Co by tu obiecać Ślązakom? Euro 2012 w Chorzowie!

Przemysław Jedlecki
2010-05-12 , aktualizacja: 13.05.2010 00:33
A A A Drukuj
Grzegorz Napieralski na spotkaniu wyborczym w Rudzie Śląskiej Fot. Grzegorz Celejewski / Agenc Grzegorz Napieralski na spotkaniu wyborczym w Rudzie Śląskiej
Do tego, że im bliżej wyborów, tym politykom łatwiej przychodzi na Śląsku składać obietnice, zdążyłem się już przyzwyczaić. Ale wczoraj kandydat lewicy na prezydenta zaskoczył mnie jak od dawna nikt
Grzegorz Napieralski na spotkaniu wyborczym w Rudzie Śląskiej
Fot. Grzegorz Celejewski / Agenc
Grzegorz Napieralski na spotkaniu wyborczym w Rudzie Śląskiej
Grzegorz Napieralski na spotkaniu wyborczym w Rudzie Śląskiej
Fot. Grzegorz Celejewski / Agenc
Grzegorz Napieralski na spotkaniu wyborczym w Rudzie Śląskiej
Grzegorz Napieralski na spotkaniu wyborczym w Rudzie Śląskiej
Fot. Grzegorz Celejewski / Agenc
Grzegorz Napieralski na spotkaniu wyborczym w Rudzie Śląskiej
Najłatwiej, bo to nic nie kosztowało (a w razie niepowodzenia winę można było zwalić np. na Michela Platiniego), różnym politykom przychodziło obiecywanie, że w Chorzowie podczas piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 roku rozegrane zostaną jakieś mecze. Nawet rok temu, gdy już dawno szanse zostały pogrzebane, podczas kampanii wyborczej do europarlamentu Michał Kamiński, spin doktor Prawa i Sprawiedliwości, zapewniał podczas wizyty w Chorzowie, że Stadion Śląski zasługiwał na to, żeby być jednym z gospodarzy Euro 2012. Przemilczał tylko, że to rząd tworzony przez PiS zawarł z PZPN umowę, która zakładała, że mistrzostwa mają się odbyć tylko w czterech miastach, a Chorzowa na tej liście nie było. Jeszcze mocniej podczas tego samego spotkania w Chorzowskim Centrum Kultury swoje zaangażowanie w Euro 2012 na Stadionie Śląskim deklarował Jarosław Kaczyński, prezes PiS-u: - Jak wygramy wybory w 2011 roku, to na uszach staniemy. Będzie jeszcze kilka miesięcy czasu - obiecywał.

W środę z garścią obietnic w tej sprawie przyjechał Grzegorz Napieralski, kandydat SLD na prezydenta. W Katowicach zapewniał, że jeśli będzie najważniejszą osobą w państwie, to osobiście zaangażuje się w starania, by Euro 2012 odbyło się w Chorzowie. - Chorzów ma takie piękne tradycje sportowe, grał tu przecież nawet wielki Pele - przypominał Napieralski, a ja się zastanawiam, czy na pomysł takiej deklaracji nie wpadł dzięki środowemu "Dziennikowi Zachodniemu". Powołując się na słowa szefa UEFA, znalazł tam bowiem stwierdzenie, że Chorzów wciąż ma szanse na mecze. Wszystko przez to, że na Ukrainie przygotowania do mistrzostw idą zdecydowanie za wolno. - Sześć polskich miast to na pewno jedna z opcji - cytuje wypowiedź Platiniego "DZ".

Ale Platini zaraz dodał, że tworzenie przez UEFA planu B, przewidującego zmiany w przyjętym już planie organizacji imprezy, byłoby wyrazem braku zaufania wobec ukraińskich gospodarzy. - Żadna z tych opcji nie jest obecnie brana pod uwagę - podkreślił szef UEFA.

Ale Napieralski jako prezydent i tak będzie się starał. Może ma jednak pole do popisu? W końcu Martin Kallen, dyrektor UEFA Euro 2012, mówił, że jeśli nie uda się przygotować czterech miast na Ukrainie, to federacja pomyśli o innych rozwiązaniach. Jedno z nich to rozegranie większej liczby spotkań w Polsce. Może nawet na sześciu stadionach w sześciu miejscach. Tylko, że Kallen ponownie podkreślił, że żaden plan B nie jest przygotowywany.

I trudno się temu dziwić. UEFA po prostu naciska na Ukrainę, chce ją w ten sposób zmotywować, a my chwytamy słowa, które są nam miłe, ale nic nie znaczą. Nie czarujmy się! Euro 2012 w naszych krajach jest możliwe właśnie dzięki staraniom Ukraińców i trudno sobie wyobrazić, by UEFA odebrała naszym sąsiadom mistrzostwa. To jednak nie przeszkadza politykom w rozbudzaniu nadziei na mecze w Chorzowie. W końcu zawsze dzięki temu można zyskać parę dodatkowych głosów.

To nie w porządku. Tak samo, jak straszenie ludzi bezrobociem, a Napieralski w środę zrobił to w Rudzie Śląskiej, gdzie spotkał się z kilkudziesięcioma górnikami z kopalni Halemba. Stwierdził (szkoda tylko, że nie podał źródła), że po sejmowych kuluarach krążą nieoficjalne informacje, jakoby z górnictwa trzeba było zwolnić 40 tys. osób, aby kopalnie stały się wreszcie rentowne. Oznaczałoby to, że pracę straci co trzeci z zatrudnionych na Śląsku górników! Dopóki nie usłyszę tego z ust kogoś, kto nie startuje w wyborach, będę w to wierzyć tak samo, jak w obietnice sprowadzenia Euro 2012 na Stadion Śląski.

Polecamy: Nudne dżentelmeńskie wybory. PO to nie ta sama partia



Podziel się

  • 26 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów