Znana okulistka została oskarżona o branie łapówek
2010-04-28
, aktualizacja: 28.04.2010 22:20
Za ustawianie przetargów na dostawę sprzętu medycznego dla kierowanego przez siebie szpitala prof. Ariadna G.-Ł. miała wziąć kilkaset tysięcy złotych - twierdzi katowicka prokuratura. Oskarżona wszystkiemu zaprzecza.
ZOBACZ TAKŻE
- Wycieczki na Antarktydę łapówką dla dyrektorów kopalni (02-07-10, 21:24)
- Klinika ojca kierownika, czyli jak zwalczać nepotyzm (28-04-10, 11:46)
- Ponowne narodziny sosnowieckiej okulistyki (25-04-10, 19:48)
- Dyrektorka szpitala zatrudniła dyrektora... szpitala (15-04-10, 15:58)
- Wybitny lekarz odchodzi, bo nie miał... specjalizacji (17-03-10, 11:46)
- Felga w oku ratuje wzrok. Sukces śląskich okulistów [FOTO] (18-03-10, 21:51)
Ariadna G.-Ł. to sława polskiej okulistyki. Przez lata kierowała Szpitalem Klinicznym nr 5 w Katowicach oraz znajdującą się w nim kliniką okulistyczną. Przeprowadziła w niej wiele pionierskich operacji. Na wizytę u niej pacjenci czekali nawet po kilka miesięcy.
W środę katowicka prokuratura oskarżyła ją o korupcję. - Mamy dowody, że pani profesor w latach 2003-2007 wzięła, co najmniej 13 łapówek o wartości ponad 356 tys. zł - mówi prokurator Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Pieniądze lekarce miało wręczać pięciu przedstawicieli dwóch firm medycznych. W zamian za tzw. klauzulę bezkarności złożyli zeznania obciążające profesorkę. W jej procesie będą tylko świadkami, bo prokuratura umorzyła wobec nich zarzuty.
Według śledczych Ariadna G.-Ł. początkowo brała łapówki zaraz po podpisaniu umów na dostawy sprzętu medycznego dla szpitala. Ich wysokość określała na 10 proc. wartości kontraktu. Pieniądze odbierała we własnym gabinecie.
Potem miała zmienić zasady - od łapówek uzależniała rozstrzygnięcie ogłaszanych w klinice przetargów, z przedstawicielami firm medycznych spotykała się w Wiedniu. - I tam też odbierała wypłacane w euro łapówki - twierdzi rzeczniczka prokuratury.
W zamian za łapówki do specyfikacji przetargów wpisywano takie warunki, że spełniał je tylko jeden określony dostawca.
Śledztwo w sprawie korupcji w klinice okulistycznej wszczęto w 2007 r. po artykule Jerzego Jureckiego w "Tygodniku Podhalańskim". Napisał on, że organizowane tam przetargi są ustawiane, a przedstawiciele firm medycznych płacą za to łapówki. Ten sam dziennikarz zawiadomił też policję, że G.-Ł. przebywa pijana w szpitalu.
Profesor nie została aresztowana, musiała jednak wpłacić 300 tys. zł kaucji. Na poczet kary prokuratura zajęła jej też dom, dwa mieszkania oraz dwa samochody. Jeśli zarzuty się potwierdzą, grozi jej do ośmiu lat więzienia.
Ariadna G.-Ł. od dwóch lat jest na emeryturze i - jak twierdzi - ze spokojem czeka na rozpoczęcie swojego procesu. - Jestem przekonana, że sąd oczyści mnie ze wszystkich zarzutów, bo nic nie zrobiłam - powiedziała nam wczoraj. Dodała, że prokuratura nie ma żadnych dowodów z wyjątkiem zeznań przedstawicieli firm medycznych. - A to słowo przeciwko słowu. Równie dobrze mogę powiedzieć, że dałam panu 10 tys. zł za pozytywny artykuł i będzie się pan musiał tłumaczyć - stwierdziła G.-Ł. Jej zdaniem gdyby brała łapówki, to musiałaby kwitować ich odbiór, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie rozdawałby setek tysięcy złotych bez kontroli. - A takich dokumentów nie ma - podkreśliła okulistka.
To jednak nie koniec jej problemów. Katowicka prokuratura prowadzi, bowiem odrębne śledztwo dotyczące nieprawidłowości przy przetargach organizowanych w Szpitalu Klinicznym nr 5. Dwa lata temu na zlecenie śledczych wkroczyli tam kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli, którzy sprawdzili 86 największych zamówień wartych 45 mln zł. Ustalili, że tylko kilka przetargów przeprowadzono zgodnie z prawem, a wszystkie inne miały być ustawione. Według kontrolerów firmy dostawały pieniądze za drogie leki czy aparaty, zanim podpisano z nimi umowy, a czasem nawet przed rozstrzygnięciem przetargu.
Zdaniem NIK firmy wygrywające przetargi odwdzięczały się klinice m.in. zlecaniem badań klinicznych. Choć wykonywano je w szpitalu i na jego sprzęcie, do szpitalnej kasy trafiło tylko 60 tys. zł. Ponad milion - czyli połowę wartości zlecenia - miała otrzymać prof. G.-Ł., a kilkaset tysięcy dwóch innych lekarzy. Według NIK zdarzało się też, że szpital kupował sprzęt, nie rozpisując przetargów ani nie pytając o zdanie rady społecznej.
- W tym wątku nikomu jeszcze nie przedstawiono zarzutów - mówi prok. Zawada-Dybek.
Profesor Ariadna G.-Ł. twierdzi jednak, że z przetargami miała niewiele wspólnego. - Ich rozstrzyganiem zajmowała się komisja, w której ja nie zasiadałam - powiedziała nam w środę.
W środę katowicka prokuratura oskarżyła ją o korupcję. - Mamy dowody, że pani profesor w latach 2003-2007 wzięła, co najmniej 13 łapówek o wartości ponad 356 tys. zł - mówi prokurator Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Pieniądze lekarce miało wręczać pięciu przedstawicieli dwóch firm medycznych. W zamian za tzw. klauzulę bezkarności złożyli zeznania obciążające profesorkę. W jej procesie będą tylko świadkami, bo prokuratura umorzyła wobec nich zarzuty.
Według śledczych Ariadna G.-Ł. początkowo brała łapówki zaraz po podpisaniu umów na dostawy sprzętu medycznego dla szpitala. Ich wysokość określała na 10 proc. wartości kontraktu. Pieniądze odbierała we własnym gabinecie.
Potem miała zmienić zasady - od łapówek uzależniała rozstrzygnięcie ogłaszanych w klinice przetargów, z przedstawicielami firm medycznych spotykała się w Wiedniu. - I tam też odbierała wypłacane w euro łapówki - twierdzi rzeczniczka prokuratury.
W zamian za łapówki do specyfikacji przetargów wpisywano takie warunki, że spełniał je tylko jeden określony dostawca.
Śledztwo w sprawie korupcji w klinice okulistycznej wszczęto w 2007 r. po artykule Jerzego Jureckiego w "Tygodniku Podhalańskim". Napisał on, że organizowane tam przetargi są ustawiane, a przedstawiciele firm medycznych płacą za to łapówki. Ten sam dziennikarz zawiadomił też policję, że G.-Ł. przebywa pijana w szpitalu.
Profesor nie została aresztowana, musiała jednak wpłacić 300 tys. zł kaucji. Na poczet kary prokuratura zajęła jej też dom, dwa mieszkania oraz dwa samochody. Jeśli zarzuty się potwierdzą, grozi jej do ośmiu lat więzienia.
Ariadna G.-Ł. od dwóch lat jest na emeryturze i - jak twierdzi - ze spokojem czeka na rozpoczęcie swojego procesu. - Jestem przekonana, że sąd oczyści mnie ze wszystkich zarzutów, bo nic nie zrobiłam - powiedziała nam wczoraj. Dodała, że prokuratura nie ma żadnych dowodów z wyjątkiem zeznań przedstawicieli firm medycznych. - A to słowo przeciwko słowu. Równie dobrze mogę powiedzieć, że dałam panu 10 tys. zł za pozytywny artykuł i będzie się pan musiał tłumaczyć - stwierdziła G.-Ł. Jej zdaniem gdyby brała łapówki, to musiałaby kwitować ich odbiór, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie rozdawałby setek tysięcy złotych bez kontroli. - A takich dokumentów nie ma - podkreśliła okulistka.
To jednak nie koniec jej problemów. Katowicka prokuratura prowadzi, bowiem odrębne śledztwo dotyczące nieprawidłowości przy przetargach organizowanych w Szpitalu Klinicznym nr 5. Dwa lata temu na zlecenie śledczych wkroczyli tam kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli, którzy sprawdzili 86 największych zamówień wartych 45 mln zł. Ustalili, że tylko kilka przetargów przeprowadzono zgodnie z prawem, a wszystkie inne miały być ustawione. Według kontrolerów firmy dostawały pieniądze za drogie leki czy aparaty, zanim podpisano z nimi umowy, a czasem nawet przed rozstrzygnięciem przetargu.
Zdaniem NIK firmy wygrywające przetargi odwdzięczały się klinice m.in. zlecaniem badań klinicznych. Choć wykonywano je w szpitalu i na jego sprzęcie, do szpitalnej kasy trafiło tylko 60 tys. zł. Ponad milion - czyli połowę wartości zlecenia - miała otrzymać prof. G.-Ł., a kilkaset tysięcy dwóch innych lekarzy. Według NIK zdarzało się też, że szpital kupował sprzęt, nie rozpisując przetargów ani nie pytając o zdanie rady społecznej.
- W tym wątku nikomu jeszcze nie przedstawiono zarzutów - mówi prok. Zawada-Dybek.
Profesor Ariadna G.-Ł. twierdzi jednak, że z przetargami miała niewiele wspólnego. - Ich rozstrzyganiem zajmowała się komisja, w której ja nie zasiadałam - powiedziała nam w środę.
Przeczytaj: Klinika ojca kierownika, czyli jak zwalczać nepotyzm
- 20 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Znana okulistka została oskarżona o branie łapówek
alpepe
29.04.10, 10:31
jestem przekonana, że brała. Co więcej, jestem przekonana, że 99 procentchirurgów z różnych dziedziń, tych z samej góry, brało. Oczywiście, takierzeczy ciężko dowieść, bo nawet jeśli ja »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


