Chińskie dopalacze w Polsce. Nikt nie wie, jak działają

Marcin Pietraszewski
2010-05-19 , aktualizacja: 19.05.2010 12:56
A A A Drukuj
Dopalacze oferowane są przez handlarzy jako próbki kolekcjonerskie, oficjalnie nie przeznaczone do spożycia Fot. Franciszek Mazur / AG Dopalacze oferowane są przez handlarzy jako próbki kolekcjonerskie, oficjalnie nie przeznaczone do spożycia
Na lotnisko w Pyrzowicach coraz częściej przylatują przesyłki z dopalaczami, których skład jest nieznany polskim laborantom. A skoro tak, to takiej substancji celnikom nie wolno rekwirować.
Dopalacze to legalnie sprzedawane pigułki, kapsułki i zioła, które - zdaniem specjalistów - działają jak narkotyki. Większość z nich zawiera BZP, czyli benzylopiperazynę, którą Rada Unii Europejskiej uznała za substancję psychotropową. Posłowie, którzy chcą powstrzymać sprzedaż dopalaczy, kilka miesięcy temu znowelizowali ustawę o zapobieganiu narkomanii i wpisali BZP na listę substancji zabronionych. Teraz nie wolno już sprowadzać jej do Polski ani handlować nią. Do listy dopisano także 16 roślin, m.in. szałwię czarownika (działa jak antydepresant), kratom (stymulant), powój hawajski (psychodelik) oraz syntetyczny JWH-0-18 (ma działanie podobne do marihuany). Te specyfiki też były wykorzystywane do produkcji dopalaczy.

Okazuje się, że rozszerzenie listy substancji niebezpiecznych na niewiele się zdało. Handlarze dopalaczami zmienili dostawców i teraz sprowadzają z Azji używki, które zawierają specyfiki, których nie ma na liście substancji zakazanych.

Przesyłki z nowymi substancjami w ilościach hurtowych przylatują na lotnisko w Pyrzowicach. Badający je celnicy proszą o pomoc antynarkotykowych agentów Centralnego Biura Śledczego. Okazuje się jednak, że wykorzystywane przez policję narkotestery nie potrafią ustalić składu przysyłanych z Chin preparatów. - Jeśli nie wiemy, co zawierają, wysyłamy je do analizy do naszego laboratorium we Wrocławiu - mówi Aldona Węgrzynowicz, rzeczniczka prasowa Izby Celnej w Katowicach. Niestety, w wielu przypadkach nowe dopalacze zawierają składniki nieznane polskim laborantom. A skoro nie figurują na liście substancji zakazanych, celnicy nie mają prawa ich rekwirować. Po badaniu muszą je zwrócić odbiorcom, którzy legalnie sprzedają je młodym ludziom.

Zdaniem inspektora Krzysztofa Abratańskiego, dyrektora śląskiego zarządu Centralnego Biura Śledczego, sprawa jest bardzo poważna. - Nikt nie wie, jak działają te specyfiki. Mogą być bardzo niebezpieczne - mówi oficer CBŚ.

Dzięki informacjom przesyłanym przez policję Ministerstwo Zdrowia przygotowuje teraz kolejną nowelizację ustawy o zapobieganiu narkomanii. W jej efekcie lista substancji zakazanych zostanie rozszerzona o te, które są obecnie wykorzystywane do produkcji dopalaczy. Celnicy i policjanci nie mają jednak złudzeń, że samo rozszerzenie listy niewiele zmieni. Ich zdaniem jedynym sposobem walki z dopalaczami byłby całkowity zakaz ich sprzedaży. Na taki krok kilka dni temu zdecydowały się m.in. władze Irlandii. - Chińscy chemicy są bardzo zdolni i zanim się obejrzymy, wyprodukują kolejny złoty środek, którego nie będzie na nowej liście - mówią celnicy.

Piotr Domański, rzecznik prasowy firmy World Wide Supplements Importer, właściciela większości polskich sklepów z dopalaczami, nie chciał rozmawiać z "Gazetą".

Zobacz: Sklepik w pobliżu szkoły oferuje "młodzieżowe nawozy"



Podziel się

  • 41 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów