Dawał łapówki, potem zeznawał. Teraz boi się o życie
2010-03-29
, aktualizacja: 29.03.2010 15:08
Biznesmen, którego zeznania zapoczątkowały śledztwo w sprawie korupcji w górnictwie, boi się teraz o życie. Po wyjściu wszystkich podejrzanych na wolność poprosił o objęcie go ochroną - dowiedziała się "Gazeta".
ZOBACZ TAKŻE
- Sąd zmierzy się z korupcją w prokuraturze i CBŚ (30-07-10, 23:50)
- Wycieczki na Antarktydę łapówką dla dyrektorów kopalni (02-07-10, 21:24)
- Mafia zakłada klubowe szaliki i działa ponad podziałami (15-03-10, 12:49)
- Mafia na Śląsku istniała, ale źle ją osądzono (18-02-10, 21:55)
- Prokuratura upiera się, że mafia węglowa istniała (15-02-10, 20:37)
- W fabryce gwoździ mafia wyprodukowała 86 mln marlboro (25-01-10, 23:00)
Chodzi o Andrzeja B., założyciela i współwłaściciela katowickiej firmy Emes Mining Service, która specjalizowała się w podziemnych robotach na większości śląskich kopalń i produkcji środków chemicznych na ich potrzeby. Dostarczała kleje i pianki do wzmacniania stropów w chodnikach oraz neutralizowania zagrożenia wybuchowego.
Kilkanaście miesięcy temu Andrzej B. po konflikcie ze wspólnikiem poszedł do ABW i zaczął zeznawać, że ich firma zdobywała kontrakty w kopalniach, korumpując dyrektorów. Przyznał, że sam wręczał pieniądze lub robił to jego wspólnik Antoni G. W ciągu kilkunastu lat kwoty łapówek miały przekroczyć 3 mln zł. Dzięki temu Emes Mining Service zdobywała zlecenia warte dziesiątki milionów lub przyśpieszała płatności faktur za zrealizowane roboty. Niektóre łapówki miały być wypłacane tylko za to, żeby utrzymać przyjacielskie kontakty z kierownictwem danej kopalni.
Na podstawie zeznań Andrzeja B. od grudnia ABW zatrzymała dyrektorów kopalń Staszic, Wieczorek, Szczygłowice, Borynia oraz pracowników biura zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Za kraty trafił też Antoni G., drugi współwłaściciel Emes Mining Corporation. W jego mieszkaniu oficerowie ABW znaleźli notes, w którym były wpisane nazwiska dyrektorów większości śląskich kopalń z lat 2004-2008 oraz kwoty wręczanych im łapówek.
Pod koniec lutego wszyscy podejrzani wyszli na wolność. Sąd wypuścił ich, wyznaczając wysokie kaucje. Według naszych informacji Andrzej B. zaczął się wtedy bać o życie i przestał się pojawiać w firmie. Nieoficjalnie wiadomo, że zwrócił się o objęcie go ochroną. Służby specjalne nie chcą komentować tych informacji. - Pan B. musiał pilnie wyjechać w dłuższą podróż i trudno powiedzieć, kiedy wróci - powiedziano nam w Emes Mining Corporation.
Podejrzani dyrektorzy kopalń, którzy wyszli na wolność, nie mogą wrócić do pracy, bo ABW wszczęła wobec nich postępowanie kontrolne dotyczące dostępu do dokumentów niejawnych. Przed objęciem stanowisk dostali certyfikaty, które umożliwiały wgląd w poufne dane dotyczące umów zawieranych przez Katowicki Holding Węglowy (jest właścicielem kopalń). Teraz ABW sprawdza, czy prokuratorskie zarzuty w sprawie korupcji nie narażają ich np. na szantaż. Gdyby się to potwierdziło, certyfikat zostanie im odebrany. Do czasu zakończenia kontroli służb specjalnych prezes KHW odebrał więc podejrzanym dyrektorom zgodę na wgląd w poufne dokumenty.
- W tej sytuacji poszli na zwolnienia lekarskie - mówi Ryszard Fedorowski, rzecznik prasowy KHW.
Kilkanaście miesięcy temu Andrzej B. po konflikcie ze wspólnikiem poszedł do ABW i zaczął zeznawać, że ich firma zdobywała kontrakty w kopalniach, korumpując dyrektorów. Przyznał, że sam wręczał pieniądze lub robił to jego wspólnik Antoni G. W ciągu kilkunastu lat kwoty łapówek miały przekroczyć 3 mln zł. Dzięki temu Emes Mining Service zdobywała zlecenia warte dziesiątki milionów lub przyśpieszała płatności faktur za zrealizowane roboty. Niektóre łapówki miały być wypłacane tylko za to, żeby utrzymać przyjacielskie kontakty z kierownictwem danej kopalni.
Na podstawie zeznań Andrzeja B. od grudnia ABW zatrzymała dyrektorów kopalń Staszic, Wieczorek, Szczygłowice, Borynia oraz pracowników biura zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Za kraty trafił też Antoni G., drugi współwłaściciel Emes Mining Corporation. W jego mieszkaniu oficerowie ABW znaleźli notes, w którym były wpisane nazwiska dyrektorów większości śląskich kopalń z lat 2004-2008 oraz kwoty wręczanych im łapówek.
Pod koniec lutego wszyscy podejrzani wyszli na wolność. Sąd wypuścił ich, wyznaczając wysokie kaucje. Według naszych informacji Andrzej B. zaczął się wtedy bać o życie i przestał się pojawiać w firmie. Nieoficjalnie wiadomo, że zwrócił się o objęcie go ochroną. Służby specjalne nie chcą komentować tych informacji. - Pan B. musiał pilnie wyjechać w dłuższą podróż i trudno powiedzieć, kiedy wróci - powiedziano nam w Emes Mining Corporation.
Podejrzani dyrektorzy kopalń, którzy wyszli na wolność, nie mogą wrócić do pracy, bo ABW wszczęła wobec nich postępowanie kontrolne dotyczące dostępu do dokumentów niejawnych. Przed objęciem stanowisk dostali certyfikaty, które umożliwiały wgląd w poufne dane dotyczące umów zawieranych przez Katowicki Holding Węglowy (jest właścicielem kopalń). Teraz ABW sprawdza, czy prokuratorskie zarzuty w sprawie korupcji nie narażają ich np. na szantaż. Gdyby się to potwierdziło, certyfikat zostanie im odebrany. Do czasu zakończenia kontroli służb specjalnych prezes KHW odebrał więc podejrzanym dyrektorom zgodę na wgląd w poufne dokumenty.
- W tej sytuacji poszli na zwolnienia lekarskie - mówi Ryszard Fedorowski, rzecznik prasowy KHW.
Przeczytaj: Nokaut dla prokuratury. Nie było mafii węglowej
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Dawał łapówki, potem zeznawał. Teraz boi się o ...
r1111111
29.03.10, 22:16
"Biznesmen, którego zeznania zapoczątkowały śledztwo w sprawie korupcji wgórnictwie, boi się teraz o życie." No cóż, ma czego się bać. Wyjdzie na to, że wszyscy którzy byli »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

