Wjechali skuterem w narciarza. Pomogli mu koledzy
2010-03-12
, aktualizacja: 12.03.2010 12:08
Wyprawę na narty do Ustronia Artur z Gliwic przypłacił poważnym złamaniem ręki i podudzia. Najechał na niego śnieżnym skuterem pracownik stoku. Dobrze, że w pobliżu byli koledzy, bo ośrodki oszczędzają na obecności goprowców
ZOBACZ TAKŻE
- Beskidzkie ośrodki narciarskie daleko za najlepszymi (07-03-10, 23:00)
- To był najtragiczniejszy sezon w Beskidach od lat! (02-03-10, 14:26)
- W Beskidach kończy się sezon, ceny już są wiosenne (01-03-10, 23:00)
- Coraz więcej Polaków jeździ na narty w czeskie Beskidy (26-02-10, 21:56)
SERWISY
Zapowiadało się rewelacyjnie: świetna pogoda, a w dodatku puste stoki, bo już się skończyły uczniowskie ferie. Jednak Mirosław Kubiczek z Bielska-Białej, który z kolegami wybrał się do ustrońskiego ośrodka Poniwiec długo jednak będzie wspominać ostatnią środę jak koszmar - na jego oczach o mało nie zginął kolega, Artur z Gliwic. Zjeżdżali ze stoku blisko siebie, gdy nagle Artura staranował skuter. Karetka pogotowia odwiozła go do szpitala. Czeka go operacja o bardzo długa rehabilitacja. - To cud, że nie zginął - wzdycha na samo wspomnienie tego zdarzenia pan Mirosław. Uderzenie było tak silne, że ucierpiał także kierujący skuterem mężczyzna - jak się okazało pracujący przy obsłudze stoku.
Nie na wszystkich beskidzkich stokach dyżurują na stałe ratownicy GOPR - to dla gospodarzy ośrodków wydatek rzędu kilku tysięcy złotych miesięcznie. Na Poniwcu ratownika nie było. Rannego, zwijającego się z bólu narciarza przetransportowali na dół koledzy. - A przecież nikt z nas nie jest fachowcem - mówi Kubiczek.
Skutery od pewnego czasu są prawdziwą zmorą dla narciarzy. Coraz chętniej korzystają z nich pracownicy niektórych ośrodków narciarskich w Beskidach. Bywa, że maszyna mija się o milimetry z rozpędzonym narciarzem. - Już nieraz gdy to widziałem myślałem sobie, że to się źle skończy. I niestety moje obawy teraz się potwierdziły - mówi Kubiczek.
Aby się przekonać, że takie sytuacje zdarzają się częściej wystarczy poczytać uwagi, jakimi wymieniają się na internetowych forach narciarze. Oprócz ostrych słów pod adresem kierujących skuterami ludzi powszechne jest też zdziwienie dla tych, którzy za ten stan odpowiadają i na niego pozwalają.
Gospodarze ośrodków bronią się, że czasem, np. w czasie awarii, ich pracownicy muszą szybko dostać się w jakieś określone miejsce na stoku. A najszybszym środkiem lokomocji jest w takich sytuacjach właśnie skuter.
Ale Jerzy Siodłak, naczelnik Beskidzkiej Grupy GOPR mówi, że takie sytuacje absolutnie nie powinny mieć miejsca. Ratownicy uczulają zresztą na to gospodarzy ośrodków. - I nie tylko ich. Nasi ratownicy zgodnie z wytycznymi korzystają ze skuterów na stokach tylko w naprawdę wyjątkowych sytuacjach. Używają wtedy kogutów, żeby skuter był widoczny - mówi Siodłak.
W regulaminie korzystania z trasy musi też być zawarte ostrzeżenie dla narciarzy, że taki oznakowany pojazd może się pojawić na stoku.
Podobne zdanie co do obecności skuterów na stokach ma Stanisław Richter ze spółki Szczyrkowski Ośrodek Narciarski. Mówi, że w ośrodku "Czyrna-Solisko" obsługa porusza się przede wszystkim na nartach. - Jeśli jest już konieczność szybkiego dostania się na miejsce czy wywiezienia np. ciężkich narzędzi, o wiele bezpieczniejsze jest użycie w takiej sytuacji ratraka. Jest duży. porusza się powoli i hałasuje. Jest o wiele bardziej widoczny, niż skuter. I przez to bezpieczniejszy - uważa Richter.
Wybierz się na narty w Beskidy
Nie na wszystkich beskidzkich stokach dyżurują na stałe ratownicy GOPR - to dla gospodarzy ośrodków wydatek rzędu kilku tysięcy złotych miesięcznie. Na Poniwcu ratownika nie było. Rannego, zwijającego się z bólu narciarza przetransportowali na dół koledzy. - A przecież nikt z nas nie jest fachowcem - mówi Kubiczek.
Skutery od pewnego czasu są prawdziwą zmorą dla narciarzy. Coraz chętniej korzystają z nich pracownicy niektórych ośrodków narciarskich w Beskidach. Bywa, że maszyna mija się o milimetry z rozpędzonym narciarzem. - Już nieraz gdy to widziałem myślałem sobie, że to się źle skończy. I niestety moje obawy teraz się potwierdziły - mówi Kubiczek.
Aby się przekonać, że takie sytuacje zdarzają się częściej wystarczy poczytać uwagi, jakimi wymieniają się na internetowych forach narciarze. Oprócz ostrych słów pod adresem kierujących skuterami ludzi powszechne jest też zdziwienie dla tych, którzy za ten stan odpowiadają i na niego pozwalają.
Gospodarze ośrodków bronią się, że czasem, np. w czasie awarii, ich pracownicy muszą szybko dostać się w jakieś określone miejsce na stoku. A najszybszym środkiem lokomocji jest w takich sytuacjach właśnie skuter.
Ale Jerzy Siodłak, naczelnik Beskidzkiej Grupy GOPR mówi, że takie sytuacje absolutnie nie powinny mieć miejsca. Ratownicy uczulają zresztą na to gospodarzy ośrodków. - I nie tylko ich. Nasi ratownicy zgodnie z wytycznymi korzystają ze skuterów na stokach tylko w naprawdę wyjątkowych sytuacjach. Używają wtedy kogutów, żeby skuter był widoczny - mówi Siodłak.
W regulaminie korzystania z trasy musi też być zawarte ostrzeżenie dla narciarzy, że taki oznakowany pojazd może się pojawić na stoku.
Podobne zdanie co do obecności skuterów na stokach ma Stanisław Richter ze spółki Szczyrkowski Ośrodek Narciarski. Mówi, że w ośrodku "Czyrna-Solisko" obsługa porusza się przede wszystkim na nartach. - Jeśli jest już konieczność szybkiego dostania się na miejsce czy wywiezienia np. ciężkich narzędzi, o wiele bezpieczniejsze jest użycie w takiej sytuacji ratraka. Jest duży. porusza się powoli i hałasuje. Jest o wiele bardziej widoczny, niż skuter. I przez to bezpieczniejszy - uważa Richter.
Wybierz się na narty w Beskidy

- 40 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

