Jajecznica tylko dla bogatych? To niewykluczone

Ewa Furtak
2010-03-25 , aktualizacja: 25.03.2010 20:29
A A A Drukuj
Tradycyjna ferma klatkowa w Mazańcowicach Fot. Paweł Sowa/Agencja Gazeta Tradycyjna ferma klatkowa w Mazańcowicach
Czy w przyszłym roku zniknie połowa polskich ferm kur niosek? Rolnicy twierdzą, że to bardzo prawdopodobny scenariusz. - Temu można było zapobiec, ale dziesięć lat temu - denerwują się hodowcy
Kura nioska często siedzi zamknięta w małej klatce przez całe życie. Nie widzi słońca, nie może grzebać w piasku. Gdy przestaje nieść jajka, kończy życie i trafia do ubojni drobiu.

Los kur ma się poprawić od 2012 roku. Wtedy w całej Unii Europejskiej ma obowiązywać zakaz hodowania kur w tradycyjnych, tzw. bateryjnych klatkach. Muszą one zostać wymienione na większe. Termin się zbliża, a Polska nie jest na to gotowa.

8 lutego polski rząd wystąpił o przedłużenie terminu wymiany klatek o pięć lat. Nasz wniosek nie znalazł jak dotąd poparcia wśród innych członków Unii. Trudno się zresztą dziwić, bo niektóre kraje, jak np. Austria czy Niemcy, już przystosowały się do unijnych wymogów. John Dalli, komisarz ds. zdrowia, mówił, że przedłużenie terminu byłoby krokiem wstecz w zakresie dobrostanu zwierząt.

Tylko w okolicach Bielska-Białej jest aż kilkadziesiąt dużych ferm drobiu i wiele mniejszych gospodarstw. W podbielskich Mazańcowicach działa firma Drobek 2000 z trzema kurnikami, w których kury trzymane są w tradycyjnym systemie klatkowym. Jajka są sortowane i pakowane na miejscu, potem trafiają do sklepów. Henryk Dziendziel, jeden z właścicieli spółki, wylicza, że przy zaledwie trzech kurnikach na wymianę klatek trzeba wydać 2 mln zł. Jak mówi, to gigantyczna kwota, a produkcja jajek nie jest zbyt dochodowym przedsięwzięciem. Firma dopiero w zeszłym roku przyniosła zysk. - Nie stać nas na wymianę klatek, żaden bank nie da nam na to kredytu - mówi Dziendziel. - Pytaliśmy o dopłaty na ten cel, ale takich nie ma - dodaje.

W podobnej sytuacji jest wielu innych rolników, którzy zapowiadają, że po prostu zamkną swoje fermy. Dziendziel przewiduje, że do połowy przyszłego roku z rynku zniknie nawet połowa polskich ferm. - Nie wierzę, że cokolwiek się jeszcze zmieni w tej sprawie i termin wymiany klatek zostanie przedłużony. To jest już w zasadzie przesądzone. Urzędnicy powinni myśleć o tym dziesięć lat temu - mówi. I dodaje, że wskutek zamykania ferm wzrośnie cena jajek.

Jacek Bożek, szef Stowarzyszenia Ekologiczno-Kulturalnego "Klub Gaja" działającego w Eurogroup for Animals, organizacji, która od dawna sprzeciwia się okrutnym warunkom hodowli niosek, przypomina, że rolnicy mieli sporo czasu, by przestawić się na ekologiczną hodowlę. A na jajka z nich popyt jest ogromny. W Wielkiej Brytanii już ponad 40 proc. jaj na rynku pochodzi od kur wolnego chowu, bo tego chcą klienci. - Tym bardziej można mieć żal, że w Polsce nikt z decydentów przez tyle lat nie pomógł rolnikom i nie zachęcił ich do zmiany sposobu hodowli - mówi Bożek.

Przeczytaj: Psy z obciętymi ogonami mają zakaz wstępu na wystawy



Podziel się

  • 204 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    57 głosów