Pies w rzece dwa dni walczył o życie. Nazwali go Hektor
2010-05-09
, aktualizacja: 10.05.2010 11:14
Dwa dni walczył o życie. Z rzeki uratowali go przypadkowi wędkarze. Dziś pod czułą opieką weterynarzy powoli odzyskuje zdrowie.

Fot. Fundacja Świat Zwierzętom
Hektor powoli wraca do zdrowia. Zaczął już samodzielnie jeść, w niedzielę stanął na czterech łapach.

Strażacy wyciągnęli psa z rzeki

Fot. Fundacja Świat Zwierzętom
Hektor tymczasem powoli wraca do zdrowia. Zaczął już samodzielnie jeść, w niedzielę stanął też na czterech łapach
ZOBACZ TAKŻE
- Pies, który jeździł koleją czeka w schronisku na pana (01-11-10, 22:16)
- Jajecznica tylko dla bogatych? To niewykluczone (25-03-10, 20:29)
- Psy z obciętymi ogonami mają zakaz wstępu na wystawy (08-03-10, 22:25)
- Suczka zakopana żywcem w Bytomiu. Trzeba było ją uśpić (08-10-10, 21:48)
Przed tygodniem wędkarz z Żyłki w powiecie tarnogórskim zauważyli próbującego wydostać się z rzeki psa. Zwierzę było jednak tak osłabione, że sami nie potrafili mu pomoc. Wezwali strażaków, którzy wspólnie z pracownikiem fundacji Świat Zwierzętom uratowali psa. - Udało nam się podłożyć ręczniki pod ciało zwierzęcia. Tylne łapki miał już praktycznie bezwładne i był bardzo wycieńczony - mówi Grzegorz Ekiert z fundacji Świat Zwierzętom.
Po wyjęciu psa z wody okazało się, że ktoś założył mu na szyję kolczatkę i przypiął do niej smycz. Do smyczy dołączył sznur z ciężkim konarem, po czym wrzucił psa do rzeki kilka metrów od brzegu. Nad powierzchnią wody unosiła się tylko głowa zwierzęcia. Prawdopodobnie przez dwie doby, jak ustalili weterynarze, pies próbował wydostać się na brzeg. Cały czas poruszał łapami, żeby nie opaść na dno.
- Nazwaliśmy go Hektor. Za wolę życia i chęć przetrwania - mówi Ekiert. Zwierzę natychmiast przewieziono do jednej z katowickich klinik. Podano mu kroplówki, antybiotyki. Okazało się, że psa atakują pasożyty, tzw. nużeńce. Ich obecność sygnalizują charakterystyczne rany wokół oczu. - Taką chorobę można wyleczyć. Jednak ślady na ciele psa wskazują, że nikt o niego nie bał - dodaje Ekiert.
Kiedy psem zajmowali się weterynarze, wolontariusze z fundacji w okolicach Żyłki rozwiesili ulotki ze zdjęciem uratowanego psa oraz informacją o nagrodzie za wskazanie jego właściciela. Sprawą zajęły się też policja i prokuratura. Właściciel Hektora odnalazł się w miniony piątek. Okazał się nim 50-letni Apoloniusz A., mieszkaniec Ziętek położonych około 2 km od Żyłki. Ktoś rozpoznał na zdjęciu Hektora i zadzwonił z informacją. - Mężczyzna przyznał, że pies należy do niego, ale nie potrafił wytłumaczyć, jak znalazł się on tak daleko od domu. Powiedział tylko, że pies się zgubił - mówią policjanci.
Apoloniusz A. podczas przesłuchania nie był jednak zainteresowany losem Hektora. Nie pytał, gdzie jest, jak się czuje. - Dowodem w sprawie będzie kolczatka Hektora, której szpikulce ktoś specjalnie zaostrzył, by mocno wbijały się w ciało szarpiącego się psa - dodaje Ekiert.
Hektor tymczasem powoli wraca do zdrowia. Zaczął już samodzielnie jeść, w niedzielę stanął też na czterech łapach.
Za znęcanie się nad zwierzętami grożą nawet dwa lata więzienia.
Po wyjęciu psa z wody okazało się, że ktoś założył mu na szyję kolczatkę i przypiął do niej smycz. Do smyczy dołączył sznur z ciężkim konarem, po czym wrzucił psa do rzeki kilka metrów od brzegu. Nad powierzchnią wody unosiła się tylko głowa zwierzęcia. Prawdopodobnie przez dwie doby, jak ustalili weterynarze, pies próbował wydostać się na brzeg. Cały czas poruszał łapami, żeby nie opaść na dno.
- Nazwaliśmy go Hektor. Za wolę życia i chęć przetrwania - mówi Ekiert. Zwierzę natychmiast przewieziono do jednej z katowickich klinik. Podano mu kroplówki, antybiotyki. Okazało się, że psa atakują pasożyty, tzw. nużeńce. Ich obecność sygnalizują charakterystyczne rany wokół oczu. - Taką chorobę można wyleczyć. Jednak ślady na ciele psa wskazują, że nikt o niego nie bał - dodaje Ekiert.
Kiedy psem zajmowali się weterynarze, wolontariusze z fundacji w okolicach Żyłki rozwiesili ulotki ze zdjęciem uratowanego psa oraz informacją o nagrodzie za wskazanie jego właściciela. Sprawą zajęły się też policja i prokuratura. Właściciel Hektora odnalazł się w miniony piątek. Okazał się nim 50-letni Apoloniusz A., mieszkaniec Ziętek położonych około 2 km od Żyłki. Ktoś rozpoznał na zdjęciu Hektora i zadzwonił z informacją. - Mężczyzna przyznał, że pies należy do niego, ale nie potrafił wytłumaczyć, jak znalazł się on tak daleko od domu. Powiedział tylko, że pies się zgubił - mówią policjanci.
Apoloniusz A. podczas przesłuchania nie był jednak zainteresowany losem Hektora. Nie pytał, gdzie jest, jak się czuje. - Dowodem w sprawie będzie kolczatka Hektora, której szpikulce ktoś specjalnie zaostrzył, by mocno wbijały się w ciało szarpiącego się psa - dodaje Ekiert.
Hektor tymczasem powoli wraca do zdrowia. Zaczął już samodzielnie jeść, w niedzielę stanął też na czterech łapach.
Za znęcanie się nad zwierzętami grożą nawet dwa lata więzienia.
Przeczytaj: Kocięta kończą w wiadrach z wodą. Sterylizować czy nie?
- 165 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
40 głosów
-
Pies w rzece dwa dni walczył o życie. Nazwali g...
adiat
10.05.10, 08:08
Tylko 2 lata? Za takie okrucieństwo? Powinien dostać co nmnajmniej 10 i to cięzkiego więzienia.»
-
Pies w rzece dwa dni walczył o życie. Nazwali g...
mus-zek0
10.05.10, 08:44
Polski wymiar sprawiedliwości,niezwykle łagodnie obchodzi się zezwyrodnialcami maltretującymi zwierzęta,gdyby ten wyrok 2 lat był rzeczywiściestosowany bez zawieszania kary,przyniosłoby to »
-
Pies w rzece dwa dni walczył o życie. Nazwali g...
weronikabulicz
10.05.10, 10:48
nawet dwa lata??? TYLKO! proponuję dwa lata w wodzie i z kolczatką»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



odtwórz
odtwórz