoną córkę (11-06-10, 10:57)
- Urzędnicy radzą kobiecie, by wróciła do męża oprawcy (04-06-10, 21:36)
- Komu mieszkanie? Byłym więźniom czy samotnym matkom (15-03-10, 21:08)
- Dręczy byłą żonę zza krat. A już za pół roku wychodzi (17-02-10, 14:31)
- Rodzina żąda miliona złotych za śmierć syna w areszcie (08-02-10, 14:19)
- Maturzystka drży, bo dręczyciel znów na wolności (27-05-09, 13:59)
Elżbieta była dwukrotną wdową z trójką córek, Harald rozwodnikiem. Oboje z Gliwic, znali się od 30 lat, za młodu nawet byli parą. Wiedziała, że on pije, ale wierzyła, że miłość czyni cuda. Była znów zakochana. Rok po ślubie zaczął ją popychać, z początku przepraszał, że niby przypadkiem, i bił coraz częściej, mocniej, również pasierbice, a potem ich wspólnego syna. Znosiła to przez dziesięć lat. - Czułam się uzależniona od niego materialnie i psychicznie - mówi. Była bezrobotna. Finansowo jednak sama radziłaby sobie nie gorzej. Mieszkanie komunalne należało do niej, ponadto otrzymywała dwie renty po zmarłych mężach, a Harald co miesiąc dostawał od matki w Niemczech 100 marek. Imał się różnych robót, ale popadał w konflikty z przełożonymi z powodu alkoholu i szybko wylatywał.
Już w 2002 roku Elżbieta szukała wsparcia w Ośrodku Pomocy Społecznej. - Lepiej nie będzie - tłumaczyli jej pracownicy socjalni. Wreszcie oddali sprawę do sądu rodzinnego, bez - jak twierdzi Elżbieta - jej wiedzy i woli. W efekcie rodzicom sąd ograniczył prawa rodzicielskie. - Poczułam się winna - mówi kobieta.
W 2006 roku odważyła się założyć mężowi sprawę o znęcanie się nad rodziną. Siedział w areszcie dziewięć miesięcy, ale po wyroku wyszedł na wolność. Dostał dwa lata i osiem miesięcy w zawieszeniu oraz zakaz zbliżania się do rodziny. Ale wrócił do ich wspólnego mieszkania, bo mimo nakazu nie został eksmitowany z powodu braku lokalu zastępczego.
Znów pił, znów interweniowała policja, zamknęli go, ale po trzech miesiącach sąd pozwolił mu odpowiadać z wolnej stopy. Wtedy pokazał, na co go stać. Oblał żonę benzyną i usiłował podpalić. Była to zemsta za proces o rozwód, który mu w międzyczasie wytoczyła. Gdyby nie najmłodsza córka, która go odciągnęła, Elżbieta mogłaby nie żyć, a Harald nie wyszedłby z więzienia do siedemdziesiątki. Myśląc może, że uniknie kary, dobrowolnie się wyprowadził.
Teraz ma 52 lata i siedzi w Jastrzębiu-Zdroju. - Odgraża się, że mnie znajdzie i odbierze syna - mówi Elżbieta. Boi się tym bardziej, że córki się wyprowadziły. Cała jej kamienica drży przed Haraldem. Sąsiedzi Elżbiety twierdzą nawet, że widzieli go niedawno dwukrotnie. - Ani razu nie opuszczał murów więzienia. Z takim wyrokiem nie ma szans na przepustki - mówi Tomasz Marciniak, rzecznik zakładu karnego w Jastrzębiu-Zdroju. Ale w październiku były mąż wyjdzie na dobre.
Głupia, sama tego chciała, jest sobie winna - tak społeczeństwo nazywa takie jak Elżbieta. - Tymczasem problem tkwi głębiej. Kobiety wzywają policję, wypełniają niebieskie karty, a potem się z tego wycofują ze strachu. Że wróci z izby wytrzeźwień i znowu będzie się znęcał albo że sobie bez niego nie poradzą - mówi Halina Sobańska ze stowarzyszenia Aktywne Kobiety w Sosnowcu, które udziela bezpłatnych porad psychologicznych i prawnych ofiarom przemocy domowej. - Dlatego zanim wyśle się je na policję, trzeba się nimi zaopiekować, co nie jest łatwe i trwa dłużej niż dziesięć lat. U nas kobiety zapisywały się tylko do prawnika i płakały mu. No to wymyśliłyśmy fortel, że warunkiem wizyty u prawnika jest spotkanie z psychologiem.
Najlepszą terapią zdaniem Sobańskiej jest grupa wsparcia. - Każda myśli, że tak strasznie jak ona to żadna nie ma, dlatego jej sytuacja wydaje się beznadziejna. A jak usłyszy od innych kobiet o tym samym problemie, czasem od sąsiadek, które też to ukrywały, poczuje się wzmocniona.
Prawnym wzmocnieniem wydaje się nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy, którą właśnie poparł Senat. Jedną z najistotniejszych zmian jest prawo do eksmisji sprawcy na bruk. Dotąd to ofiary musiały uciekać. Inne to darmowa obdukcja oraz pomoc prawna i psychologiczna. - Mogłyby też zapadać wyższe wyroki. Czegóż się jednak spodziewać, skoro nawet za gwałt dostaje się trzy lata, chociaż dopuszczalne jest do dwunastu - mówi Sobańska. - Mąż tej pani powinien zostać wyraźnie poinformowany przy wyjściu z więzienia, że gdy tylko zbliży się do rodziny, wróci za kraty. I to powinno być bezwzględnie egzekwowane.
Już w 2002 roku Elżbieta szukała wsparcia w Ośrodku Pomocy Społecznej. - Lepiej nie będzie - tłumaczyli jej pracownicy socjalni. Wreszcie oddali sprawę do sądu rodzinnego, bez - jak twierdzi Elżbieta - jej wiedzy i woli. W efekcie rodzicom sąd ograniczył prawa rodzicielskie. - Poczułam się winna - mówi kobieta.
W 2006 roku odważyła się założyć mężowi sprawę o znęcanie się nad rodziną. Siedział w areszcie dziewięć miesięcy, ale po wyroku wyszedł na wolność. Dostał dwa lata i osiem miesięcy w zawieszeniu oraz zakaz zbliżania się do rodziny. Ale wrócił do ich wspólnego mieszkania, bo mimo nakazu nie został eksmitowany z powodu braku lokalu zastępczego.
Znów pił, znów interweniowała policja, zamknęli go, ale po trzech miesiącach sąd pozwolił mu odpowiadać z wolnej stopy. Wtedy pokazał, na co go stać. Oblał żonę benzyną i usiłował podpalić. Była to zemsta za proces o rozwód, który mu w międzyczasie wytoczyła. Gdyby nie najmłodsza córka, która go odciągnęła, Elżbieta mogłaby nie żyć, a Harald nie wyszedłby z więzienia do siedemdziesiątki. Myśląc może, że uniknie kary, dobrowolnie się wyprowadził.
Teraz ma 52 lata i siedzi w Jastrzębiu-Zdroju. - Odgraża się, że mnie znajdzie i odbierze syna - mówi Elżbieta. Boi się tym bardziej, że córki się wyprowadziły. Cała jej kamienica drży przed Haraldem. Sąsiedzi Elżbiety twierdzą nawet, że widzieli go niedawno dwukrotnie. - Ani razu nie opuszczał murów więzienia. Z takim wyrokiem nie ma szans na przepustki - mówi Tomasz Marciniak, rzecznik zakładu karnego w Jastrzębiu-Zdroju. Ale w październiku były mąż wyjdzie na dobre.
Głupia, sama tego chciała, jest sobie winna - tak społeczeństwo nazywa takie jak Elżbieta. - Tymczasem problem tkwi głębiej. Kobiety wzywają policję, wypełniają niebieskie karty, a potem się z tego wycofują ze strachu. Że wróci z izby wytrzeźwień i znowu będzie się znęcał albo że sobie bez niego nie poradzą - mówi Halina Sobańska ze stowarzyszenia Aktywne Kobiety w Sosnowcu, które udziela bezpłatnych porad psychologicznych i prawnych ofiarom przemocy domowej. - Dlatego zanim wyśle się je na policję, trzeba się nimi zaopiekować, co nie jest łatwe i trwa dłużej niż dziesięć lat. U nas kobiety zapisywały się tylko do prawnika i płakały mu. No to wymyśliłyśmy fortel, że warunkiem wizyty u prawnika jest spotkanie z psychologiem.
Najlepszą terapią zdaniem Sobańskiej jest grupa wsparcia. - Każda myśli, że tak strasznie jak ona to żadna nie ma, dlatego jej sytuacja wydaje się beznadziejna. A jak usłyszy od innych kobiet o tym samym problemie, czasem od sąsiadek, które też to ukrywały, poczuje się wzmocniona.
Prawnym wzmocnieniem wydaje się nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy, którą właśnie poparł Senat. Jedną z najistotniejszych zmian jest prawo do eksmisji sprawcy na bruk. Dotąd to ofiary musiały uciekać. Inne to darmowa obdukcja oraz pomoc prawna i psychologiczna. - Mogłyby też zapadać wyższe wyroki. Czegóż się jednak spodziewać, skoro nawet za gwałt dostaje się trzy lata, chociaż dopuszczalne jest do dwunastu - mówi Sobańska. - Mąż tej pani powinien zostać wyraźnie poinformowany przy wyjściu z więzienia, że gdy tylko zbliży się do rodziny, wróci za kraty. I to powinno być bezwzględnie egzekwowane.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


