Wieś zalały wody gruntowe. Pompy za miliony na nic
2010-05-20
, aktualizacja: 20.05.2010 22:45
W Pilchowicach koło Gliwic to nie rzeki, ale wody gruntowe zalały kilka budynków, w tym dopiero co zbudowaną kopalnianą przepompownię. Urządzenia nie zadziałały, ludzie są wściekli, a kopalnia nie czuje się winna

Fot. Przemysław Jendroska / Agencja Gazeta
Wilcza koło Gliwic została zalana przez wody gruntowe

Fot. Przemysław Jendroska / Agencja Gazeta
Wilcza koło Gliwic została zalana przez wody gruntowe

Fot. Przemysław Jendroska / Agencja Gazeta
Marek Jabłoński, któremu woda zalała dom uważa, że to wina kopalni Szczygłowice
ZOBACZ TAKŻE
- Nic nie można zrobić. Tylko czekać, aż woda opadnie (24-05-10, 12:12)
- Woda opada, rośnie strach. I zaczyna okropnie cuchnąć (21-05-10, 22:13)
- Jak pomóc powodzianom? (21-05-10, 11:17)
- Szabrownicy pływają między domami i okradają powodzian (20-05-10, 22:20)
- Wojewoda żąda raportu, co zrobiono od ostatniej powodzi (19-05-10, 20:12)
- Bieruń zamienił się w jezioro i wpada do Wisły (19-05-10, 19:38)
- Zbiornik "na papierze" nie zatrzyma wielkiej wody (19-05-10, 11:03)
GALERIA ZDJĘĆ
- Śląsk i Podbeskidzie zalane wielką wodą (17-05-10, 16:53)
RAPORTY
Na środku ogromnego zalewiska w Wilczy (gmina Pilchowice), w otoczeniu zalanych i podtopionych domów, stoi betonowa konstrukcja. W środku sześć potężnych pomp, zamontowanych kilka lat temu przez kopalnię Szczygłowice. Wydano kilka milionów złotych, żeby woda nie zalewała domów stojących w pobliżu ogromnego zapadliska, które powstało w wyniku szkód górniczych. Mimo to wody jest pełno. Ludzie są wściekli na kopalnię.
Kłopoty zaczęły się już w niedzielę po południu. Gołym okiem było widać, że poziom wody szybko się podnosi. Kosztowne pompy miały się włączyć się automatycznie, ale nie ruszyły.
- Nie chciałem wierzyć, że przepompownia nie zadziała, więc byłem spokojny - mówi Marek Jabłoński z domu, który stoi w sąsiedztwie przepompowni. O pierwszej w nocy zmienił zdanie. Woda zaczęła się wdzierać do jego domu, a teren wokół pomp zamienił się w ogromne jezioro. - Przyszło wtedy dwóch strażaków. Powiedzieli, że pompy nie działają. Kazali przygotować się na powódź - mówi Jabłoński. W tym czasie brudny szlam zaczął zalewać mu piwnicę, a wkrótce potem wdarł się do mieszkania, pokrywając podłogi, kuchnię, ściany oraz cały sprzęt kuchenny i elektroniczny.
Jabłońscy niedawno przeprowadzili remont (nie bali się powodzi, bo przecież obok stała przepompownia), ze łzami w oczach patrzyli, jak niszczeje dorobek ich życia. - W nowej łazience, którą wyremontowaliśmy, umyłem się może ze cztery razy - mówi smutno pan Marek.
Monika Gajewska, córka Jabłońskich, próbowała jeszcze ratować ubrania i jedzenie, ale nie wszystko udało się wynieść na piętro. - Musieliśmy wytaszczyć ponton, żeby pozbierać pływający dobytek - mówi.
Oprócz domu Jabłońskich zalanych zostało jeszcze siedem innych, jeden aż po dach. Woda przykryła także przepompownię.
- Doszło do tragedii, bo z sześciu pomp działały zaledwie dwie. Reszta nawet się nie włączyła, bo nie przeprowadzano regularnych przeglądów - mówią wzburzeni mieszkańcy. Chcą pozostać anonimowi, bo prawie wszyscy pracują w kopalni Szczygłowice i nie chcą zadzierać z pracodawcą. - Wydali miliony na coś, co nie spełniło swojego podstawowego zdania. Przypuszczam, że sprawa rozejdzie się po kościach i nikt nie podniesie odpowiedzialności - mówi mieszkaniec Wilczy.
Wilhelm Krywalski, wójt Pilchowic, mówi, że odpowiedzialność za to, co się stało, spada wyłącznie na kopalnię, która jest właścicielem całego terenu. - Nie wiem, co się stało, ale przepompownia nie spełniła swojego zadania. Widać to zresztą gołym okiem. Będę domagał się od kopalni wyjaśnień - zapowiada wójt. Zapewnia, że w miarę swoich możliwości gmina pomoże zalanym mieszkańcom, ale ewentualne odszkodowania będą musieli jednak wywalczyć od kopalni.
Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej, zaprzecza, że kopalnia nie przeprowadzała regularnych przeglądów pomp w Wilczy. Zapewnia, że podczas feralnej nocy działały wszystkie urządzenia. - Wody było jednak tak dużo, że pompy nie dały sobie z nią rady. Przepompownię zaprojektowano tak, żeby poradziła sobie z taką ilością wody jak w 1997 roku. Nikt nie przewidział, że w tym roku skala powodzi będzie większa - mówi Madej.
Żeby osuszyć rozlewisko i uruchomić zalaną przepompownię, kopalnia musi kupić teraz dwie kolejne pompy. Jedna z nich ma przyjechać z zagranicy.
Kłopoty zaczęły się już w niedzielę po południu. Gołym okiem było widać, że poziom wody szybko się podnosi. Kosztowne pompy miały się włączyć się automatycznie, ale nie ruszyły.
- Nie chciałem wierzyć, że przepompownia nie zadziała, więc byłem spokojny - mówi Marek Jabłoński z domu, który stoi w sąsiedztwie przepompowni. O pierwszej w nocy zmienił zdanie. Woda zaczęła się wdzierać do jego domu, a teren wokół pomp zamienił się w ogromne jezioro. - Przyszło wtedy dwóch strażaków. Powiedzieli, że pompy nie działają. Kazali przygotować się na powódź - mówi Jabłoński. W tym czasie brudny szlam zaczął zalewać mu piwnicę, a wkrótce potem wdarł się do mieszkania, pokrywając podłogi, kuchnię, ściany oraz cały sprzęt kuchenny i elektroniczny.
Jabłońscy niedawno przeprowadzili remont (nie bali się powodzi, bo przecież obok stała przepompownia), ze łzami w oczach patrzyli, jak niszczeje dorobek ich życia. - W nowej łazience, którą wyremontowaliśmy, umyłem się może ze cztery razy - mówi smutno pan Marek.
Monika Gajewska, córka Jabłońskich, próbowała jeszcze ratować ubrania i jedzenie, ale nie wszystko udało się wynieść na piętro. - Musieliśmy wytaszczyć ponton, żeby pozbierać pływający dobytek - mówi.
Oprócz domu Jabłońskich zalanych zostało jeszcze siedem innych, jeden aż po dach. Woda przykryła także przepompownię.
- Doszło do tragedii, bo z sześciu pomp działały zaledwie dwie. Reszta nawet się nie włączyła, bo nie przeprowadzano regularnych przeglądów - mówią wzburzeni mieszkańcy. Chcą pozostać anonimowi, bo prawie wszyscy pracują w kopalni Szczygłowice i nie chcą zadzierać z pracodawcą. - Wydali miliony na coś, co nie spełniło swojego podstawowego zdania. Przypuszczam, że sprawa rozejdzie się po kościach i nikt nie podniesie odpowiedzialności - mówi mieszkaniec Wilczy.
Wilhelm Krywalski, wójt Pilchowic, mówi, że odpowiedzialność za to, co się stało, spada wyłącznie na kopalnię, która jest właścicielem całego terenu. - Nie wiem, co się stało, ale przepompownia nie spełniła swojego zadania. Widać to zresztą gołym okiem. Będę domagał się od kopalni wyjaśnień - zapowiada wójt. Zapewnia, że w miarę swoich możliwości gmina pomoże zalanym mieszkańcom, ale ewentualne odszkodowania będą musieli jednak wywalczyć od kopalni.
Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej, zaprzecza, że kopalnia nie przeprowadzała regularnych przeglądów pomp w Wilczy. Zapewnia, że podczas feralnej nocy działały wszystkie urządzenia. - Wody było jednak tak dużo, że pompy nie dały sobie z nią rady. Przepompownię zaprojektowano tak, żeby poradziła sobie z taką ilością wody jak w 1997 roku. Nikt nie przewidział, że w tym roku skala powodzi będzie większa - mówi Madej.
Żeby osuszyć rozlewisko i uruchomić zalaną przepompownię, kopalnia musi kupić teraz dwie kolejne pompy. Jedna z nich ma przyjechać z zagranicy.
- 42 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Wieś zalały wody gruntowe. Pompy za miliony na nic
shadowofeclipse
21.05.10, 00:17
Te pompy były na prąd elektryczny?»
-
Kto normalny stawia dom na terenach rozlewowych?
hollowcat
21.05.10, 11:14
Może i działka jest tańsza, ale za to co pare lat remont domu :D»
-
Nastepny przyklad
icc217
21.05.10, 18:16
polskiej "mysli technicznej".»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



więcej zdjęć