Po co niewidomej światło w przedpokoju? "To chamstwo"

Anna Malinowska
2010-03-18 , aktualizacja: 18.03.2010 18:03
A A A Drukuj
Teresa Jarasz w mieszkaniu przy ul. Kłyki w Zabrzu, Fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta Teresa Jarasz w mieszkaniu przy ul. Kłyki w Zabrzu,
Siedem lat temu w mieszkaniu niewidomej Teresy Jarasz w Zabrzu spaliła się instalacja elektryczna. Od tej pory zaczęły się remonty, które doprowadzały lokal do coraz większej ruiny. - To zwykłe chamstwo. To, że ktoś nie widzi, nie oznacza, że się nie zorientuje - mówi Krystyna Wysocka, prezeska zabrzańskiego oddziału Polskiego Związku Niewidomych.
Teresa Jarasz straciła wzrok 16 lat temu. Mieszka w bloku przy ul. Kłyki, który podlega miastu. Administruje nim Jednostka Obsługi Finansowej Gospodarki Nieruchomościami. Kiedy w 2003 roku w mieszkaniu doszło do awarii prądu, robotnicy tak naprawili kable, że wystawały ze ściany. - Prąd co prawda był, ale kiedy włączyłam pralkę albo kuchenkę, dochodziło do zwarcia. Nie działało też oświetlenie w przedpokoju. Po trzech latach doprosiłam się, by przeprowadzono kolejną naprawę - wspomina pani Teresa.

Ekipa remontowa miała wymienić całą instalację elektryczną. By dostać się do przewodów, robotnicy kuli tynk w ścianach. Kiedy ściany tynkowano z powrotem, robotnicy zatkali resztkami cementu kratkę ściekową pod wanną. Od tamtej pory pani Teresa nie mogła używać wanny. Nie naprawiono też oświetlenia w przedpokoju. Wymieniono za to podłogi w taki sposób, że gumolit kończył się dwa centymetry przed ścianami. Robotnicy kuli także w ścianie kominowej. Z czasem zaczęła pękać i lokatorka czuła dym.

- Mieszkam sama. Mimo utraty wzroku zawsze staram się sobie radzić. Opanowałam alfabet Braille'a, zrobiłam kurs animatora kultury, pracuję jako wolontariusz. Robię dużo różnych rzeczy, nie siedzę w domu i staram się funkcjonować jak każdy zdrowy człowiek. W życiu by mi nie przyszło do głowy, że ktoś wykorzysta moją niepełnosprawność i potraktuje mnie w taki sposób - wzdycha pani Teresa, laureatka wyróżnienia Wolontariusz Roku 2005.

Prośby w administracji o naprawę niedoróbek nie przynosiły skutku. Dopiero w zeszłym roku w jej mieszkaniu pojawiła się komisja i spisała protokół, co ma zostać poprawione. Kiedy pani Teresa zapytała o światło w przedpokoju, ktoś z administracji wypalił: - Pani jest niewidoma, to po co pani światło?!

W domu pani Teresy znowu zagościła ekipa remontowa. Naprawiono oświetlenie w przedpokoju, ale robotnicy zostawili rozkuty tynk przy drzwiach wejściowych. Ponownie położono gumolit, ale w kilku miejscach bez listw podłogowych, w dodatku podłoga składała się z trzech różnych kawałków, które szybko się poodklejały. - Udrożniono na szczęście wannę. Cement zatkał ponad 4 metry rury! - pani Teresa kiwa głową.

Tomasz Saternus, szef Jednostki Obsługi Finansowej Gospodarki Nieruchomościami, zastrzega, że stanowisko piastuje dopiero od maja i o wcześniejszych pseudoremontach nic nie może powiedzieć. - Przykro mi, że ktoś powiedział pani Jarasz, że nie potrzebuje światła w przedpokoju. Wszystkie usterki w mieszkaniu zostaną jak najszybciej usunięte - obiecuje dyrektor. Ekipa remontowa ma pojawić się już dziś.

- Uważam, że ktoś powinien nazwać całą sytuację po imieniu: to zwykłe chamstwo. To, że ktoś nie widzi, nie oznacza, że się nie zorientuje. Z Teresy Jarasz zwyczajnie robiono sobie cyrk. Ciekawe, czy robotnicy pracowaliby tak dla lokatora, który na bieżąco mógłby obserwować ich poczynania - kwituje Krystyna Wysocka, prezeska zabrzańskiego oddziału Polskiego Związku Niewidomych.

Jarasz będzie się starała o zwrot części pieniędzy z płaconego czynszu. - Przez kilka lat żyłam bez łazienki, światła, a płaciłam jak za normalne mieszkanie. To, że nie widzę, nie oznacza, że mój dom ma być pozbawiony standardowych rzeczy - uważa.

- Będziemy na ten temat rozmawiać - zapewnia Saternus.

Przeczytaj poleca: Policja bezmyślnie ściga chorą na stwardnienie rozsiane



Podziel się

  • 35 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    48 głosów