W takich chwilach nie można być samemu przed telewizorem
2010-04-17
, aktualizacja: 18.04.2010 21:52
Setki osób przyszły w sobotę i niedzielę na plac Sejmu Śląskiego w Katowicach, by na ustawionych koło urzędu wojewódzkiego ekranach oglądać transmisję z uroczystości żałobnych. Na schodach monumentalnego gmachu ułożono krzyż z białych i czerwonych kwiatów, a atmosferę powagi podkreślały przepasane kirem flagi.
ZOBACZ TAKŻE
- Na lekcjach o Katyniu uczniowie nie czekają na dzwonek (18-04-10, 22:29)
- Dzieci nie stresują się tragedią, ale też czują żałobę (18-04-10, 22:27)
GALERIA ZDJĘĆ
- Lech Kaczyński z wizytami na Górnym Śląsku (13-04-10, 10:00)
- Pamiętam, jak prezydent Kaczyński przemawiał blisko tego miejsca, przy pomniku Piłsudskiego, z okazji 90. rocznicy odzyskania niepodległości, więc dziś właśnie tu postanowiłem go pożegnać - tłumaczył starszy mężczyzna z plakietką "Solidarności" w klapie marynarki, który przyszedł jako jeden z pierwszych.
Walentyna Derwińska z Warszawy bez wahania przyszła na plac, gdy tylko dowiedziała się o transmisji. - Nie chciałam siedzieć w hotelu i oglądać tego wszystkiego zwyczajnie w telewizorze. Musiałam być z innymi, wśród ludzi, to dziś dla mnie bardzo ważne - mówiła poruszona. Zaledwie dwa dni wcześniej zapalała znicze na Krakowskim Przedmieściu. Zapewniała, że chociaż w Katowicach nie ma tak dużych tłumów, atmosfera jest podobna - pełna skupienia i żałoby. Szczególnie duże wrażenie zrobiła na niej w piątek wieczorna uroczystość przed Teatrem Śląskim, a także znicze i kwiaty przed biurem senatorskim Krystyny Bochenek.
Robert Pietrzyk ze Świętochłowic przyjechał do Katowic, żeby pokazać swoją solidarność z ludźmi, którzy towarzyszyli prezydentowi w ostatniej drodze, a Ryszard Derdziński z Sosnowca, gdy go o to pytaliśmy, tylko wzruszył ramionami. - W takich chwilach człowiek nie może być sam. Nie ma sensu siedzieć na kanapie przed telewizorem - stwierdził, ściskając biało-czerwoną flagę.
Szwagier Katarzyny Klimczok w zeszłym roku zginął w katastrofie airbusa. - Dlatego wiem, co czują rodziny, które straciły swoich bliskich w Smoleńsku - zapewniła pani Katarzyna. W niedzielę z mężem i czteroletnią córką Agatą przyszli na plac zaraz po mszy w katowickiej archikatedrze. - Chcemy wspólnie przeżyć pogrzeb naszego prezydenta - stwierdzili. - Myślałem, że jestem twardy, ale zwyczajnie się popłakałem - wyznał tuż po zakończeniu transmisji Krzysztof Stępień ze Świętochłowic. Inni ludzie też opuszczali plac w skupieniu. - Jeszcze nie mogę uwierzyć, że to wszystko się wydarzyło. Nie głosowałem na Kaczyńskiego, ale nie tak wyobrażałem sobie koniec jego kadencji - westchnął Roman Widecki, który z kolegami przyjechał z Dąbrowy Górniczej.
Walentyna Derwińska z Warszawy bez wahania przyszła na plac, gdy tylko dowiedziała się o transmisji. - Nie chciałam siedzieć w hotelu i oglądać tego wszystkiego zwyczajnie w telewizorze. Musiałam być z innymi, wśród ludzi, to dziś dla mnie bardzo ważne - mówiła poruszona. Zaledwie dwa dni wcześniej zapalała znicze na Krakowskim Przedmieściu. Zapewniała, że chociaż w Katowicach nie ma tak dużych tłumów, atmosfera jest podobna - pełna skupienia i żałoby. Szczególnie duże wrażenie zrobiła na niej w piątek wieczorna uroczystość przed Teatrem Śląskim, a także znicze i kwiaty przed biurem senatorskim Krystyny Bochenek.
Robert Pietrzyk ze Świętochłowic przyjechał do Katowic, żeby pokazać swoją solidarność z ludźmi, którzy towarzyszyli prezydentowi w ostatniej drodze, a Ryszard Derdziński z Sosnowca, gdy go o to pytaliśmy, tylko wzruszył ramionami. - W takich chwilach człowiek nie może być sam. Nie ma sensu siedzieć na kanapie przed telewizorem - stwierdził, ściskając biało-czerwoną flagę.
Szwagier Katarzyny Klimczok w zeszłym roku zginął w katastrofie airbusa. - Dlatego wiem, co czują rodziny, które straciły swoich bliskich w Smoleńsku - zapewniła pani Katarzyna. W niedzielę z mężem i czteroletnią córką Agatą przyszli na plac zaraz po mszy w katowickiej archikatedrze. - Chcemy wspólnie przeżyć pogrzeb naszego prezydenta - stwierdzili. - Myślałem, że jestem twardy, ale zwyczajnie się popłakałem - wyznał tuż po zakończeniu transmisji Krzysztof Stępień ze Świętochłowic. Inni ludzie też opuszczali plac w skupieniu. - Jeszcze nie mogę uwierzyć, że to wszystko się wydarzyło. Nie głosowałem na Kaczyńskiego, ale nie tak wyobrażałem sobie koniec jego kadencji - westchnął Roman Widecki, który z kolegami przyjechał z Dąbrowy Górniczej.
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
21 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter




więcej zdjęć