Alternatywy 4? Dwie rodziny dostały jedno mieszkanie

Anna Malinowska
2010-05-22 , aktualizacja: 21.05.2010 22:51
A A A Drukuj
Państwo Iwanczenko uważają, że sytuacja, w jakiej się znaleźli, przypomina scenariusz filmu ''Alternatywy 4'' Fot. Mikołaj Motak/Agencja Gazeta Państwo Iwanczenko uważają, że sytuacja, w jakiej się znaleźli, przypomina scenariusz filmu ''Alternatywy 4''
Ewa Iwanczenko dostała upragnione mieszkanie od miasta. Czar prysł, kiedy poszła po klucze. Okazało się, że o przeprowadzce nie może być mowy, bo w mieszkaniu zameldowany jest już ktoś inny
Panie Ewa mieszka z mężem w starej kamienicy przy ul. Ligonia w Katowicach. Dziewięć lat temu poprosili miasto o pomoc. - Nie dajemy rady już nosić węgla na nasze drugie piętro. Chcieliśmy na stare lat mieć z tym spokój. Mąż ma astmę, ja bardzo wysokie ciśnienie - mówi pani Ewa.

Najpierw poprosili o mieszkanie komunalne. Okazało się, że nie mogą takiego dostać, bo mają za wysoki dochód. Poprosili, więc o miejsce w TBS-ie. Po długim oczekiwaniu w zeszłym roku wydział budynków katowickiego magistratu poinformował ich, że czeka na nich mieszkanie, w nowo wybudowanym bloku. Małżonkowie pobiegli pod wskazany adres, na ul. Skowrońskiego.

- Oglądaliśmy blok i cieszyliśmy się jak dzieci. Dobra lokalizacja, w myślach już malowałam ściany, ustawiałam meble - wspomina pani Ewa. W wyznaczonym dniu poszli do TBS-u odebrać klucze. - Urzędniczki były zakłopotane. Powiedziały, że kluczy nie dostaniemy, bo tam mieszka już inna rodzina. Ręce mi opadły. Nie potrafię zrozumieć, jak doszło do takiej sytuacji - żali się niedoszła lokatorka.

Od tamtej pory małżeństwo Iwanczenko wysyła pisma, prosi o spotkania, by ktoś wreszcie całą sprawę wyjaśnił.

Roman Buła, naczelnik wydziału budynków, tłumaczy, że doszło do urzędniczej pomyłki. Dorota Wawiernia, pracująca w tym samym wydziale precyzuje: - TBS wskazał nam mieszkania do zasiedlenia. Do jednego z nich skierowaliśmy państwa Iwanczenko. Kilka dni później okazało się, że jednak TBS podpisał już umowę na to mieszkanie z inną rodziną.

- Zasiedlaliśmy ten blok i lista lokatorów była już kompletna. Jeden z nich nie zgłosił się jednak w wymaganym terminie. Mieszkanie trafiło więc na listę wolnych, które miał do dyspozycji Urząd Miasta. Zgłosił się tymczasem spóźnialski lokator. Tłumaczył, że musiał wyjechać, a zawiadomienie od nas odebrała jego starsza mama. Odłożyła je na półkę i zapomniała w porę przekazać - wyjaśnia Stanisław Badura, prezes katowickiego TBS.

Iwanczenko uważa, że taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca. - Mieszkanie to nie kupowanie butów. Czy w tych instytucjach w ogóle ktoś to rozumie? Znaleźliśmy się w sytuacji, jak z filmu "Alternatywy 4", gdzie jedno mieszkanie dostali Kołek i Kotek - mówi niedoszła lokatorka.

Dorota Wawiernia podkreśla, że wina leży po stronie TBS-u. - Nakazaliśmy zweryfikowanie procedur i wyciągnięcie konsekwencji.

Badura: - Być może to nasza wina i nie powinniśmy podpisywać umowy z najemcą, który nie pojawiał się w określonym terminie.

- Ten przypadek pokazał, że między TBS-em i magistratem w ogóle nie ma komunikacji. To oczywiście nie zamyka sprawy, bo mieszkanie dla państwa Iwanczenko powinno się znaleźć - mówi Dawid Kostempski, katowicki radny.

TBS oferował już pokrzywdzonej rodzinie lokal na pierwszym piętrze tuż przy torach kolejowych. Iwanczenko z oferty nie skorzystali. - Lokatorzy nie traktują naszych mieszkań jako docelowych. Mamy wysoki czynsz i rotacje są bardzo duże. Wierzę, że znajdziemy lokal satysfakcjonujący państwa Iwanczenko - mówi prezes Badura.

Podziel się

  • 45 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów