Południe Katowic to wiocha. Rynny tylko dla wybranych
2010-04-26
, aktualizacja: 25.04.2010 22:30
Klasę restauracji poznaje się po tym, jak wygląda zaplecze. Jeśli jest brudno - lepiej do niej nie wchodzić. Gdyby według tej zasady oceniać miasta, Katowice też należałoby omijać z daleka. Chyba że ktoś jest koneserem śmierdzących potoczków, rowów melioracyjnych i polnych dróg - pisze Waldemar Szymczyk.
ZOBACZ TAKŻE
- Wyremontowali ulicę, ale teraz płynie po niej strumyk (19-04-10, 21:12)
- Centrum Katowic tonie w śmieciach i śmierdzi moczem (21-04-10, 11:43)
- Katowice przenoszą się na południe (12-01-11, 23:52)
- Remont się ciągnie, bo pod drogą są podziemne jeziora (28-04-10, 19:32)
- Sołtys nie może się zajmować sprawami sercowymi (26-04-10, 12:36)
- Ludzie wyjechali z Katowic, nikt nie wie dlaczego (28-07-10, 03:58)
SONDAŻ
Od kilku lat trwa dyskusja na temat centrum Katowic, wielkich inwestycji drogowych, wspaniałych budowli w pobliżu Spodka. Zupełnie na margines zszedł los południowych dzielnic: Piotrowic, Kostuchny, Podlesia, Zarzecza. Tymczasem dzięki boomowi budowlanemu z ostatnich lat mieszka tam już prawie 40 tys. ludzi. Tylko na granicy Piotrowic i Kostuchny powstaje pięć osiedli mieszkaniowych. Deweloperzy wykupili już co atrakcyjniejsze tereny pod zabudowę, majętni katowiczanie inwestują w luksusowe apartamenty bądź sami się budują. Wille za kilka milionów złotych nikogo w tej okolicy nie dziwią.
Władze miasta zdają się w ogóle tego wszystkiego nie zauważać. Zawiezienie dziecka do szkoły na ósmą rano to prawdziwy horror - w korkach stoi się kilkadziesiąt minut, bo nie powstały żadne nowe drogi. Nad domami unosi się smród palonych w piecach opon i szmat, bo starszych mieszkańców nie stać na ogrzewanie elektryczne, a gaz jest w niewielu miejscach. Na polnych drogach w tumanach kurzu latem i w błocie od jesieni do wiosny toną setki samochodów. I wszędzie zapierający dech w piersiach widok rowów melioracyjnych - jakbyśmy byli na Żuławach.
Dlaczego miasto nic z tym nie robi? Na wszystkie zarzuty można było usłyszeć powtarzane jak mantrę słowa prezydenta Piotra Uszoka: - Najpierw musimy zbudować kanalizację!
Mijały więc lata, a w Katowicach ciągle trwały dyskusje o jakimś mitycznym "masterplanie" realizowanym za miliony euro z Unii Europejskiej, który miał odmienić południe miasta. Wreszcie decyzja zapadła i zdumieni mieszkańcy dowiedzieli się, że ten szumnie zapowiadany projekt, to budowa w latach 2011-13 kanalizacji. Ale tylko sanitarnej dla ścieków! Na większości tego terenu miasto zrezygnowało bowiem z budowania kanalizacji deszczowej. Setki strumyczków nadal więc będą płynąć wzdłuż dróg, szpecąc widok, śmierdząc i zalewając ludziom działki. Południe Katowic pozostanie w średniowieczu, a rynny na domach będą cudownym wynalazkiem tylko dla wybranych. Za chwilę okaże się też, że nie będzie nowych dróg, przedszkoli, szkół, sklepów, autobusów do centrum miasta...
Wygląda na to, że magistrat chce na siłę utrzymać wiejski charakter tych dzielnic. Świadczy też o tym nakaz budowania domów ze skośnymi dachami, jak w bawarskich wioskach, czy organizowanie hucznych imprez dożynkowych, co ośmiesza bądź co bądź 300-tysięczne miasto. Pewnie za prowadzenie takiej właśnie polityki prezydent Uszok otrzymał przydomek "Sołtys". Ale to określenie jest chyba niesprawiedliwe dla sołtysów wielu wiosek od Lubelszczyzny po krańce Dolnego Śląska, gdzie od lat mają wodę, kanalizację, porządne drogi.
Kiedyś usłyszałem, jak prezydent Uszok na zarzuty dziennikarza, że na południu Katowic coraz gorzej się żyje, odpowiedział: - Nie mogę tam nic zrobić, bo mi zarzucicie prywatę [prezydent mieszka w Kostuchnie - przyp. red.].
Co więc ma zrobić kilkadziesiąt tysięcy rodzin, żeby wreszcie zacząć żyć jak w centrum wielkiej aglomeracji? Odpowiedź nasuwa się sama: zagłosować w najbliższych wyborach na kogoś, kto nie pochodzi z Kostuchny.
Władze miasta zdają się w ogóle tego wszystkiego nie zauważać. Zawiezienie dziecka do szkoły na ósmą rano to prawdziwy horror - w korkach stoi się kilkadziesiąt minut, bo nie powstały żadne nowe drogi. Nad domami unosi się smród palonych w piecach opon i szmat, bo starszych mieszkańców nie stać na ogrzewanie elektryczne, a gaz jest w niewielu miejscach. Na polnych drogach w tumanach kurzu latem i w błocie od jesieni do wiosny toną setki samochodów. I wszędzie zapierający dech w piersiach widok rowów melioracyjnych - jakbyśmy byli na Żuławach.
Dlaczego miasto nic z tym nie robi? Na wszystkie zarzuty można było usłyszeć powtarzane jak mantrę słowa prezydenta Piotra Uszoka: - Najpierw musimy zbudować kanalizację!
Mijały więc lata, a w Katowicach ciągle trwały dyskusje o jakimś mitycznym "masterplanie" realizowanym za miliony euro z Unii Europejskiej, który miał odmienić południe miasta. Wreszcie decyzja zapadła i zdumieni mieszkańcy dowiedzieli się, że ten szumnie zapowiadany projekt, to budowa w latach 2011-13 kanalizacji. Ale tylko sanitarnej dla ścieków! Na większości tego terenu miasto zrezygnowało bowiem z budowania kanalizacji deszczowej. Setki strumyczków nadal więc będą płynąć wzdłuż dróg, szpecąc widok, śmierdząc i zalewając ludziom działki. Południe Katowic pozostanie w średniowieczu, a rynny na domach będą cudownym wynalazkiem tylko dla wybranych. Za chwilę okaże się też, że nie będzie nowych dróg, przedszkoli, szkół, sklepów, autobusów do centrum miasta...
Wygląda na to, że magistrat chce na siłę utrzymać wiejski charakter tych dzielnic. Świadczy też o tym nakaz budowania domów ze skośnymi dachami, jak w bawarskich wioskach, czy organizowanie hucznych imprez dożynkowych, co ośmiesza bądź co bądź 300-tysięczne miasto. Pewnie za prowadzenie takiej właśnie polityki prezydent Uszok otrzymał przydomek "Sołtys". Ale to określenie jest chyba niesprawiedliwe dla sołtysów wielu wiosek od Lubelszczyzny po krańce Dolnego Śląska, gdzie od lat mają wodę, kanalizację, porządne drogi.
Kiedyś usłyszałem, jak prezydent Uszok na zarzuty dziennikarza, że na południu Katowic coraz gorzej się żyje, odpowiedział: - Nie mogę tam nic zrobić, bo mi zarzucicie prywatę [prezydent mieszka w Kostuchnie - przyp. red.].
Co więc ma zrobić kilkadziesiąt tysięcy rodzin, żeby wreszcie zacząć żyć jak w centrum wielkiej aglomeracji? Odpowiedź nasuwa się sama: zagłosować w najbliższych wyborach na kogoś, kto nie pochodzi z Kostuchny.
Przeczytaj: Katowicki dworzec autobusowy będzie, jak w Helsinkach
- 98 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
30 głosów
-
Południe Katowic to wiocha. Rynny tylko dla wyb...
ctom
26.04.10, 13:29
Panie redaktorze,pisze Pan "...wspaniałych budowli koło Spodka..." - niechże się Pan przejdzie w te okolice Spodka. W trakcie budowy osławionego tunelu i kopuły na Rondzie dokumentnie »
-
Południe Katowic to wiocha. Rynny tylko dla wyb...
fuerza
26.04.10, 17:45
Nowobogaccy by się nie pojawili gdyby miejscowi i "zakorzenieni" pól i łąk niesprzedawali ...»
-
Południe Katowic to wiocha. Rynny tylko dla wyb...
teyoo
30.04.10, 14:47
Rzeczywiście syf macie w tych waszych Katowicach. U nas w Dąbrowie jest dużo porządniej, a przynajmniej coś robi się w odpowiednim kierunku. Wywalcie wreszcie swojego nieudolnego sołtysa i »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


