Najpierw polski, ale to matma nie daje maturzystom spać

Magdalena Warchala
2010-05-03 , aktualizacja: 03.05.2010 23:07
A A A Drukuj
Strach przed matematyką potęguje fakt, że listopadowy próbny egzamin z tego przedmiotu nie wypadł dobrze. Poległ co czwarty ze zdających Fot. Dawid Chalimoniuk / AG Strach przed matematyką potęguje fakt, że listopadowy próbny egzamin z tego przedmiotu nie wypadł dobrze. Poległ co czwarty ze zdających
Justyna wysłała rodziców w góry, żeby jej nie przeszkadzali w nauce, a Ewa zabrała podręczniki na działkę, bo dotleniony mózg lepiej przyswaja wiedzę. Wszystko z powodu matematyki - maturzystom długi weekend upłynął pod znakiem powtórek i stresu.
GALERIA ZDJĘĆ
Ponad dwadzieścia roczników nie musiało sobie zawracać matematyką głowy (jako przedmiot obowiązkowy egzaminów dojrzałości znikła w 1984 roku), ale minister edukacji Katarzyna Hall zdecydowała, że trzeba to zmienić. Bo bez obowiązkowej matury z matematyki licealiści nie przykładają się do nauki, a na studia inżynierskie trafiają osoby ze sporymi lukami w wiedzy. Na wielu tegorocznych licealistów wiadomość o zmianie systemu spadła jak piorun z nieba: - Matematyka to strasznie trudny przedmiot. Nie mam umysłu ścisłego, więc wkuwam twierdzenia, ale gorzej z rozwiązywaniem zadań - mówi Justyna Karpich z Katowic.

Opowiada, że tylko z samym rachunkiem prawdopodobieństwa zmagała się dwa tygodnie. - Codziennie e-mailem wysyłałam kuzynce matematyczce rozwiązane zadania, a ona poprawiała błędy i wyjaśniała, co zrobiłam źle. Miała świętą cierpliwość - śmieje się Justyna.

Choć matematyce poświęciła najwięcej czasu ze wszystkich przedmiotów maturalnych (dzisiaj, jak wszyscy, zdaje obowiązkowy język polski, a w kolejnych dniach język angielski i historię), wciąż jednak nie czuje się pewnie. Odmówiła nawet rodzicom wspólnego wyjazdu na majówkę do Ustronia. - Chcieli mnie oderwać od książek, bo twierdzą, że przed egzaminem trzeba dać głowie odpocząć, ale ja i tak podczas wyjazdu myślałabym tylko o funkcjach i ciągach. Poprosiłam, żeby jechali sami. Nawet mi to na rękę, bo nie chodzą po domu, nie dopytują, jak mi idzie, nie wołają na obiad - wyjawia Justyna.

Zupełnie inną strategię na ostatnie dni powtórek obrała sosnowiczanka Ewa Machnik, która miała już dość ślęczenia nad książkami w dusznym pokoju. - Ciągle było żal iść na spacer, bo mogłabym w tym czasie zrobić przecież jeszcze jedno zadanie z trygonometrii. W końcu poprosiłam tatę, żeby zawiózł mnie na naszą działkę na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Wprawdzie pogoda się popsuła, ale trochę posiedziałam na tarasie z podręcznikami i czuję, że na świeżym powietrzu mózg naprawdę lepiej pracuje - mówiła w niedzielę Ewa.

Dla maturzystów rok szkolny oficjalnie skończył się w piątek, ale większość z nich przestała przychodzić na zajęcia już tydzień wcześniej, gdy do dzienników zostały wpisane ostateczne oceny z poszczególnych przedmiotów. Mimo to nauczyciele matematyki byli jednymi z nielicznych, którzy nie mogli narzekać na frekwencję na lekcjach. Uczniowie Bożeny Koprowskiej, matematyczki z I LO im. Kopernika w Katowicach, łapali ją nawet podczas przerw, prosząc o wyjaśnienie kolejnego zadania. - Największe trudności sprawiają młodzieży zadania tekstowe, choćby takie o skaczącej piłce czy jadącym pociągu. Nie ma w nich podanych gotowych równań, trzeba samemu wpaść na to, jaki wzór zastosować - mówi Koprowska.

Wierzy, że jej uczniom się powiedzie, ale niektórzy nauczyciele przed egzaminem z matematyki drżą nie mniej niż ich uczniowie. Dyrektorka jednego z katowickich liceów profilowanych martwi się, że odbierze on wielu jej wychowankom szansę na świadectwo dojrzałości. - Co tu kryć: przyszła do nas nie najmocniejsza młodzież, która nie wybrała zawodówki tylko dlatego, że zależało jej na maturze. Ma ambicje, ale zostaje w tyle za młodzieżą z ogólniaków i techników także dlatego, że nasz program jest uboższy - mówi dyrektorka.

Strach przed matematyką potęguje fakt, że listopadowy próbny egzamin z tego przedmiotu nie wypadł dobrze. Poległ co czwarty ze zdających, choć niektórzy przyznawali, że popełniali błędy celowo, by zmusić Centralną Komisję Egzaminacyjną do ułożenia na maj łatwiejszych arkuszy. Do takiej formy protestu zachęcali rówieśników za pośrednictwem internetu licealiści z Łodzi.

Nowy egzamin spędza sen z oczu także prymusom, którzy wybrali trudniejszy poziom. Część podstawową i rozszerzoną będą pisać tego samego dnia, co w praktyce oznacza prawie sześć godzin intensywnego wysiłku umysłowego z zaledwie dwugodzinną przerwą. Chociaż uczniowie napisali do MEN petycję, prosząc o rozłożenie egzaminu na dwa dni, nic nie wskórali.

Polecamy: Maturzyści są dorośli i rodzicom wara od ich ocen



Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy