Straciła nogę i rękę, ale się nie poddaje. Ma pracę
2010-05-11
, aktualizacja: 11.05.2010 23:09
To jej pierwsza praca, jest referentem administracyjno - biurowym. Gdyby się nad sobą użalała, niczego by nie osiągnęła. Ma swoje mieszkanie socjalne i narzeczonego. Żyje, jakby nic się nie stało, jakby od zawsze była kaleką
ZOBACZ TAKŻE
- Dziecko odchodzi. Dlaczego świat się nie zatrzymał? (04-04-10, 22:41)
- Po co niewidomej światło w przedpokoju? "To chamstwo" (18-03-10, 12:26)
- Licealista nie ma prawa mieć nowotworu (05-03-10, 21:37)
- Dziesięcioletni Patryk samotnie umiera w szpitalu (31-01-10, 19:49)
- Urzędnicy sugerują: komputer nie jest dla upośledzonych (28-01-10, 20:20)
- Czy wiesz, że nie masz rąk? - zapytała ją mama.
- Wiem - powiedziała Żaneta Ratajczyk. Miała wtedy 13 lat. Lewą rękę ucięli jej tuż poniżej łokcia, z prawej nic nie uratowali. O nogę się kłóciła, gdy mama zapytała, czy wie, że nie ma też prawej nogi. To nieprawda, przecież czuła nawet palce! To był jej cały bunt. Zgodziła się z dziwnym spokojem, jakby wiedziała, że ją to spotka.
To było jak sen. Zasnęła na torach kolejowych. Myślała, że wciąż śni: idzie, ledwo opierając się na prawej nodze, z bezwładnie wiszącymi rękami. I drugi, kilkusekundowy obraz: leży na noszach. Więcej z tego wypadku nie pamięta.
To też jest jak sen: ma 27 lat, siedzi przed komputerem w Centrum Doradztwa Metodycznego w Zabrzu i wklepuje dane kostką wieńczącą lewą rękę, która jej zastępuje wszystkie palce. To jej pierwsza praca, jest referentem administracyjno - biurowym. Gdy nie używa komputera pisze ustami albo zgięciem łokcia.
Gdyby się nad sobą użalała, niczego by nie osiągnęła. Ma swoje mieszkanie socjalne z łazienką i bojlerem i narzeczonego. Żyje, jakby nic się nie stało, jakby od zawsze była kaleką. Nie rozmawia z rodziną o wypadku, że nie spała wcześniej dwa dni, bo znów uciekła z domu, że uciekała ze strachu przed mamą i starszą siostrą, które biły ją za to, że pożyczała sobie ich ciuchy, bo nigdy im się nie przelewało.
Po szpitalu był ośrodek rehabilitacyjny i sanatorium, gdzie skończyła podstawówkę, potem nauczanie indywidualne w domu i lekcje w normalnym liceum, w którym każdy szedł do swojej ławki, nie domyślając się, że ona potrzebuje pomocy, musiała się wciąż prosić i nie dała rady, skończyła zaoczne liceum bez matury w ośrodku dla niepełnosprawnych. O tym ośrodku też nie rozmawia z rodziną, dlaczego ją tam oddali na sześć lat i przestali odwiedzać.
Protezy kończyn górnych tylko jej przeszkadzały. Łyżkę i widelec trzyma w zgięciu łokcia, nóż w ustach. Czego nie potrafi sama? Myć włosów, wiązać sznurowadeł, zapinać guzików, zamków i pasa protezy nogi. To główny powód, dlaczego chciałaby lepszą nogę, żeby samodzielnie korzystać z ubikacji. W pracy, bo po domu może skakać na lewej nodze. Stara proteza obciera kikut i trzeba ją wkładać na świeże rany. Nowa byłaby lepiej dopasowana, mocowana za pomocą silikonowej pończoszki i przez to dziesięć razy droższa. Kosztuje 50 tys. zł. NFZ i PFRON zrefundują w sumie najwyżej 5,5 tys.
Praca referenta jest monotonna, poza wklepywaniem danych do obowiązków Żanety będzie należeć drukowanie i kserowanie. To staż z urzędu pracy na pół roku, z możliwością przedłużenia na rok. Co dalej? Kończy studium policealne na kierunku technik administracji. Wolała rachunkowość, ale administracja była za darmo i bliżej domu. W przyszłym roku chce się przygotować do matury i może prawo?
Planuje wyjść za mąż, mieć dzieci. Ale nie może wyprowadzić się do chłopaka, bo straciłaby swoje mieszkanie i co wtedy z mamą i młodszym rodzeństwem. Przyjęła ich do siebie ostatniej zimy, kiedy mamie nie ułożyło się z drugim mężem i mieszkali bez wody i ogrzewania. Mama nie pracuje, utrzymuje się z zasiłku pielęgnacyjnego na Żanetę. Zostaliby przez nią bez dachu nad głową. Przecież nie powie im: przepraszam, odchodzę, a wy martwcie się sami o siebie.
Mogłaby szukać winnych, mieć do wszystkich żal, że chcieli się jej pozbyć. Zamknęła ten rozdział. Woli uczyć się samodzielności i nie rozdrapywać ran, niż być sama.
- Wiem - powiedziała Żaneta Ratajczyk. Miała wtedy 13 lat. Lewą rękę ucięli jej tuż poniżej łokcia, z prawej nic nie uratowali. O nogę się kłóciła, gdy mama zapytała, czy wie, że nie ma też prawej nogi. To nieprawda, przecież czuła nawet palce! To był jej cały bunt. Zgodziła się z dziwnym spokojem, jakby wiedziała, że ją to spotka.
To było jak sen. Zasnęła na torach kolejowych. Myślała, że wciąż śni: idzie, ledwo opierając się na prawej nodze, z bezwładnie wiszącymi rękami. I drugi, kilkusekundowy obraz: leży na noszach. Więcej z tego wypadku nie pamięta.
To też jest jak sen: ma 27 lat, siedzi przed komputerem w Centrum Doradztwa Metodycznego w Zabrzu i wklepuje dane kostką wieńczącą lewą rękę, która jej zastępuje wszystkie palce. To jej pierwsza praca, jest referentem administracyjno - biurowym. Gdy nie używa komputera pisze ustami albo zgięciem łokcia.
Gdyby się nad sobą użalała, niczego by nie osiągnęła. Ma swoje mieszkanie socjalne z łazienką i bojlerem i narzeczonego. Żyje, jakby nic się nie stało, jakby od zawsze była kaleką. Nie rozmawia z rodziną o wypadku, że nie spała wcześniej dwa dni, bo znów uciekła z domu, że uciekała ze strachu przed mamą i starszą siostrą, które biły ją za to, że pożyczała sobie ich ciuchy, bo nigdy im się nie przelewało.
Po szpitalu był ośrodek rehabilitacyjny i sanatorium, gdzie skończyła podstawówkę, potem nauczanie indywidualne w domu i lekcje w normalnym liceum, w którym każdy szedł do swojej ławki, nie domyślając się, że ona potrzebuje pomocy, musiała się wciąż prosić i nie dała rady, skończyła zaoczne liceum bez matury w ośrodku dla niepełnosprawnych. O tym ośrodku też nie rozmawia z rodziną, dlaczego ją tam oddali na sześć lat i przestali odwiedzać.
Protezy kończyn górnych tylko jej przeszkadzały. Łyżkę i widelec trzyma w zgięciu łokcia, nóż w ustach. Czego nie potrafi sama? Myć włosów, wiązać sznurowadeł, zapinać guzików, zamków i pasa protezy nogi. To główny powód, dlaczego chciałaby lepszą nogę, żeby samodzielnie korzystać z ubikacji. W pracy, bo po domu może skakać na lewej nodze. Stara proteza obciera kikut i trzeba ją wkładać na świeże rany. Nowa byłaby lepiej dopasowana, mocowana za pomocą silikonowej pończoszki i przez to dziesięć razy droższa. Kosztuje 50 tys. zł. NFZ i PFRON zrefundują w sumie najwyżej 5,5 tys.
Praca referenta jest monotonna, poza wklepywaniem danych do obowiązków Żanety będzie należeć drukowanie i kserowanie. To staż z urzędu pracy na pół roku, z możliwością przedłużenia na rok. Co dalej? Kończy studium policealne na kierunku technik administracji. Wolała rachunkowość, ale administracja była za darmo i bliżej domu. W przyszłym roku chce się przygotować do matury i może prawo?
Planuje wyjść za mąż, mieć dzieci. Ale nie może wyprowadzić się do chłopaka, bo straciłaby swoje mieszkanie i co wtedy z mamą i młodszym rodzeństwem. Przyjęła ich do siebie ostatniej zimy, kiedy mamie nie ułożyło się z drugim mężem i mieszkali bez wody i ogrzewania. Mama nie pracuje, utrzymuje się z zasiłku pielęgnacyjnego na Żanetę. Zostaliby przez nią bez dachu nad głową. Przecież nie powie im: przepraszam, odchodzę, a wy martwcie się sami o siebie.
Mogłaby szukać winnych, mieć do wszystkich żal, że chcieli się jej pozbyć. Zamknęła ten rozdział. Woli uczyć się samodzielności i nie rozdrapywać ran, niż być sama.
Polecamy: Urzędnicy sugerują: komputer nie jest dla upośledzonych
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



