Chora na stwardnienie rozsiane skazana za hałasowanie
2010-03-23
, aktualizacja: 23.03.2010 20:44
- Uważam wyrok za krzywdzący, bo podczas ataku choroby nie panuję nad swoim ciałem - mówi Danuta Świtała
Cierpiąca na stwardnienie rozsiane Danuta Świtala, która podczas ataku choroby zakłóciła ciszę nocną, została bez przesłuchania skazana na 100 zł grzywny. - Zajmiemy się jej sprawą - zapowiada Helsińska Fundacja Praw Człowieka
ZOBACZ TAKŻE
- Chorzy na stwardnienie są wypychani na renty (12-09-11, 11:22)
- Sąd: Nie widzi? To niech zrobi notatki (05-03-11, 11:41)
- Nie znasz rodziców oskarżonego? To nie będzie procesu (13-02-11, 23:18)
- Kara dla chorej na SM za zakłócanie ciszy nocnej (21-12-10, 12:08)
- Dość kolejek. Chorzy na SM otworzyli własną przychodnię (24-10-10, 11:01)
- Sędzia radzi niepełnosprawnej: "Wyślij syna do roboty" (29-03-10, 12:00)
- Po co niewidomej światło w przedpokoju? "To chamstwo" (18-03-10, 12:26)
- Córka dawcy przekonuje rówieśników do transplantacji (26-01-10, 21:55)
- Gość na wózku inwalidzkim nie pasuje do klubu Lemoniada (22-06-10, 16:25)
Wyrok zapadł w tzw. trybie nakazowym, wyłącznie na podstawie policyjnych raportów. Danuta Świtała nie została wezwana na posiedzenie sądu. Oprócz grzywny musi zapłacić koszty postępowania, czyli 80 zł.
- Nie stać mnie na to. W dodatku uważam wyrok za krzywdzący, bo podczas ataku choroby nie panuję nad swoim ciałem - mówi Danuta Świtała. Kilka dni temu złożyła sprzeciw od decyzji sądu, więc w maju jej sprawa ponownie trafi na wokandę. Dopiero wtedy sąd przesłucha oskarżoną kobietę oraz wszystkich świadków. - Ta sprawa wymaga interwencji i nasz przedstawiciel na pewno pojawi się na sali rozpraw - zapowiada doktor Adam Bodnar, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Danuta Świtała 30 grudnia miała tzw. rzut choroby. To trwający kilka dni atak, podczas którego kobieta miała drgawki, problemy z widzeniem oraz zaburzenia równowagi. Większość czasu spędziła w łóżku, a wstając, poruszała się przy pomocy lasek. Zdarzyło się jej przewrócić krzesło, regał lub wpaść na szafę. - Nie robiłam tego specjalnie, to było bezwiedne - zapewnia kobieta.
4 stycznia po godzinie 22 do jej drzwi zapukał mężczyzna i powiedział, że impreza, która się u niej odbywa, przeszkadza mu w wypoczynku. Zagroził, że jak nie przerwie irlandzkich tańców, to wezwie policję. Danuta Świtała nie zdążyła mu wytłumaczyć, że to nie tańce, tylko stukot lasek. Kilkanaście minut później pojawił się u niej patrol policji.
- Z relacji funkcjonariuszy wynika, że właścicielka mieszkania zachowywała się wobec nich agresywnie - mówi sędzia Krzysztof Hejosz, prezes Sądu Rejonowego Katowice Zachód.
Danuta Świtała przyznaje, że nie była przyjaźnie nastawiona do stróżów prawa. - Powiedziałam im, że cierpię na sclerosis multiplex [łacińska nazwa choroby - przyp.red.], a oni zaczęli dopytywać, czy coś piłam, i szukać śladów imprezy - mówi kobieta. Po wyjściu funkcjonariuszy w złości kilka razy uderzyła laską w podłogę. Po interwencji policjanci skierowali do sądu wniosek o ukaranie Danuty Świtały za "zakłócanie porządku publicznego i ciszy nocnej krzykiem i hałasem".
- Nie jesteśmy od tego, żeby ocenić, czy czyjś stan zdrowia ma wpływ na jego zachowanie. Podaliśmy tę kwestię pod ocenę sądu, który pewno powoła w sprawie biegłych - mówi komisarz Jacek Pytel, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej w Katowicach. Kiedy w lutym "Gazeta" ujawniła, że Świtała tuż po ataku choroby została przez komendę oskarżona, w jej mieszkaniu pojawiło się dwóch wysokich rangą oficerów i przez dwie godziny przekonywali ją, że nie mogli zrobić inaczej.
Zdaniem Adama Bodnara policja podeszła jednak do sprawy bezrefleksyjnie. - Gdyby komuś chciało się dowiedzieć, na co choruje ta kobieta, nie trzeba by uruchamiać kosztownej machiny sądowej - mówi doktor Bodnar.
Leszek Krupanek, katowicki prawnik reprezentujący Danutę Świtałę, zapowiada, że po oczyszczeniu jej z zarzutów złoży pozew przeciwko policji. - W zależności od woli klientki będę się domagał przeprosin, a może nawet odszkodowania - zapowiada Krupanek.
Kom. Pytel: - Nie komentujemy tego. Każdy ma prawo dochodzić swoich praw sądzie. Na razie czekamy, jak zakończy się sprawa zakłócenia ciszy nocnej.
- Nie stać mnie na to. W dodatku uważam wyrok za krzywdzący, bo podczas ataku choroby nie panuję nad swoim ciałem - mówi Danuta Świtała. Kilka dni temu złożyła sprzeciw od decyzji sądu, więc w maju jej sprawa ponownie trafi na wokandę. Dopiero wtedy sąd przesłucha oskarżoną kobietę oraz wszystkich świadków. - Ta sprawa wymaga interwencji i nasz przedstawiciel na pewno pojawi się na sali rozpraw - zapowiada doktor Adam Bodnar, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Danuta Świtała 30 grudnia miała tzw. rzut choroby. To trwający kilka dni atak, podczas którego kobieta miała drgawki, problemy z widzeniem oraz zaburzenia równowagi. Większość czasu spędziła w łóżku, a wstając, poruszała się przy pomocy lasek. Zdarzyło się jej przewrócić krzesło, regał lub wpaść na szafę. - Nie robiłam tego specjalnie, to było bezwiedne - zapewnia kobieta.
4 stycznia po godzinie 22 do jej drzwi zapukał mężczyzna i powiedział, że impreza, która się u niej odbywa, przeszkadza mu w wypoczynku. Zagroził, że jak nie przerwie irlandzkich tańców, to wezwie policję. Danuta Świtała nie zdążyła mu wytłumaczyć, że to nie tańce, tylko stukot lasek. Kilkanaście minut później pojawił się u niej patrol policji.
- Z relacji funkcjonariuszy wynika, że właścicielka mieszkania zachowywała się wobec nich agresywnie - mówi sędzia Krzysztof Hejosz, prezes Sądu Rejonowego Katowice Zachód.
Danuta Świtała przyznaje, że nie była przyjaźnie nastawiona do stróżów prawa. - Powiedziałam im, że cierpię na sclerosis multiplex [łacińska nazwa choroby - przyp.red.], a oni zaczęli dopytywać, czy coś piłam, i szukać śladów imprezy - mówi kobieta. Po wyjściu funkcjonariuszy w złości kilka razy uderzyła laską w podłogę. Po interwencji policjanci skierowali do sądu wniosek o ukaranie Danuty Świtały za "zakłócanie porządku publicznego i ciszy nocnej krzykiem i hałasem".
- Nie jesteśmy od tego, żeby ocenić, czy czyjś stan zdrowia ma wpływ na jego zachowanie. Podaliśmy tę kwestię pod ocenę sądu, który pewno powoła w sprawie biegłych - mówi komisarz Jacek Pytel, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej w Katowicach. Kiedy w lutym "Gazeta" ujawniła, że Świtała tuż po ataku choroby została przez komendę oskarżona, w jej mieszkaniu pojawiło się dwóch wysokich rangą oficerów i przez dwie godziny przekonywali ją, że nie mogli zrobić inaczej.
Zdaniem Adama Bodnara policja podeszła jednak do sprawy bezrefleksyjnie. - Gdyby komuś chciało się dowiedzieć, na co choruje ta kobieta, nie trzeba by uruchamiać kosztownej machiny sądowej - mówi doktor Bodnar.
Leszek Krupanek, katowicki prawnik reprezentujący Danutę Świtałę, zapowiada, że po oczyszczeniu jej z zarzutów złoży pozew przeciwko policji. - W zależności od woli klientki będę się domagał przeprosin, a może nawet odszkodowania - zapowiada Krupanek.
Kom. Pytel: - Nie komentujemy tego. Każdy ma prawo dochodzić swoich praw sądzie. Na razie czekamy, jak zakończy się sprawa zakłócenia ciszy nocnej.
Przeczytaj: Długa droga Teosia do zdrowia. Możecie mu pomóc
- 173 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
58 głosów
-
Chora na stwardnienie rozsiane skazana za hałas...
bodek697
24.03.10, 08:55
20 lat po transformacji a zachowanie policjantów jak ich starszych bracimilicjantów,no cóż do myślenia potrzebny jest mózg,a do pałowania mięśnia.Nieten organ ćwiczą.Powodzenia w treningach.»
-
Co za banda bezdusznych palantów...
wojszal
24.03.10, 11:53
...ciekawe, co by zrobili, gdyby nie daj Boże, zachorował ktoś im bliski... To nie stróże prawa, lecz stróże głupoty i znieczulicy.»
-
choroba nie oznacza bezkarności
pakulec
24.03.10, 17:27
To smutne że ta pani jest chora, ale co by się stało gdyby poinformowała o swojej chorobie lokatora któremu przeszkadzała, a i policjantom mogła podać polską nazwę choroby a nie łacińską i »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

