Katowice zaczęły z przytupem walkę o ESK
2010-05-16
, aktualizacja: 16.05.2010 21:21
W sobotni wieczór, kiedy mijałem na ulicach tłumy ludzi z sadzonkami słoneczników, chwilami wątpiłem, czy to wciąż to samo miasto, w którym mieszkam od lat. I choć nie obyło się bez drobnych wpadek, mam nadzieję, że Katowice zmieniły się nie tylko na ten jeden dzień
ZOBACZ TAKŻE
- Zabrakło pieniędzy na ESK. Zostało tylko na pensje (02-07-10, 22:03)
- Miasta Silesii powinny zrzucić się na Stolicę Kultury? (27-05-10, 11:53)
- Czas na pikniki w Katowicach. I kibice mogą się wykazać (11-05-10, 16:43)
- Zagraniczne korepetycje dla Katowic. W sprawie ESK (28-04-10, 19:31)
- Kultura sprawi, że wreszcie pokochamy stolicę regionu? (07-04-10, 20:33)
- Miasto Ogrodów można już oglądać w internecie [WIDEO] (22-03-10, 16:20)
- Sting pomoże Katowicom zostać stolicą kultury? (12-03-10, 21:23)
- Słoneczniki wspomogą Katowice w staraniach o ESK 2016 (05-03-10, 11:54)
- Katowice już mocno oszczędzają na stolicy kultury (12-03-10, 12:15)
Wciąż zastanawiam się, czy to nie był sen. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że przez jeden wieczór zapyziałymi i sennymi uliczkami Katowic ciągnął tłum ludzi wesołych i skorych do zabawy? Przez chwilę było tak jak w europejskich metropoliach: Berlinie, Londynie czy Mediolanie. Mieszkańcy wylegli na ulice w drodze na koncerty, nocne zwiedzanie muzeów, a w knajpach trudno było znaleźć wolne miejsce.
Ale od początku. Cisza przed burzą zaczęła się już w sobotę po południu. Kiedy szedłem w stronę Mariackiej, która wieczorem miała zamienić się w miejskie pole koncertowe, po drodze co chwilę mijali mnie ludzie z plastikowymi doniczkami. W środku oprócz rośliny była charakterystyczna chorągiewka z numerem, logo katowickich starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury i krótkim opisem akcji. I dobrze, bo wciąż mało kto wie, o co biją się Katowice. A wśród tych, którzy słyszeli o naszych staraniach, zdania są podzielone.
Piotr Wilk, katowiczanin, swój słonecznik posadzi na balkonie: - To akcja zazieleniania miasta. I bardzo dobrze, tylko boję się, czy za wysoko mi nie wyrośnie, bo sufit mam nisko na balkonie.
Pan Jacek z Wesołej sadzonkę wkopie w ogródku: - Wiem, o co chodzi. Trochę nasza kandydatura jest nadmuchana, bo gdzie nam do miasta kojarzonego z kulturą? Ale trzeba wierzyć we własne siły. Przydałby się do tego prawdziwy rynek. No i dobry system informacji.
Słoneczniki emerytów Janiny i Andrzeja Czajkowskich będą rosły na działce w Józefowcu: - Europejska Stolica Kultury? Byliśmy wczoraj na koncercie w przepięknej sali Akademii Muzycznej. A Spodek, gdzie jest taka druga sala? Wystarczy tylko organizować imprezy i koncerty. Nie mamy się czego wstydzić, trzeba powalczyć.
Marta Pacuła, licealistka z "plastyka", sadzonkę przeniesie do doniczki: - Pomału to się zmienia, ale w porównaniu z innymi miastami życie nocne jest nędzne. Wieczorem centrum umiera.
Pracownicy biura ESK w weekend rozdali pięć tys. sadzonek. Słoneczniki rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Są nawiązaniem do hasła: "Katowice - miasto ogrodów". - Każda sadzonka ma numer. Liczymy, że mieszkańcy którzy je posadzą, przyślą przez internet ich zdjęcia. Chcemy śledzić ich losy i stworzyć interaktywną mapę słoneczników na naszej stronie internetowej - wyjaśnia Mirosław Rusecki, rzecznik biura ESK. I dodaje, że słoneczniki z wybranymi numerami trafią w specjalne ręce. Numer 1 dostanie prezydent, 997 - policjanci, a 1964 - klub GKS-u Katowice.
Oprócz słoneczników ludzie dostawali też przypinki z logo ESK Katowice 2016. Wszyscy, którzy wpięli je w klapę, mogli za darmo jeździć katowickimi autobusami i tramwajami. Spróbowałem wieczorem, kiedy jechałem na koncert na ul. Mariackiej. Nie natknąłem się na żadnego kontrolera. I dobrze, bo jak się później okazało, w KZK GOP nie wszyscy słyszeli o akcji. Niektórzy kontrolerzy wlepiali mandaty, a kierowcy autobusów nie chcieli wpuszczać pasażerów z przypinkami. Na szczęście wszystko okazało się nieporozumieniem, a anulowanie mandatu można załatwić w biurze ESK.
Kiedy wysiadłem z tramwaju, miasto wyglądało inaczej niż zwykle. Codzienna senność ustąpiła miejsca dobrej zabawie. Mariacka chyba jeszcze nigdy nie gościła tylu mieszkańców. Na koncert Jose Gonzaleza przyszły setki ludzi, głównie młodych. Widzów przyciągnęła wiadomość, że Gonzalez to autor, którego przeróbkę utworu "Heartbeats" duetu The Knife wykorzystano w słynnej reklamie Sony z 250 tys. kolorowych piłeczek odbijających się na ulicach San Francisco. I choć to może trochę ryzykowne zapraszać artystę uzbrojonego tylko w gitarę akustyczną, ludzie bawili się wyśmienicie.
Później tłum rozlał się po centrum. Jedni jechali na studenckie Juwenalia na Ligocie, inni wyruszali na nocny podbój muzeów albo spotykali się w knajpach. Tego dnia katowiczan mogła boleć głowa od nadmiaru możliwości. Wieczorem na obchód miast wyruszyli też pracownicy biura ESK Katowice 2016. Chcieli pozbierać porzucone w centrum sadzonki słoneczników. Nie znaleźli ani jednej. - Jest coraz lepiej, coraz więcej imprez. Trudno tylko przekonać znajomych z innych miast, że Katowice są zielonym miastem, w którym dużo się dzieje i miło można spędzić czas - przekonywała po koncercie licealistka Karolina Miśkiewicz.
- Oby to nie były tylko jednorazowe fajerwerki. Dzisiaj jest masa imprez, fajnie, gdyby tak było co tydzień - dodawał student politologii Wojciech Trześniowski.
Ale w niedzielę było jeszcze lepiej. Katowice uderzyły ze zdwojoną siłą. I to z najwyższej światowej półki. Bo przyjazd Carlosa Saury to nie tylko gratka dla miłośników kina, hiszpańskiego flamenco, ale i fotografii. Najpierw katowiczanie mogli oglądać wystawę prywatnych zdjęć Saury, który w ten sposób zapisał kilkadziesiąt lat przyjaźni ze swoim bratem malarzem Antonio. Później na scenie Górnośląskiego Centrum Kultury królował już tylko taniec. Kilkudziesięciu najlepszych na świecie tancerzy i muzyków flamenco wystąpiło w przedstawieniu "Flamenco Hoy" wyreżyserowanym przez maestro Saurę.
Czego chcieć więcej? Starania o miano ESK zaczęliśmy z impetem. Teraz tylko pytanie, co dalej? Pozostaje mieć nadzieję, że Katowicom starczy energii i pomysłów i nie wystrzelaliśmy się z całej amunicji przy pierwszym ataku. A to, co się działo w ostatni weekend, będzie naprawdę początkiem walki na równie wysokim poziomie.
Ale od początku. Cisza przed burzą zaczęła się już w sobotę po południu. Kiedy szedłem w stronę Mariackiej, która wieczorem miała zamienić się w miejskie pole koncertowe, po drodze co chwilę mijali mnie ludzie z plastikowymi doniczkami. W środku oprócz rośliny była charakterystyczna chorągiewka z numerem, logo katowickich starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury i krótkim opisem akcji. I dobrze, bo wciąż mało kto wie, o co biją się Katowice. A wśród tych, którzy słyszeli o naszych staraniach, zdania są podzielone.
Piotr Wilk, katowiczanin, swój słonecznik posadzi na balkonie: - To akcja zazieleniania miasta. I bardzo dobrze, tylko boję się, czy za wysoko mi nie wyrośnie, bo sufit mam nisko na balkonie.
Pan Jacek z Wesołej sadzonkę wkopie w ogródku: - Wiem, o co chodzi. Trochę nasza kandydatura jest nadmuchana, bo gdzie nam do miasta kojarzonego z kulturą? Ale trzeba wierzyć we własne siły. Przydałby się do tego prawdziwy rynek. No i dobry system informacji.
Słoneczniki emerytów Janiny i Andrzeja Czajkowskich będą rosły na działce w Józefowcu: - Europejska Stolica Kultury? Byliśmy wczoraj na koncercie w przepięknej sali Akademii Muzycznej. A Spodek, gdzie jest taka druga sala? Wystarczy tylko organizować imprezy i koncerty. Nie mamy się czego wstydzić, trzeba powalczyć.
Marta Pacuła, licealistka z "plastyka", sadzonkę przeniesie do doniczki: - Pomału to się zmienia, ale w porównaniu z innymi miastami życie nocne jest nędzne. Wieczorem centrum umiera.
Pracownicy biura ESK w weekend rozdali pięć tys. sadzonek. Słoneczniki rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Są nawiązaniem do hasła: "Katowice - miasto ogrodów". - Każda sadzonka ma numer. Liczymy, że mieszkańcy którzy je posadzą, przyślą przez internet ich zdjęcia. Chcemy śledzić ich losy i stworzyć interaktywną mapę słoneczników na naszej stronie internetowej - wyjaśnia Mirosław Rusecki, rzecznik biura ESK. I dodaje, że słoneczniki z wybranymi numerami trafią w specjalne ręce. Numer 1 dostanie prezydent, 997 - policjanci, a 1964 - klub GKS-u Katowice.
Oprócz słoneczników ludzie dostawali też przypinki z logo ESK Katowice 2016. Wszyscy, którzy wpięli je w klapę, mogli za darmo jeździć katowickimi autobusami i tramwajami. Spróbowałem wieczorem, kiedy jechałem na koncert na ul. Mariackiej. Nie natknąłem się na żadnego kontrolera. I dobrze, bo jak się później okazało, w KZK GOP nie wszyscy słyszeli o akcji. Niektórzy kontrolerzy wlepiali mandaty, a kierowcy autobusów nie chcieli wpuszczać pasażerów z przypinkami. Na szczęście wszystko okazało się nieporozumieniem, a anulowanie mandatu można załatwić w biurze ESK.
Kiedy wysiadłem z tramwaju, miasto wyglądało inaczej niż zwykle. Codzienna senność ustąpiła miejsca dobrej zabawie. Mariacka chyba jeszcze nigdy nie gościła tylu mieszkańców. Na koncert Jose Gonzaleza przyszły setki ludzi, głównie młodych. Widzów przyciągnęła wiadomość, że Gonzalez to autor, którego przeróbkę utworu "Heartbeats" duetu The Knife wykorzystano w słynnej reklamie Sony z 250 tys. kolorowych piłeczek odbijających się na ulicach San Francisco. I choć to może trochę ryzykowne zapraszać artystę uzbrojonego tylko w gitarę akustyczną, ludzie bawili się wyśmienicie.
Później tłum rozlał się po centrum. Jedni jechali na studenckie Juwenalia na Ligocie, inni wyruszali na nocny podbój muzeów albo spotykali się w knajpach. Tego dnia katowiczan mogła boleć głowa od nadmiaru możliwości. Wieczorem na obchód miast wyruszyli też pracownicy biura ESK Katowice 2016. Chcieli pozbierać porzucone w centrum sadzonki słoneczników. Nie znaleźli ani jednej. - Jest coraz lepiej, coraz więcej imprez. Trudno tylko przekonać znajomych z innych miast, że Katowice są zielonym miastem, w którym dużo się dzieje i miło można spędzić czas - przekonywała po koncercie licealistka Karolina Miśkiewicz.
- Oby to nie były tylko jednorazowe fajerwerki. Dzisiaj jest masa imprez, fajnie, gdyby tak było co tydzień - dodawał student politologii Wojciech Trześniowski.
Ale w niedzielę było jeszcze lepiej. Katowice uderzyły ze zdwojoną siłą. I to z najwyższej światowej półki. Bo przyjazd Carlosa Saury to nie tylko gratka dla miłośników kina, hiszpańskiego flamenco, ale i fotografii. Najpierw katowiczanie mogli oglądać wystawę prywatnych zdjęć Saury, który w ten sposób zapisał kilkadziesiąt lat przyjaźni ze swoim bratem malarzem Antonio. Później na scenie Górnośląskiego Centrum Kultury królował już tylko taniec. Kilkudziesięciu najlepszych na świecie tancerzy i muzyków flamenco wystąpiło w przedstawieniu "Flamenco Hoy" wyreżyserowanym przez maestro Saurę.
Czego chcieć więcej? Starania o miano ESK zaczęliśmy z impetem. Teraz tylko pytanie, co dalej? Pozostaje mieć nadzieję, że Katowicom starczy energii i pomysłów i nie wystrzelaliśmy się z całej amunicji przy pierwszym ataku. A to, co się działo w ostatni weekend, będzie naprawdę początkiem walki na równie wysokim poziomie.
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
33 głosy
-
Katowice zaczęły z przytupem walkę o ESK
tomasz.slabczynski
17.05.10, 08:33
Tekstlinka»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter






więcej zdjęć