Powstał robot-górnik, który może pracować w kopalniach
2010-05-26
, aktualizacja: 27.05.2010 12:16
Rozpoczęły się testy pierwszego mobilnego robota, który będzie pracował w niebezpiecznych rejonach kopalni! Mechaniczny górnik będzie posyłany tam, gdzie nie mogą dotrzeć nawet ratownicy.
ZOBACZ TAKŻE
- Katowice polskim Davos? Nie da się już ignorować Śląska (31-05-10, 22:22)
- Powstał robot, który pali papierosy jak nałogowiec (31-07-10, 11:28)
- Rewolucja w kopalniach. Górnicy dostali nadajniki (30-06-10, 12:06)
- Miasto zatrzymuje budowę prywatnej kopalni, bo się boi (29-06-10, 11:07)
- Związkowcy z Fiata mają pomysł na ratowanie fabryki (27-06-10, 19:50)
- Górnicza wojna o soboty. Związkowcy są oburzeni (07-06-10, 11:15)
- Węgiel na parkiet. Nie jest na to jeszcze za późno (03-06-10, 20:34)
- Zgazowali węgiel na próbę. Teraz pora na kopalnię (03-05-10, 23:50)
- Górnicy przemęczeni. Koniec z fedrowaniem w weekendy? (19-04-10, 21:19)
- Autobusy pojadą na metanie z nieczynnej od lat kopalni (06-04-10, 23:00)
- Mity o górnictwie legły w gruzach. Zobacz wyniki badań (10-03-10, 17:41)
- Górnicy chcą, więc dostaną żaroodporną bieliznę (23-02-10, 22:54)
- Kobiety będą mogły fedrować węgiel! Tylko czy zechcą? (22-02-10, 15:04)
- Kopią szyb. Pierwszy od 20 lat w polskim górnictwie (30-04-10, 19:50)
GRMI, czyli górniczy robot mobilny inspekcyjny, na pierwszy rzut oka przypomina quada, ale potrafi znacznie więcej, niż tylko jeździć po wertepach i dziurach. Ma docierać do najniebezpieczniejszych rejonów kopalni, gdzie istnieje zagrożenie eksplozją metanu czy trwa podziemny pożar. Konstruktorzy postawili przed nim tylko jedno, ale bardzo odpowiedzialne zadanie: zbierać dokładne dane o sytuacji na dole, by jak najszybciej udało się zakończyć akcję ratunkową.
- Robot będzie posyłany w rejony, gdzie ratownicy idą tylko w ostateczności, by ratować ludzkie życie - mówią konstruktorzy.
Robot, który nie doczekał się jeszcze potocznej nazwy (na razie funkcjonuje mało oryginalna nazwa "górnik"), powstaje dzięki współpracy Przemysłowego Instytutu Automatyki i Pomiarów w Warszawie z katowickim Emagiem. Niedawno rozpoczęły się testy laboratoryjne. Jeżeli się powiodą, "górnik" zjedzie na dół kopalni, by pokazać, na co go stać. - Został skonstruowany tak, żeby bez problemu przedostać się przez specjalne śluzy do odciętego i otamowanego rejonu. Gdy dotrze na miejsce, będzie mógł przesyłać bezcenne informacje o temperaturze na dole, stężeniu metanu czy dwutlenku węgla. W normalnych warunkach zdobycie tych informacji byłoby niemożliwe albo ryzykowne - mówi Zbigniew Borkowicz, kierownik projektu z PIAP.
Robot jest niepowtarzalną, prototypową konstrukcją. Potrafi nie tylko jeździć na kołach, lecz dzięki specjalnym "nogom" także przekraczać przeszkody, które mogą się pojawić na dole. Jest w stanie pracować w temperaturze 60 stopni Celsjusza (i większej) oraz pokonywać 30-stopniowe wzniesienia. Konstruktorzy zadbali też o napęd, bo robot porusza się dzięki butlom ze sprężonym azotem. - Został wyposażony w kamerę, która pozwoli ocenić skalę zniszczeń w zagrożonym wyrobisku - dodaje Borkowicz.
Prototyp spodobał się już ratownikom z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego, którzy w przyszłości mogą korzystać z usług "górnika" najczęściej. - Jeżeli teraz chcemy zdobyć jakieś informacje o sytuacji na dole, musimy rozciągać specjalne kable z czujnikami. W przypadku akcji zawsze jakiś ratownik ryzykuje życie. Robot pozwoli to ryzyko wyeliminować - mówi Jan Syty, wiceprezes CSRG.
Co najważniejsze, robot może pracować na dole przez wiele miesięcy, ma to ogromne znaczenie, bo niektóre pożary (tzw. endogeniczne) trwają nawet dwa lata. - W przyszłości chcemy rozbudować jego możliwości o nowe funkcje, w zależności od potrzeb - mówi Borkowicz.
Cena robota nie jest jeszcze znana, ale ponieważ został zbudowany z najnowocześniejszych i najtrwalszych materiałów, będzie kosztował przynajmniej kilkaset tysięcy złotych. Biorąc pod uwagę, że rocznie kopalnie wydają na bezpieczeństwo kilkaset milionów, nie jest to kwota wygórowana.
- Robot będzie posyłany w rejony, gdzie ratownicy idą tylko w ostateczności, by ratować ludzkie życie - mówią konstruktorzy.
Robot, który nie doczekał się jeszcze potocznej nazwy (na razie funkcjonuje mało oryginalna nazwa "górnik"), powstaje dzięki współpracy Przemysłowego Instytutu Automatyki i Pomiarów w Warszawie z katowickim Emagiem. Niedawno rozpoczęły się testy laboratoryjne. Jeżeli się powiodą, "górnik" zjedzie na dół kopalni, by pokazać, na co go stać. - Został skonstruowany tak, żeby bez problemu przedostać się przez specjalne śluzy do odciętego i otamowanego rejonu. Gdy dotrze na miejsce, będzie mógł przesyłać bezcenne informacje o temperaturze na dole, stężeniu metanu czy dwutlenku węgla. W normalnych warunkach zdobycie tych informacji byłoby niemożliwe albo ryzykowne - mówi Zbigniew Borkowicz, kierownik projektu z PIAP.
Robot jest niepowtarzalną, prototypową konstrukcją. Potrafi nie tylko jeździć na kołach, lecz dzięki specjalnym "nogom" także przekraczać przeszkody, które mogą się pojawić na dole. Jest w stanie pracować w temperaturze 60 stopni Celsjusza (i większej) oraz pokonywać 30-stopniowe wzniesienia. Konstruktorzy zadbali też o napęd, bo robot porusza się dzięki butlom ze sprężonym azotem. - Został wyposażony w kamerę, która pozwoli ocenić skalę zniszczeń w zagrożonym wyrobisku - dodaje Borkowicz.
Prototyp spodobał się już ratownikom z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego, którzy w przyszłości mogą korzystać z usług "górnika" najczęściej. - Jeżeli teraz chcemy zdobyć jakieś informacje o sytuacji na dole, musimy rozciągać specjalne kable z czujnikami. W przypadku akcji zawsze jakiś ratownik ryzykuje życie. Robot pozwoli to ryzyko wyeliminować - mówi Jan Syty, wiceprezes CSRG.
Co najważniejsze, robot może pracować na dole przez wiele miesięcy, ma to ogromne znaczenie, bo niektóre pożary (tzw. endogeniczne) trwają nawet dwa lata. - W przyszłości chcemy rozbudować jego możliwości o nowe funkcje, w zależności od potrzeb - mówi Borkowicz.
Cena robota nie jest jeszcze znana, ale ponieważ został zbudowany z najnowocześniejszych i najtrwalszych materiałów, będzie kosztował przynajmniej kilkaset tysięcy złotych. Biorąc pod uwagę, że rocznie kopalnie wydają na bezpieczeństwo kilkaset milionów, nie jest to kwota wygórowana.
Polecamy: Mity o górnictwie legły w gruzach. Zobacz wyniki badań
- 18 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Powstał robot-górnik, który może pracować w kop...
sselrats
27.05.10, 00:03
A opony palic umie?»
-
Re: Powstał robot-górnik, który może pracować w k
marsyas
27.05.10, 00:18
No i po co Twoim zdaniem więc ma koła?»
-
Powstał robot-górnik, który może pracować w kop...
groma_00
27.05.10, 02:07
Brawo! Polska mysl technicza daje o sobie znac. Trzymam kciuki!»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


