W kopalni Wujek-Śląsk zawinili ludzie, nie natura
2010-03-30
, aktualizacja: 30.03.2010 19:56
Skala zaniedbań mnie przeraziła. Nie zdawałem sobie sprawy, że można posłać ludzi do pracy tam, gdzie w ogóle nie powinni przebywać - mówi Piotr Litwa, prezes Wyższego Urzędu Górniczego. Specjalna komisja ustaliła, co doprowadziło do tragedii w kopalni Wujek-Śląsk
ZOBACZ TAKŻE
- W sprawie kopalni Wujek ABW zrobiła, co należało (22-09-10, 22:33)
- Rok po katastrofie w Wujku. Winni nadal nieosądzeni (18-09-10, 00:33)
- Trzeba zaostrzyć kary (30-03-10, 20:14)
- Znów wypadek na kopalni. Czy musiało do niego dojść? (24-03-10, 19:55)
- Związkowcy martwią się, że górnictwo w Polsce upadnie (19-03-10, 21:14)
- Górnicy chcą, więc dostaną żaroodporną bieliznę (23-02-10, 22:54)
- Górników z KWK Wujek-Śląsk ma upamiętnić dzieło sztuki (31-08-10, 12:56)
- Zdarł koszulę i napisał: "Sześciu żywych i zdrowych" (13-04-10, 17:05)
Błędy, brak wyobraźni, zaniedbania i fatalny nadzór - to wszystko wykryli eksperci, którzy przez ostatnie pół roku badali przyczyny wypadku w kopalni Wujek-Śląsk, gdzie we wrześniu zeszłego roku zginęło 20 górników. Zaniedbaniami, które znalazły się w ujawnionym wczoraj raporcie, można by obdzielić przynajmniej kilka wypadków górniczych. - Nie zawiniła natura, tylko człowiek. Złamano zasady bezpieczeństwa i to się zemściło - nie pozostawił żadnych wątpliwości Piotr Litwa, prezes WUG w Katowicach.
Do wypadku doszło na porannej zmianie, gdy górnicy fedrowali węgiel na ścianie nr 5 na głębokości 1050 metrów. W tym samym czasie kilku elektromonterów naprawiało przewód zasilający jeden ze znajdujących się pod ziemią klimatyzatorów. Prawdopodobnie po raz kolejny łatali przetarty kabel, bo stan wszystkich urządzeń znalezionych na dole był fatalny. Gdy włączyli prąd, doszło do zwarcia. Zapalił się, a potem wybuchł metan oraz pył węglowy, który zgromadził się w chodniku. Płomień o temperaturze tysiąca stopni Celsjusza i potężna fala uderzeniowa w ułamku sekundy zabiły 12 górników. Ośmiu zmarło w szpitalach, a 34 zostało rannych, w tym większość ciężko.
Komisja ustaliła, że doszło do wypadku, bo osoby odpowiedzialne w kopalni za prowadzenie w tym rejonie wydobycia nie zadbały o właściwe przewietrzenie ściany nr 5. Do wyrobiska dostawało się zbyt mało powietrza, przez co metan zaczął gromadzić się w tzw. zrobach, czyli miejscach po wydobyciu węgla. Jakby tego było mało, przez cały czas otwierano albo uchylano drzwi śluz wentylacyjnych, co także przyczyniło się do zakłóceń w przepływie powietrza. - Nigdy byśmy się tu nie spotkali, gdyby prace na dole były prowadzone zgodnie z przepisami i zdrowym rozsądkiem - mówił na wczorajszej konferencji prezes Litwa.
Komisja wykazała, że w feralnym chodniku w tym dniu pracowało 22 górników, podczas gdy ze względu na strefę szczególnego zagrożenia tąpaniami nie powinno być tam nikogo! Do takiej samej sytuacji doszło też w chodniku badawczym 3a, gdzie pracowało pięć osób, podczas gdy powinny maksymalnie trzy.
W kopalni nie prowadzono ewidencji osób wchodzących w miejsca szczególnie zagrożone. Nie było ani specjalnych posterunków, ani obserwatorów, którzy powinni notować, kto wchodzi i wychodzi ze stref zagrożenia.
Eksperci ustalili, że przynajmniej jeden metanomierz od godz. 8.50 do chwili wybuchu, który nastąpił o 10.10, notował przekroczenia metanu. Nie podjęto jednak żadnych kroków, by wyjaśnić te anomalie. We wrześniu zeszłego roku nie neutralizowano też pyłu węglowego wodą, co powinno być normalną czynnością profilaktyczną. Efekt był taki, że zawartość części niepalnych w chodniku spadła poniżej 80 proc. I to również przyczyniło się do tragedii.
W ciągu najbliższych czterech-sześciu tygodni Okręgowy Urząd Górniczy w Katowicach zastosuje sankcje wobec osób odpowiedzialnych za zaniedbania. Prawdopodobnie dotkną one ponad 20 osób pracujących w kopalni, w tym dozór i kierownictwo zakładu. Grozi im skierowanie wniosku do sądu, mandat oraz maksymalnie dwuletni zakaz pełnienia funkcji w kopalni.
Stanisław Gajos, prezes Katowickiego Holdingu Węglowego, do którego należy kopalnia Wujek-Śląsk, już wczoraj zapowiedział, że holding nie będzie kwestionował ustaleń komisji i wobec winnych zaniedbań wyciągnięte zostaną konsekwencje służbowe. Zaznaczył jednak, że w tym przypadku może opierać się jedynie na kodeksie pracy. - Nie możemy zastąpić ani prokuratury, ani urzędu górniczego - zaznaczył.
Władze holdingu mogą mieć także problemy po kontroli Państwowej Inspekcji Pracy, która przesłuchała 176 górników z kopalni Wujek-Śląsk. Okazało się, że rekordzista pracował na dole przez kolejne 52 dni bez należytego odpoczynku. Fatalnie wyglądały też szkolenia bhp. Nie prowadzono ich nie tylko dla nowo przyjętych górników, ale nawet dla pracowników dozoru. Jeden z nich po awansie na sztygara już ani razu nie uczestniczył w szkoleniu na temat bezpieczeństwa pracy.
Niezależne śledztwo w sprawie katastrofy prowadzi Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Nikomu nie przedstawiono jeszcze zarzutów, ale jak przyznała PAP rzeczniczka prokuratury Marta Zawada-Dybek, dotychczasowe ustalenia śledztwa pozwalają mówić o "znacznym prawdopodobieństwie" prowadzenia prac w rejonie katastrofy z naruszeniem zasad bezpieczeństwa i higieny pracy.
Do wypadku doszło na porannej zmianie, gdy górnicy fedrowali węgiel na ścianie nr 5 na głębokości 1050 metrów. W tym samym czasie kilku elektromonterów naprawiało przewód zasilający jeden ze znajdujących się pod ziemią klimatyzatorów. Prawdopodobnie po raz kolejny łatali przetarty kabel, bo stan wszystkich urządzeń znalezionych na dole był fatalny. Gdy włączyli prąd, doszło do zwarcia. Zapalił się, a potem wybuchł metan oraz pył węglowy, który zgromadził się w chodniku. Płomień o temperaturze tysiąca stopni Celsjusza i potężna fala uderzeniowa w ułamku sekundy zabiły 12 górników. Ośmiu zmarło w szpitalach, a 34 zostało rannych, w tym większość ciężko.
Komisja ustaliła, że doszło do wypadku, bo osoby odpowiedzialne w kopalni za prowadzenie w tym rejonie wydobycia nie zadbały o właściwe przewietrzenie ściany nr 5. Do wyrobiska dostawało się zbyt mało powietrza, przez co metan zaczął gromadzić się w tzw. zrobach, czyli miejscach po wydobyciu węgla. Jakby tego było mało, przez cały czas otwierano albo uchylano drzwi śluz wentylacyjnych, co także przyczyniło się do zakłóceń w przepływie powietrza. - Nigdy byśmy się tu nie spotkali, gdyby prace na dole były prowadzone zgodnie z przepisami i zdrowym rozsądkiem - mówił na wczorajszej konferencji prezes Litwa.
Komisja wykazała, że w feralnym chodniku w tym dniu pracowało 22 górników, podczas gdy ze względu na strefę szczególnego zagrożenia tąpaniami nie powinno być tam nikogo! Do takiej samej sytuacji doszło też w chodniku badawczym 3a, gdzie pracowało pięć osób, podczas gdy powinny maksymalnie trzy.
W kopalni nie prowadzono ewidencji osób wchodzących w miejsca szczególnie zagrożone. Nie było ani specjalnych posterunków, ani obserwatorów, którzy powinni notować, kto wchodzi i wychodzi ze stref zagrożenia.
Eksperci ustalili, że przynajmniej jeden metanomierz od godz. 8.50 do chwili wybuchu, który nastąpił o 10.10, notował przekroczenia metanu. Nie podjęto jednak żadnych kroków, by wyjaśnić te anomalie. We wrześniu zeszłego roku nie neutralizowano też pyłu węglowego wodą, co powinno być normalną czynnością profilaktyczną. Efekt był taki, że zawartość części niepalnych w chodniku spadła poniżej 80 proc. I to również przyczyniło się do tragedii.
W ciągu najbliższych czterech-sześciu tygodni Okręgowy Urząd Górniczy w Katowicach zastosuje sankcje wobec osób odpowiedzialnych za zaniedbania. Prawdopodobnie dotkną one ponad 20 osób pracujących w kopalni, w tym dozór i kierownictwo zakładu. Grozi im skierowanie wniosku do sądu, mandat oraz maksymalnie dwuletni zakaz pełnienia funkcji w kopalni.
Stanisław Gajos, prezes Katowickiego Holdingu Węglowego, do którego należy kopalnia Wujek-Śląsk, już wczoraj zapowiedział, że holding nie będzie kwestionował ustaleń komisji i wobec winnych zaniedbań wyciągnięte zostaną konsekwencje służbowe. Zaznaczył jednak, że w tym przypadku może opierać się jedynie na kodeksie pracy. - Nie możemy zastąpić ani prokuratury, ani urzędu górniczego - zaznaczył.
Władze holdingu mogą mieć także problemy po kontroli Państwowej Inspekcji Pracy, która przesłuchała 176 górników z kopalni Wujek-Śląsk. Okazało się, że rekordzista pracował na dole przez kolejne 52 dni bez należytego odpoczynku. Fatalnie wyglądały też szkolenia bhp. Nie prowadzono ich nie tylko dla nowo przyjętych górników, ale nawet dla pracowników dozoru. Jeden z nich po awansie na sztygara już ani razu nie uczestniczył w szkoleniu na temat bezpieczeństwa pracy.
Niezależne śledztwo w sprawie katastrofy prowadzi Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Nikomu nie przedstawiono jeszcze zarzutów, ale jak przyznała PAP rzeczniczka prokuratury Marta Zawada-Dybek, dotychczasowe ustalenia śledztwa pozwalają mówić o "znacznym prawdopodobieństwie" prowadzenia prac w rejonie katastrofy z naruszeniem zasad bezpieczeństwa i higieny pracy.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
W kopalni Wujek-Śląsk zawinili ludzie, nie natura
lord_destroyer
31.03.10, 21:24
Oczywiście że zawinili ludzie - zawsze łatwiej zrzucić winę na martwych - oniwybronić się nie mogą, a rodzinom odszkodowań płacić nie trzeba... samekorzyści...»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


