W Gliwicach znów ustawiają się kolejki. Po sałatki

Jacek Madeja
2010-03-11 , aktualizacja: 11.03.2010 22:26
A A A Drukuj
W ofercie baru prowadzonego przez uczniów jest już 20 sałatek. Kolejka chętnych na te pyszności nigdy nie maleje Fot. Grzegorz Celejewski / Agenc W ofercie baru prowadzonego przez uczniów jest już 20 sałatek. Kolejka chętnych na te pyszności nigdy nie maleje
Uczniowie gliwickiego Zespołu Szkół Ekonomiczno-Usługowych otworzyli własny bar w centrum miasta. To pierwszy taki uczniowski biznes w Polsce.

Bar sałatkowy "U króla Stasia"/ fot. GazetaGliwice.pl
SERWISY
- To jakaś masakra jest - wzdycha Anna Jędrzyca, której na chwilę udało się odejść od lady. Jest kierowniczką baru sałatkowego "U króla Stasia", który od kilku dni działa w pawilonie przy pl. Rzeźniczym w Gliwicach. Resztę obsługi stanowią uczniowie i stażyści, którzy w Zespole Szkół Ekonomiczno-Usługowych im. Stanisława Augusta Poniatowskiego uczą się na kucharzy, sprzedawców i kelnerów. Wszyscy uwijają się jak w ukropie, żeby zdążyć z zamówieniami. I po cichu się modlą, żeby nie było tak jak dzień wcześniej. W środę ludzi przyszło tak dużo, że sałatki skończyły się 2 godziny przed zamknięciem. - Ludzie byli wściekli i nas nie oszczędzali - przyznaje Jędrzyca.

Sałatki do plastikowych pojemników pakuje Amadeusz Skonro z II klasy kucharskiej. Później spróbuje swoich sił przy kasie. - Na razie miałem praktyki w szkolnej kuchni, ale tutaj z prawdziwymi klientami jest całkiem inaczej - mówi.

Uczniowski bar to pomysł dyrektora ZSE-U Krystiana Szatki. Takie rozwiązanie podpatrzył w Belgii. - Byliśmy na wymianie uczniowskiej w Liege w szkole podobnej do naszej. I tam spaliśmy w hotelu, który od początku do końca prowadzili uczniowie. W ten sposób uczyli się zawodu, a szkoła miała dodatkowy dochód. Pomyślałem, dlaczego nie spróbować u nas - opowiada Szatka.

Dyrektor przekonał do pomysłu ratuszowych urzędników, którzy wysupłali 700 tys. zł na remont okrągłego pawilonu przy pl. Rzeźniczym, gdzie przez lata mieściła się obskurna piwiarnia. Dodatkowe 70 tys. zł szkoła wydała sama na wyposażenie baru.

Przed otwarciem uczniowie wypożyczyli stroje z epoki króla Stasia i na ulicach rozdawali ulotki zachęcające do odwiedzin.

- Zainteresowanie przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Pracę zaczynamy długo przed otwarciem. Od szóstej rano uczniowie kroją warzywa, ale okazało się że to za mało. Musieliśmy dokupić dodatkową maszynę do szatkowania - kręci głową dyrektor ZSE-U.

W ofercie do wyboru 20 sałatek. Ceny - od 2 do 4 zł za stugramową porcję. Za kilka dni będzie też można kupić sok. Kto zechce będzie też mógł złożyć zamówienie przez telefon. Na wiosnę przed barem rozstawią ogródek. - To doskonały pomysł. Ceny są przystępne, a poza tym takiego baru z sałatkami nie ma nigdzie w okolicy - przyznaje jedna z klientek.

Uczniowie za pracę w barze nie dostają wynagrodzenia. Zarobione na sałatkach pieniądze zostaną przeznaczone na zakup szkolnych sprzętów, szkolne wycieczki czy wyjścia do kina.

Dyrektor Szatka już myśli o otwarciu uczniowskiej restauracji, a później hotelu i szkolnej agencji turystycznej. - Jeśli bar wypali, a wszystko wskazuje, że tak, to będą do tego namawiał władze Gliwic - zapowiada.

Polecamy: Snowboardzista zawstydził gliwickich drogowców (wideo)



Podziel się

  • 19 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów