Walczyli ze stacją gazu. Teraz muszą zamurować okna

Małgorzata Goślińska
2010-05-06 , aktualizacja: 06.05.2010 16:41
A A A Drukuj
Piotr Ernst do jesieni będzie mógł wyglądać przez okno w pokoju. Potem mu je zamurują Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta Piotr Ernst do jesieni będzie mógł wyglądać przez okno w pokoju. Potem mu je zamurują
Ernstowie z Rudy Śląskiej dostali mieszkanie na Bielszowickiej 114 ze względu na niedowidzącą córkę, bo miało pokój słoneczny. Teraz miasto zamuruje im okno w tym pokoju
Sprawa Bielszowickiej 114 ciągnie się od 2003 roku, kiedy w sąsiedztwie zaczęła powstawać stacja tankowania gazu. Mieszkańcy natychmiast ruszyli do walki najpierw o cofnięcie zgody na budowę, potem o przerwanie robót, wreszcie zamknięcie i likwidację stacji z powodu bliskiego sąsiedztwa ze ścianą ich budynku. Czuli się zagrożeni. W gazetach pisano: "Bomba pod oknami". Walka długo nie przynosiła żadnego efektu. Stacja działała dwa lata, dopóki jej właściciel w 2007 roku nie przegrał sprawy w sądzie. Teren sprzedał.

Spokój mieszkańców trwał zaledwie kilka miesięcy. Powiatowy inspektorat nadzoru budowlanego, ten sam, który niegdyś zezwolił na działanie stacji, wszczął teraz postępowanie o zamurowanie okien w sąsiadującej ze stacją ścianie. - Jedna sprawa nie ma nic wspólnego z drugą - twierdzi Anna Rojowska z inspektoratu. Po protestach mieszkańców nie zmieniła decyzji, która od kwietnia tego roku jest kategoryczna.

Inspektorka wyjaśnia, że mieszkańcy nie byli tu stroną, bo budynek należy do miasta. Od decyzji mógł się odwołać jedynie właściciel, ewentualnie zarządca, którym jest Miejskie Przedsiębiorstwo Budynków Mieszkalnych. - Ale nie zrobili tego w ustawowym terminie - dodaje Rojowska. Miasto ma więc zamurować okna do końca września.

Joachim Frank, kierownik działu technicznego MPBM, zabrania publikacji swoich wypowiedzi, chociaż jest urzędnikiem najbardziej tu kompetentnym. Mówi, że "ktoś tu rżnie głupa". Jeżeli stacja, jak twierdzi inspektorat, ma nakaz rozbiórki, to w czym problem? Niech okna, mówi Frank, zostaną.

Niestety, sprawy okien nie da się odwrócić. Wszczął ją nowy właściciel terenu po stacji. - Dam sobie głowę uciąć, że zamierza tam znów urządzić stację - mówi Piotr Ernst z Bielszowickiej 114, którego rodzina będzie najbardziej poszkodowana.

Sprawa dotyczy dwóch mieszkań, które mają okna od północy i zachodu. Właśnie te wychodzące na stację są zachodnie. W każdym mieszkaniu należą do kuchni i pokoju. Do pozostałych pomieszczeń słońce nie dociera, przez cały dzień skrywa je mrok i chłód.

Ernstowie dostali to mieszkanie w 1994 roku ze względu na zły stan zdrowia córki. Urszula urodziła się niewidoma. Po dwóch operacjach widzi dzięki okularom. W grubych szkłach ma plus 22 dioptrii. Zastępują jej naturalne soczewki. Czyta, ale dosłownie z nosem w książce, i potrzebuje dużo światła. Dlatego zajmuje ten jedyny słoneczny pokój. - Kto nam pokryje koszty prądu i ogrzewania, które z pewnością wzrosną po zamurowaniu okien? - pytają zrozpaczeni rodzice.

Nie dowiedzieliśmy się wczoraj w urzędzie miasta, czy lokatorzy z Bielszowickiej 114 mają szansę dostać nowe mieszkania. Dla Ernstów to i tak byłoby marne pocieszenie. Przeprowadzali się już dwukrotnie, ostatnio wykonali generalny remont, włącznie z łazienką, centralnym i podłogą bez progów.

Urząd miasta nie odpowiedział nam również, co planuje nowy sąsiad nieszczęsnego budynku. Podejrzenia Ernstów wynikają z zagospodarowania terenu. Poza usunięciem zbiornika z gazem i dystrybutora do tej pory nic się tu nie zmieniło, nawet szyld.

Najbardziej zawikłany jest powód zamurowania okien. PINB i MPBM zdają się być zgodni, że wedle prawa budowlanego nie powinno ich tam w ogóle być, bo ściana zachodnia jest szczytowa i graniczna. Z drugiej strony inspektorat dopuścił pozostawienie okien kuchennych, ponieważ kiedyś została udzielona zgoda na ich przeniesienie ze ściany północnej. Podobnej zgody na okna pokojowe się nie doszukał. Zarządca, który nie posiada szczegółowych inwentaryzacji budynku, dziwi się, skąd inspektorat ma takie dane. - Z wydziału architektury urzędu miasta, który posiada zdjęcia - ucina Rojowska.

Dom przy Bielszowickiej 114 pochodzi z 1928 roku. Urzędowały tu władze gminy, zanim pomieszczenia zostały przekształcone na mieszkalne. Matka pani Stanisławy mieszkała tu od 1958 roku i faktycznie pamięta, że na zachód wychodziły tylko okna kuchenne.

Tak czy inaczej obecni lokatorzy nie ponoszą odpowiedzialności za błędne decyzje urzędników. Pytanie, czy znajdzie się urzędnik, który z dociekliwością i nieustępliwością równą inspektor Rojowskiej stanie tym razem po stronie Bogu ducha winnych Ernstów?

Polecamy: Chcesz za 5 lat mieszkać w slumsach? Załóż wspólnotę



Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

  • Re: Walczyli ze stacją gazu. Teraz muszą zamurowa maryjan_pazdzioch 06.05.10, 19:06

    Gość portalu: sent napisał(a): tia pierd* jak potluczony - prawo srawo, w imie kur* czego ci ludzie maja cierpiec? w tym g* kraju wszyscy maja w d* prawo jesli sa silni i bogacidziwne, ze »