Policjant przerwał milczenie i stracił stanowisko
2010-03-12
, aktualizacja: 13.03.2010 09:19
Kursanci w katowickiej Szkole Policji pchają na zajęciach radiowóz, rzadziej strzelają, mają też mniej zajęć z technik obezwładniania przestępców. - Nieprzemyślane oszczędności zachwiały systemem ich szkolenia - mówi podinspektor Jacek Kosmaty. Chwilę potem przestał być rzecznikiem szkoły
ZOBACZ TAKŻE
- Napisał, że policja jest do d...y. I teraz ma problemy (24-10-10, 10:45)
- Szukają przecieku w Szkole Policji (09-12-10, 21:51)
- Policjanci mają dość zamiatania własnej biedy pod dywan (16-09-10, 00:56)
- Policjanta szlag trafił. "Pana wyliczanka jest do dupy" (06-09-10, 11:01)
- Prokuratura nie płaci za areszt uniewinnionego oficera (25-08-10, 22:27)
- Policjanta szkoli się krócej niż fryzjera i kucharza (02-05-10, 13:26)
- Policja wydała grube miliony na psujące się autobusy (13-04-10, 22:23)
- Policjanci modlą się o ucieczkę z centrum Katowic (30-03-10, 13:01)
- Śląscy posłowie pytają, co się dzieje w szkole policji (24-03-10, 19:50)
- Policja poszukuje 16-latka, który uciekł z komisariatu (14-03-10, 11:53)
- Policjanci mogą już legalnie nosić broń po służbie (10-03-10, 14:15)
- Komenda odmówiła zapomogi rodzinie zabitego policjanta (09-03-10, 13:07)
- Policjanci ściągali na testach w szkole oficerskiej? (26-02-10, 12:00)
- Oczernij gliniarza. I możesz spać spokojnie (27-08-09, 13:39)
- Socjolog: bandyci biją gliniarzy, bo są bezkarni (12-02-10, 19:58)
- Radiowóz na popych rusza w pościg za bandytami [WIDEO] (08-12-10, 07:00)
Kosmaty to poeta amator, policjant z kilkunastoletnim stażem, wieloletni rzecznik prasowy Szkoły Policji w Katowicach oraz szef działającej tam terenowej komórki NSZZ Policjantów. W ubiegłym roku był jedynym polskim policjantem, który pod własnym nazwiskiem napisał list do komendy głównej, w którym krytykował wprowadzane oszczędności. Jego uwagi pozostały jednak bez echa. W piątek Kosmaty jako związkowiec zorganizował więc konferencję prasową, na której opowiedział o zapaści systemu szkolenia policjantów. - Skłoniły mnie do tego słowa kapelana, który stojąc nad trumną podkomisarza Andrzeja Struja (w lutym został zadźgany nożem przez bandytów), pytał żałobników: "milczeć czy mówić". Postanowiłem przerwać milczenie - mówił Kosmaty. Konferencję zorganizował w komendzie wojewódzkiej w Katowicach, bo komendant nie pozwolił mu spotkać się z dziennikarzami w szkole.
- Miałem swoje powody, o których nie będę rozmawiał przez telefon - stwierdził młodszy inspektor Jarosław Kaleta, p.o. komendant Szkoły Policji w Katowicach. Podinspektor Kosmaty poza jej murami ujawnił więc, że z powodu oszczędności w ubiegłym roku w szkole nie kupiono prawie ani jednej książki. Z tego samego powodu wyrejestrowano radiowóz, na którym kursanci ćwiczyli organizowanie blokad oraz zatrzymywanie przestępców. W efekcie przyszli funkcjonariusze muszą go wypychać z garażu i ręcznie ustawiać na placu ćwiczeń. Nie można w nim włączyć syreny, bo nie ma akumulatora. Instruktorzy pokazują więc kursantom, którymi guzikami się to robi. - Oszczędności doszły już do poziomu absurdu, bo np. szkoła w Pile w ubiegłym roku nie wydała ani złotówki na środki czystości - mówi Kosmaty.
Pół roku temu z powodu cięć z katowickiej szkoły musiało odejść 90 pracowników (40 policjantów i 50 cywili) W efekcie odbiło się to na poziomie szkolenia. Z powodu braku wykładowców grupy szkoleniowe zwiększono z 20 do 26 osób. To utrudnia zajęcia strzeleckie oraz z technik interwencji. - Wykładowcy w dalszym ciągu mają bowiem do dyspozycji tylko 45 minut, ale więcej kursantów - wyjaśnia podinspektor. Jego zdaniem błędem było też skrócenie szkolenia podstawowego z siedmiu do sześciu miesięcy. Ubyło godzin, ale nie zmieniono programu. Przyszli policjanci mają więc problem z ogarnięciem materiału. W efekcie w grudniu ze 178 kończących kurs policjantów egzamin oblało aż 40. Mundur założyli dopiero po egzaminach komisyjnych.
- Policjanci na ulicy są niedouczeni i stanowią zagrożenie dla siebie samych oraz tych, których mają chronić. Kończy się to tym, że bandyci biją ich z dziecinną łatwością - mówił Antoni Duda, przewodniczący zarządu krajowego NSZZ Policjantów, który przyjechał do Katowic na konferencję Kosmatego.
Młodszy inspektor Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy komendy głównej, przyznał, że szkolenie teoretyczne zostało skrócone o miesiąc. Ale potem jego adepci dodatkowo przez dwa miesiące mają jeszcze praktyki w dużych miastach. - Dopiero po odbyciu tych dwóch etapów funkcjonariusz jest kierowany do swojej jednostki - podkreślał Sokołowski. Zapewnił, że kierownictwo policji robi wszystko, aby liczba realizowanych szkoleń i kursów udoskonalających rosła. - Jednak obecnie w naszym szkolnictwie jeden wykładowca ma 2,4 godziny zajęć dziennie, kiedy w Unii Europejskiej ten wskaźnik wynosi 4,5 godziny - podkreślił rzecznik komendy głównej.
Według Jacka Kosmatego te wyliczenia są nieprawdziwe. W katowickiej szkole wykładowca pracuje przynajmniej 3,6 godziny dziennie i to pod warunkiem, że są wszyscy nauczyciele. Jeżeli kogoś brakuje, liczba godzin automatycznie rośnie.
- Wydaje mi się, że więcej nie spotkam się z państwem jako rzecznik prasowy szkoły - stwierdził wczoraj Kosmaty, żegnając się z dziennikarzami. Jego słowa okazały się prorocze. Tuż po konferencji został odwołany ze stanowiska. - Nie rozpaczam. Mam tylko nadzieję, że moje słowa spowodują, że komuś w Warszawie w końcu otworzą się oczy - powiedział Kosmaty.
Duda zapowiedział, że zapaścią systemu szkolenia policjantów w Polsce zainteresuje Komisję Europejską. - Jesteśmy bowiem krajem, który ponosi najmniejsze koszty i ma najkrótszy czas szkolenia funkcjonariuszy - stwierdził szef NSZZ Policjantów.
- Miałem swoje powody, o których nie będę rozmawiał przez telefon - stwierdził młodszy inspektor Jarosław Kaleta, p.o. komendant Szkoły Policji w Katowicach. Podinspektor Kosmaty poza jej murami ujawnił więc, że z powodu oszczędności w ubiegłym roku w szkole nie kupiono prawie ani jednej książki. Z tego samego powodu wyrejestrowano radiowóz, na którym kursanci ćwiczyli organizowanie blokad oraz zatrzymywanie przestępców. W efekcie przyszli funkcjonariusze muszą go wypychać z garażu i ręcznie ustawiać na placu ćwiczeń. Nie można w nim włączyć syreny, bo nie ma akumulatora. Instruktorzy pokazują więc kursantom, którymi guzikami się to robi. - Oszczędności doszły już do poziomu absurdu, bo np. szkoła w Pile w ubiegłym roku nie wydała ani złotówki na środki czystości - mówi Kosmaty.
Pół roku temu z powodu cięć z katowickiej szkoły musiało odejść 90 pracowników (40 policjantów i 50 cywili) W efekcie odbiło się to na poziomie szkolenia. Z powodu braku wykładowców grupy szkoleniowe zwiększono z 20 do 26 osób. To utrudnia zajęcia strzeleckie oraz z technik interwencji. - Wykładowcy w dalszym ciągu mają bowiem do dyspozycji tylko 45 minut, ale więcej kursantów - wyjaśnia podinspektor. Jego zdaniem błędem było też skrócenie szkolenia podstawowego z siedmiu do sześciu miesięcy. Ubyło godzin, ale nie zmieniono programu. Przyszli policjanci mają więc problem z ogarnięciem materiału. W efekcie w grudniu ze 178 kończących kurs policjantów egzamin oblało aż 40. Mundur założyli dopiero po egzaminach komisyjnych.
- Policjanci na ulicy są niedouczeni i stanowią zagrożenie dla siebie samych oraz tych, których mają chronić. Kończy się to tym, że bandyci biją ich z dziecinną łatwością - mówił Antoni Duda, przewodniczący zarządu krajowego NSZZ Policjantów, który przyjechał do Katowic na konferencję Kosmatego.
Młodszy inspektor Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy komendy głównej, przyznał, że szkolenie teoretyczne zostało skrócone o miesiąc. Ale potem jego adepci dodatkowo przez dwa miesiące mają jeszcze praktyki w dużych miastach. - Dopiero po odbyciu tych dwóch etapów funkcjonariusz jest kierowany do swojej jednostki - podkreślał Sokołowski. Zapewnił, że kierownictwo policji robi wszystko, aby liczba realizowanych szkoleń i kursów udoskonalających rosła. - Jednak obecnie w naszym szkolnictwie jeden wykładowca ma 2,4 godziny zajęć dziennie, kiedy w Unii Europejskiej ten wskaźnik wynosi 4,5 godziny - podkreślił rzecznik komendy głównej.
Według Jacka Kosmatego te wyliczenia są nieprawdziwe. W katowickiej szkole wykładowca pracuje przynajmniej 3,6 godziny dziennie i to pod warunkiem, że są wszyscy nauczyciele. Jeżeli kogoś brakuje, liczba godzin automatycznie rośnie.
- Wydaje mi się, że więcej nie spotkam się z państwem jako rzecznik prasowy szkoły - stwierdził wczoraj Kosmaty, żegnając się z dziennikarzami. Jego słowa okazały się prorocze. Tuż po konferencji został odwołany ze stanowiska. - Nie rozpaczam. Mam tylko nadzieję, że moje słowa spowodują, że komuś w Warszawie w końcu otworzą się oczy - powiedział Kosmaty.
Duda zapowiedział, że zapaścią systemu szkolenia policjantów w Polsce zainteresuje Komisję Europejską. - Jesteśmy bowiem krajem, który ponosi najmniejsze koszty i ma najkrótszy czas szkolenia funkcjonariuszy - stwierdził szef NSZZ Policjantów.
Polecamy: Policjanci ściągali na testach w szkole oficerskiej?
- 120 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
68 głosów
-
Policjant przerwał milczenie i stracił posadę
ceght
13.03.10, 08:54
3.6 godziny dziennie wykladow? i ile za to biora? 2 tys? 3 tys? no ja sie nie dziwie oburzeniu policji....»
-
A w zasadzie to po co szkolić policjantów?
tenare
13.03.10, 09:09
Mają tylko pałować tych, których wskaże władza. Do tego nie potrzebauniwersytetów.»
-
Policjant przerwał milczenie i stracił stanowisko
higienista1
13.03.10, 13:27
Najpowaznieiszym zagrozeniem dla policji jako straznika prawa jest jakoścstanowionego prawa, niechlujnego, z istotnymi lukami, a czasem wreczsprzecznego.Ta kiepska jakośc jest powodem »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


