Bieruń zamienił się w jezioro i wpada do Wisły

Małgorzata Goślińska
2010-05-19 , aktualizacja: 20.05.2010 08:26
A A A Drukuj
Bijasowice, dzielnica Bierunia, podczas majowej powodzi Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta Bijasowice, dzielnica Bierunia, podczas majowej powodzi
Mimo że poziom wody zaczął stopniować opadać, sytuacja w województwie śląskim wciąż jest dramatyczna. W środę najgorzej było w Bieruniu.
Bieruń. Grzegorz Losoń przy domu sąsiada. Mówi, że sąsiad niedawno wyremontował dom. Sam parter, piętro miało być remontowane później. Cały parter został zalany.
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja
Bieruń. Grzegorz Losoń przy domu sąsiada. Mówi, że sąsiad niedawno wyremontował dom. Sam parter, piętro miało być remontowane później. Cały parter został zalany.
Bieruń. Bronisław Morkisz ratował swoje gołębie
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja
Bieruń. Bronisław Morkisz ratował swoje gołębie
...to było tylko zmęczenie długą walką o życie w wodzie
Fot. Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta
...to było tylko zmęczenie długą walką o życie w wodzie
Bieruń, dzielnica Zabrzeg
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja
Bieruń, dzielnica Zabrzeg
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Górnicze miasteczko graniczy z powiatem oświęcimskim, Śląsk dzieli tu od Małopolski Wisła, która zwykle mieści się między dwoma przęsłami mostu. Do środy koryto rozszerzyło się na całą długość mostu. Woda od strony bieruńskiej przepływa przez wały. Ale z miasta do rzeki! Bo to nie Wisła przerwała wały, jak w 1997 roku, tylko jej dopływ, malutka Gostynka. Bieruń zewsząd otoczony jest rzekami, a przez sam jego środek płynie Mleczna.

W nocy z niedzieli na poniedziałek zalało Kopań. Woda zatrzymała się na parę godzin w dawnych stawach i przeszła przez kolejne dzielnice: Bijasowice, Nowy Bieruń, Zabrzeg. Wczoraj podeszła pod Czarnuchowice. Czwarta część miasta znalazła się pod wodą.

W Kopaniu ludzie mieli kilka minut na ewakuację. Strażacy chodzili w nocy i krzyczeli: uciekajcie! Do Bijasowic fala nadeszła dopiero we wtorek nad ranem. Nikt w to nie wierzył, póki woda nie sięgnęła kolan i po godzinie była po pas. Przecież dzielnica była sucha w 1997 roku, wtedy ucierpiały tylko Czarnuchowice. Dlatego gospodarze z Czarnuchowic w niedzielę sprowadzili świnie i krowy do Rogalskich z Bijasowic, 40 sztuk. Trzeba je było z powrotem wywozić.

W Bijasowicach jest najgorzej: woda stoi w zabudowanej niecce. Jedziemy z Henrykiem Morkiszem, który szlocha. - Koza mi się utopiła, pies, kury... Wykopałem nogą sztachetę zagrody i wypuściłem świnkę wietnamską. Poszła za mną dziesięć kroków i wróciła pod dom.

Dom Morkisza znajduje się na środku ulicy Jagiełły, która jest dnem niecki. Widać z niego tylko dach. Na skrzyżowaniu z Majową przesiadamy się do łódki Grzegorza Losonia. Płyniemy ul. Jagiełły. Mijamy strychy domów świeżo po remoncie albo jeszcze nie wykończonych, nie ubezpieczonych, gdzie - kto zdążył i dał radę - zgromadził cały dobytek. Na czterech metrach głębokości zawracamy, bo Losoń obawia się prądów. - Patrolujmy rozlewisko w nocy na zmiany, bo 13 lat temu Czarnuchowice zostały splądrowane. Szabrownicy pływali motorówkami - opowiada.

W Nowym Bieruniu tymczasem pełno jest policjantów, strażaków i sprzętu. Sypią kamień z kopalni, stawiając wały na Warszawskiej, która wiedzie przez most do Małopolski. Woda odcięła województwa, przelewa się przez ulicę rwącym nurtem pod prąd płynącej niespełna metr niżej Wisły, częściowo wlewa się do rzeki i wali dalej na Zabrzeg.

- Teraz robią akcję. Wczoraj nikogo tu nie było. Nawet nas nie ostrzegli - mówią Lakotowie, którzy ocalili samochód i telewizor. Łódką strażacką wraca z Wiślnej ich sąsiad, Bronisław Morkisz z klatką gołębi. - Tylko te stare wiozą. Młode się potopiły - mówi.

Do Zabrzegu przechodzimy pod wiaduktem kolejowym, po kamieniach i workach z piaskiem. W zaroślach leży świnia, ledwo dyszy ze strachu z zmęczenia, podobno biegła spanikowana przez całą dzielnicę. Wdrapujemy się na nasyp, który stał się jedynym łącznikiem z drugim brzegiem Wisły. Ludzie chodzą torami do pracy, skręcając na wały, które po stronie małopolskiej jeszcze wystają metr nad ziemię. Z nasypu rozciąga się widok na wielkie, błotniste jezioro z wystającymi koronami drzew. Nie wiadomo, gdzie kończy się koryto Wisły, a zaczyna miasto. Zabrzeg o tyle miał szczęście, że woda zatrzymała się na łąkach, a przez większość domostw tylko przeszła. Hachłowie znaleźli na podwórzu żywe karasie.

Bierunianie są rozzłoszczeni na włodarzy, że nie dbali o wały. - Od tamtej powodzi nie były koszone i krety je zryły - mówią. Mają pretensje, że nie otrzymali żadnego wsparcia. - Ludzie nie chcieli opuszczać domów, kiedy był na to czas. Nie będę tego komentował, bo sam nie wiem, czy bym to zrobił - mówi Ludwik Jagoda, burmistrz Bierunia.

W gminie zalanych jest co najmniej 250 domów. W niektórych, stojących w wodzie po piętro, ludzie patrzą z okien. Bywa, że wzywają strażaków, a potem mówią: nie, jeszcze nie teraz. Bo woda kilka centymetrów opadła. I znowu dzwonią po pomoc.

Zobacz: Zdjęcia z zalanego Bierunia



Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów