Taki thriller. Szaleniec morduje w lesie murckowskim
2010-05-08
, aktualizacja: 08.05.2010 21:34
Spokojnie. Morduje tylko w polsko-angielskim thrillerze, który studenci katowickiej "filmówki" planują nakręcić w Murckach - pisze Magdalena Warchala.
ZOBACZ TAKŻE
- Studenci będą pouczać, straszyć lub szokować krwią (31-07-10, 00:27)
- Morderca szaleje po lesie, studenci wszystko filmują (09-06-10, 14:12)
- Mężczyźni wyszli z domu, zanim świat o nich zapomni (24-05-10, 13:54)
- 20 lat temu ruszyła Górnośląska Telewizja Regionalna (19-05-10, 13:57)
- Sołtys nie może się zajmować sprawami sercowymi (26-04-10, 12:36)
- Przed śmiercią nie da się zrobić próby generalnej (31-03-10, 12:16)
- Rozbierają się z własnej woli. Należą im się medale? (26-03-10, 11:41)
SERWISY
Murcki wyglądają ponuro, zwłaszcza, kiedy zapada zmrok. Nietrudno wyobrazić sobie, że gdzieś tam w zaroślach czai się spragniony krwi szaleniec. Wojciech Stuchlik, student Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego, który mieszka w Lędzinach, w sąsiedztwie murckowskiego lasu, niejednokrotnie wyobrażał sobie takie sceny, wracając wieczorem do domu. Nie bez przyczyny właśnie tu postanowił zorganizować plan swojego debiutanckiego filmu, do którego zaangażował młodych aktorów z Wielkiej Brytanii. Żaden z nich dotąd w Polsce nie był, ale dali się przekonać do przyjazdu na Górny Śląsk, ponieważ... nikt wcześniej nie złożył im tak zaskakującej propozycji.
- W Polsce dreszczowce są zaniedbanym gatunkiem. Właśnie dlatego postanowiłem iść w tym kierunku. Zdecydowałem jednak, że film powinien być po angielsku, by mógł dotrzeć także do widzów z innych krajów, gdzie takie kino jest popularniejsze - mówi Wojtek, student ostatniego roku organizacji produkcji filmowej i telewizyjnej.
Dlatego "Sparrow", choć kręcony na Górnym Śląsku, nie będzie opowiadał miejscowej historii. - Las murckowski będzie tylko tłem. Tak naprawdę ta opowieść mogłaby się wydarzyć wszędzie - mówi Wojtek.
Przygotowania do przedsięwzięcia zaczął od... internetu. Na jednym z branżowych portali znalazł scenariusz "Camp Nightmare", skontaktował się z jego autorem, uzyskując zgodę na sfilmowanie historii. W internecie poznał również Shauna Trocke'a z Newhaven, młodego reżysera, który dotąd pracował nad jednym filmem długometrażowym, kilkoma etiudami, filmami przyrodniczymi i teledyskami.
- Akurat szukałem filmu, w którym mógłbym zagrać, bo jestem również aktorem. Ale kiedy Wojciech dowiedział się, że zajmowałem się już reżyserią, zaczął wypytywać o moją wizję scenariusza. Spodobała mu się, a ponieważ robienie filmów kocham tak samo jak podróże, przyjąłem propozycję współpracy. Dawała mi przecież okazję odwiedzenia Polski, w której nigdy przedtem nie byłem - opowiada Shaun.
Casting w Londynie
Wojtek wyjawia, że początkowo reżyserką filmu miała zostać Ros Mickens, jego koleżanka z Nowego Jorku. - Uznałem jednak, że odległość jest zbyt dużą barierą przy debiucie. Dlatego obiecałem jej, że wspólnie nakręcimy mój drugi film - mówi młody producent, który w USA przebywał na stypendium sportowym (grał wyczynowo w tenisa) i skończył studia medialne w Queens College City Uniwersity of New York.
Nie był to jego pierwszy pobyt za granicą, bo jako czterolatek wyjechał z rodzicami do RPA, gdzie ojciec, inżynier górnik, dostał pięcioletni kontrakt w kopalni. Tam Wojtek nauczył się płynnie mówić po angielsku.
Rozmowy z Shaunem za pośrednictwem komunikatorów internetowych i maili zajęły mu dwa miesiące. W tym czasie Anglik zaproponował swoje poprawki do scenariusza i zmienił tytuł filmu na "Sparrow", a Wojtek uzyskał zgodę katowickiego nadleśnictwa na umiejscowienie planu zdjęciowego w Murckach.
Na początku marca Wojtek i Shaun po raz pierwszy spotkali się na żywo, w Londynie, gdzie wspólnie przeprowadzili casting do filmu. Zgłosiła się ponad setka młodych aktorów, którzy w odpowiedzi na ogłoszenie w internecie wysłali do Wojtka i Shauna fotografie, a niektórzy tzw. showreals, czyli kompilacje scen wideo ze swoim udziałem.
Producent i reżyser wspólnie wybrali pięćdziesięciu najlepszych, których zaprosili do wynajętego na trzy dni apartamentu w Basewater, niedaleko Hydeparku. Tam zorganizowali zdjęcia próbne i wyłonili 13-osobową obsadę. - Cieszę się, że dostałem tę rolę, bo wizja pracy w kręconym w Polsce filmie bardzo mnie pociągała. Znam takie nazwiska, jak Polański, Wajda, Kieślowski i jestem ciekaw kraju, z którego pochodzą. Poza tym nigdy nie byłem w Europie Wschodniej, a interesuję się jej historią i kulturą - wyjaśnia Dane Brookes, który wcieli się w postać Rangera, młodego chłopaka, zamierzającego podczas biwaku oświadczyć się swojej ukochanej.
Wojtek potwierdza, że wszystkich aktorów bardzo emocjonował fakt, że przyjadą do Polski, w której nigdy wcześniej nie widzieli. - Dlatego zdecydowałem, że zaraz po przyjeździe dam im pakiety z informacjami o Polsce i Górnym Śląsku: co warto tutaj zobaczyć i jak się zachowywać, np. że nie należy pić wody z kranu, jak jest w zwyczaju w Anglii - mówi Wojtek, który planuje też wycieczkę dla zagranicznych gości. - Anglicy to smakosze piwa, więc na pewno zabiorę ich do Browarów Tyskich, zwłaszcza, że mają tam program zwiedzania adresowany do anglojęzycznych turystów. Myślę też o przejażdżce po Katowicach. Muszą zobaczyć Spodek, rynek, modernistyczne kamienice, może skoczymy do Chorzowa do Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku - zdradza producent.
Kup sobie rolę
Ekipa przyleci tanimi liniami 31 maja i zamieszka w domu Wojtka. Ponieważ cała akcja filmu rozgrywać się będzie w lesie i na pobliskim parkingu, nie będzie potrzebna żadna specjalna scenografia ani rekwizyty, za wyjątkiem tabliczki z przewrotną nazwą kempingu "Camp Happy Dream" i namiotów. Studenci mają własną kamerę, starają się też o wypożyczenie sprzętu z WRiTV oraz z Instytucji Filmowej Silesia Film. Mimo to koszty produkcji wcale nie będą groszowe.
- Na razie zainwestowałem własne pieniądze, zarobione przy obsłudze telebimu na stadionie zimowym w Tychach i kręceniu materiałów filmowych, promujących Młodzieżową Olimpiadę Zimową, ale szukam też intensywnie sponsorów - mówi Wojtek.
Korzystając z zachodnich wzorców, Wojtek zachęca darczyńców nawet do drobnych wpłat, obiecując, że każdy z nich zostanie wymieniony w napisach końcowych. Osoby, które wpłacą 100 zł, po premierze filmu, w ramach podziękowania, dostaną go na płycie DVD, a za 150 zł dodatkowo otrzymają "Sparrow" w wersji komiksowej. Najhojniejsi ofiarodawcy będą mieli zaś okazję pojawić się w filmie w rolach epizodycznych.
Wojtek chce uporać się ze zdjęciami w trzy tygodnie. Potem do pracy przystąpią montażyści i specjaliści od udźwiękowienia. - W "Sparrow" poleje się krew, ale chcę, żeby nastrój grozy budowały też zdjęcia, efekty i muzyka. Thriller ma tworzyć napięcie, oddziałując na wszystkie zmysły - mówi producent, który ma nadzieję, że obraz będzie gotowy do października, by zdążył go wysłać jeszcze na odbywające się pod koniec roku festiwale filmowe. Już teraz rozmawia z dystrybutorami o możliwości pokazywania go w polskich i zagranicznych kinach.
Po premierze "Sparrow" Wojtek zostanie w Polsce i zajmie się kolejnymi produkcjami. Ma już scenariusz horroru, który nakręci wspólnie z reżyserką ze Stanów. Nie chce jednak ograniczać się wyłącznie do anglojęzycznego kina grozy. - Bardzo chętnie w przyszłości zrobię film przygodowy po polsku - deklaruje.
Więcej o „Sparrow” można przeczytać na stronie sparrowmovie.prv.pl, na której niebawem opublikowany zostanie filmik z castingu.
- W Polsce dreszczowce są zaniedbanym gatunkiem. Właśnie dlatego postanowiłem iść w tym kierunku. Zdecydowałem jednak, że film powinien być po angielsku, by mógł dotrzeć także do widzów z innych krajów, gdzie takie kino jest popularniejsze - mówi Wojtek, student ostatniego roku organizacji produkcji filmowej i telewizyjnej.
Dlatego "Sparrow", choć kręcony na Górnym Śląsku, nie będzie opowiadał miejscowej historii. - Las murckowski będzie tylko tłem. Tak naprawdę ta opowieść mogłaby się wydarzyć wszędzie - mówi Wojtek.
Przygotowania do przedsięwzięcia zaczął od... internetu. Na jednym z branżowych portali znalazł scenariusz "Camp Nightmare", skontaktował się z jego autorem, uzyskując zgodę na sfilmowanie historii. W internecie poznał również Shauna Trocke'a z Newhaven, młodego reżysera, który dotąd pracował nad jednym filmem długometrażowym, kilkoma etiudami, filmami przyrodniczymi i teledyskami.
- Akurat szukałem filmu, w którym mógłbym zagrać, bo jestem również aktorem. Ale kiedy Wojciech dowiedział się, że zajmowałem się już reżyserią, zaczął wypytywać o moją wizję scenariusza. Spodobała mu się, a ponieważ robienie filmów kocham tak samo jak podróże, przyjąłem propozycję współpracy. Dawała mi przecież okazję odwiedzenia Polski, w której nigdy przedtem nie byłem - opowiada Shaun.
Casting w Londynie
Wojtek wyjawia, że początkowo reżyserką filmu miała zostać Ros Mickens, jego koleżanka z Nowego Jorku. - Uznałem jednak, że odległość jest zbyt dużą barierą przy debiucie. Dlatego obiecałem jej, że wspólnie nakręcimy mój drugi film - mówi młody producent, który w USA przebywał na stypendium sportowym (grał wyczynowo w tenisa) i skończył studia medialne w Queens College City Uniwersity of New York.
Nie był to jego pierwszy pobyt za granicą, bo jako czterolatek wyjechał z rodzicami do RPA, gdzie ojciec, inżynier górnik, dostał pięcioletni kontrakt w kopalni. Tam Wojtek nauczył się płynnie mówić po angielsku.
Rozmowy z Shaunem za pośrednictwem komunikatorów internetowych i maili zajęły mu dwa miesiące. W tym czasie Anglik zaproponował swoje poprawki do scenariusza i zmienił tytuł filmu na "Sparrow", a Wojtek uzyskał zgodę katowickiego nadleśnictwa na umiejscowienie planu zdjęciowego w Murckach.
Na początku marca Wojtek i Shaun po raz pierwszy spotkali się na żywo, w Londynie, gdzie wspólnie przeprowadzili casting do filmu. Zgłosiła się ponad setka młodych aktorów, którzy w odpowiedzi na ogłoszenie w internecie wysłali do Wojtka i Shauna fotografie, a niektórzy tzw. showreals, czyli kompilacje scen wideo ze swoim udziałem.
Producent i reżyser wspólnie wybrali pięćdziesięciu najlepszych, których zaprosili do wynajętego na trzy dni apartamentu w Basewater, niedaleko Hydeparku. Tam zorganizowali zdjęcia próbne i wyłonili 13-osobową obsadę. - Cieszę się, że dostałem tę rolę, bo wizja pracy w kręconym w Polsce filmie bardzo mnie pociągała. Znam takie nazwiska, jak Polański, Wajda, Kieślowski i jestem ciekaw kraju, z którego pochodzą. Poza tym nigdy nie byłem w Europie Wschodniej, a interesuję się jej historią i kulturą - wyjaśnia Dane Brookes, który wcieli się w postać Rangera, młodego chłopaka, zamierzającego podczas biwaku oświadczyć się swojej ukochanej.
Wojtek potwierdza, że wszystkich aktorów bardzo emocjonował fakt, że przyjadą do Polski, w której nigdy wcześniej nie widzieli. - Dlatego zdecydowałem, że zaraz po przyjeździe dam im pakiety z informacjami o Polsce i Górnym Śląsku: co warto tutaj zobaczyć i jak się zachowywać, np. że nie należy pić wody z kranu, jak jest w zwyczaju w Anglii - mówi Wojtek, który planuje też wycieczkę dla zagranicznych gości. - Anglicy to smakosze piwa, więc na pewno zabiorę ich do Browarów Tyskich, zwłaszcza, że mają tam program zwiedzania adresowany do anglojęzycznych turystów. Myślę też o przejażdżce po Katowicach. Muszą zobaczyć Spodek, rynek, modernistyczne kamienice, może skoczymy do Chorzowa do Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku - zdradza producent.
Kup sobie rolę
Ekipa przyleci tanimi liniami 31 maja i zamieszka w domu Wojtka. Ponieważ cała akcja filmu rozgrywać się będzie w lesie i na pobliskim parkingu, nie będzie potrzebna żadna specjalna scenografia ani rekwizyty, za wyjątkiem tabliczki z przewrotną nazwą kempingu "Camp Happy Dream" i namiotów. Studenci mają własną kamerę, starają się też o wypożyczenie sprzętu z WRiTV oraz z Instytucji Filmowej Silesia Film. Mimo to koszty produkcji wcale nie będą groszowe.
- Na razie zainwestowałem własne pieniądze, zarobione przy obsłudze telebimu na stadionie zimowym w Tychach i kręceniu materiałów filmowych, promujących Młodzieżową Olimpiadę Zimową, ale szukam też intensywnie sponsorów - mówi Wojtek.
Korzystając z zachodnich wzorców, Wojtek zachęca darczyńców nawet do drobnych wpłat, obiecując, że każdy z nich zostanie wymieniony w napisach końcowych. Osoby, które wpłacą 100 zł, po premierze filmu, w ramach podziękowania, dostaną go na płycie DVD, a za 150 zł dodatkowo otrzymają "Sparrow" w wersji komiksowej. Najhojniejsi ofiarodawcy będą mieli zaś okazję pojawić się w filmie w rolach epizodycznych.
Wojtek chce uporać się ze zdjęciami w trzy tygodnie. Potem do pracy przystąpią montażyści i specjaliści od udźwiękowienia. - W "Sparrow" poleje się krew, ale chcę, żeby nastrój grozy budowały też zdjęcia, efekty i muzyka. Thriller ma tworzyć napięcie, oddziałując na wszystkie zmysły - mówi producent, który ma nadzieję, że obraz będzie gotowy do października, by zdążył go wysłać jeszcze na odbywające się pod koniec roku festiwale filmowe. Już teraz rozmawia z dystrybutorami o możliwości pokazywania go w polskich i zagranicznych kinach.
Po premierze "Sparrow" Wojtek zostanie w Polsce i zajmie się kolejnymi produkcjami. Ma już scenariusz horroru, który nakręci wspólnie z reżyserką ze Stanów. Nie chce jednak ograniczać się wyłącznie do anglojęzycznego kina grozy. - Bardzo chętnie w przyszłości zrobię film przygodowy po polsku - deklaruje.
Więcej o „Sparrow” można przeczytać na stronie sparrowmovie.prv.pl, na której niebawem opublikowany zostanie filmik z castingu.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


