Umierające noworodki kontra przepisy i pieniądze
2010-03-12
, aktualizacja: 12.03.2010 17:17
Trzeba było przywieźć do nas 700-gramowego wcześniaka. Mamy do tego karetkę, ale nie wolno nam było jej wysłać. Na karetkę z Katowic kazano czekać do wieczora, a było przedpołudnie. Jak w takich warunkach ratować skutecznie noworodki?
ZOBACZ TAKŻE
- Za pół roku fundusz będzie płacił za porody w domu (03-11-10, 11:46)
- Czy zniknie karetka dla noworodków? (10-02-11, 13:35)
- W Rudzie powstaje nowoczesny oddział dla noworodków (17-11-10, 14:14)
- ZUS: Pracujące ciężarne kobiety są... podejrzane (04-06-10, 12:04)
- Karta chipowa się sprawdziła, ale stolica jej nie lubi (07-04-10, 15:33)
- Najgorsze matki w Polsce. Piją, palą i trują dzieci (25-03-10, 20:09)
- Szkolili się jak naprawiać zastawki w sercu [ZDJĘCIA] (29-03-10, 20:09)
To pytanie stawiają szefowie Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej po tym, jak w czwartkowej "Gazecie" napisaliśmy, że opieka okołoporodowa w województwie śląskim musi się poprawić, bo mamy jeden z najgorszych w kraju wskaźnik umieralności noworodków.
W środę w tej sprawie odbyło się spotkanie zorganizowane z inicjatywy wojewody śląskiego. Ustalono, że w województwie działa sześć ośrodków gwarantujących pełną opiekę specjalistyczną zarówno kobietom, których ciąża jest zagrożona, jak i ich dzieciom. Chodzi o oddziały patologii ciąży i patologii noworodka o najwyższym, trzecim stopniu referencyjności. Dla noworodków takich oddziałów jest w województwie sześć, ale tylko w dwóch szpitalach działają obok nich także oddziały patologii ciąży.
To właśnie ma się zmienić w najbliższym czasie: w czterech szpitalach na terenie województwa zatrudnieni zostaną na dyżurach dodatkowi lekarze i pielęgniarki, tak by nie musiały one odsyłać ciężkich przypadków do innych placówek. Śląski NFZ ma im dać w zamian większe kontrakty.
Szefowie Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, który ma znaleźć się w wymienionej czwórce, zwracają jednak uwagę, że na przeszkodzie do polepszenia opieki nad noworodkami stoją nie tylko pieniądze, ale także przepisy.
- NFZ każe na oddziale patologii noworodka tworzyć dodatkowe miejsca dla dzieci, które nie potrzebują już intensywnej terapii, a mimo to nie mogą jeszcze opuścić oddziału. Powiększyliśmy oddział o dodatkowe łóżeczka, ale NFZ, który stawia bardzo ścisłe wymagania, dotąd nie wskazał, ile trzeba zatrudnić tam pielęgniarek. Jeśli przyjąć, że mają to być normy jak na intensywnej terapii, to na pewno ani nie znajdziemy na to dość pielęgniarek, ani pieniędzy, żeby im zapłacić - mówi Ryszard Batycki, dyrektor bielskiego szpitala.
Jego zastępca Wojciech Muchacki zwraca uwagę na absurdy związane z transportowaniem noworodków potrzebujących intensywnej terapii. Mówi o historii, która wydarzyła się całkiem niedawno. - W szpitalu ogólnym przyszedł na świat wcześniak. Ważył 700 gramów. Trzeba było przewieźć go do nas. Mamy przystosowaną do tego karetkę z inkubatorem i całym potrzebnym sprzętem. Niestety, to karetka zakontraktowana przez NFZ do wyjazdów na ratunek. Nie wolno nią transportować pacjentów z jednego szpitala do drugiego. Zadzwoniliśmy więc po karetkę noworodkową przeznaczoną tylko do transportów. Takie w województwie są trzy. Okazało się, że wszystkie są zajęte, bo w całym regionie brakuje miejsc na intensywnej terapii noworodków i czasami trzeba dzieci wozić bardzo daleko. To było przedpołudnie, a my usłyszeliśmy, że karetka noworodkowa przyjedzie do nas najwcześniej wieczorem. Zadzwoniłem jeszcze raz do dyspozytorki, czy nie możemy jednak dziecka przewieźć własną karetką. Odmówiła. Pomógł dopiero telefon do wojewódzkiego koordynatora ratownictwa medycznego. On zrozumiał, że czekanie w tej sytuacji to byłby absurd. Zagroziłem zresztą, że jeśli dziecko umrze, bo transport odbędzie się zbyt późno, zgłoszę sprawę do prokuratury.
Według Muchackiego takie historie zdarzają się częściej. - Wczoraj też był kłopot z przewiezieniem do nas noworodka z Żywca. Dyspozytorka znów odmówiła. Nie będziemy sprawniej ratować dzieci, jeśli sztywne przepisy będą zastępować zdrowy rozsądek - dodaje wicedyrektor.
W środę w tej sprawie odbyło się spotkanie zorganizowane z inicjatywy wojewody śląskiego. Ustalono, że w województwie działa sześć ośrodków gwarantujących pełną opiekę specjalistyczną zarówno kobietom, których ciąża jest zagrożona, jak i ich dzieciom. Chodzi o oddziały patologii ciąży i patologii noworodka o najwyższym, trzecim stopniu referencyjności. Dla noworodków takich oddziałów jest w województwie sześć, ale tylko w dwóch szpitalach działają obok nich także oddziały patologii ciąży.
To właśnie ma się zmienić w najbliższym czasie: w czterech szpitalach na terenie województwa zatrudnieni zostaną na dyżurach dodatkowi lekarze i pielęgniarki, tak by nie musiały one odsyłać ciężkich przypadków do innych placówek. Śląski NFZ ma im dać w zamian większe kontrakty.
Szefowie Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, który ma znaleźć się w wymienionej czwórce, zwracają jednak uwagę, że na przeszkodzie do polepszenia opieki nad noworodkami stoją nie tylko pieniądze, ale także przepisy.
- NFZ każe na oddziale patologii noworodka tworzyć dodatkowe miejsca dla dzieci, które nie potrzebują już intensywnej terapii, a mimo to nie mogą jeszcze opuścić oddziału. Powiększyliśmy oddział o dodatkowe łóżeczka, ale NFZ, który stawia bardzo ścisłe wymagania, dotąd nie wskazał, ile trzeba zatrudnić tam pielęgniarek. Jeśli przyjąć, że mają to być normy jak na intensywnej terapii, to na pewno ani nie znajdziemy na to dość pielęgniarek, ani pieniędzy, żeby im zapłacić - mówi Ryszard Batycki, dyrektor bielskiego szpitala.
Jego zastępca Wojciech Muchacki zwraca uwagę na absurdy związane z transportowaniem noworodków potrzebujących intensywnej terapii. Mówi o historii, która wydarzyła się całkiem niedawno. - W szpitalu ogólnym przyszedł na świat wcześniak. Ważył 700 gramów. Trzeba było przewieźć go do nas. Mamy przystosowaną do tego karetkę z inkubatorem i całym potrzebnym sprzętem. Niestety, to karetka zakontraktowana przez NFZ do wyjazdów na ratunek. Nie wolno nią transportować pacjentów z jednego szpitala do drugiego. Zadzwoniliśmy więc po karetkę noworodkową przeznaczoną tylko do transportów. Takie w województwie są trzy. Okazało się, że wszystkie są zajęte, bo w całym regionie brakuje miejsc na intensywnej terapii noworodków i czasami trzeba dzieci wozić bardzo daleko. To było przedpołudnie, a my usłyszeliśmy, że karetka noworodkowa przyjedzie do nas najwcześniej wieczorem. Zadzwoniłem jeszcze raz do dyspozytorki, czy nie możemy jednak dziecka przewieźć własną karetką. Odmówiła. Pomógł dopiero telefon do wojewódzkiego koordynatora ratownictwa medycznego. On zrozumiał, że czekanie w tej sytuacji to byłby absurd. Zagroziłem zresztą, że jeśli dziecko umrze, bo transport odbędzie się zbyt późno, zgłoszę sprawę do prokuratury.
Według Muchackiego takie historie zdarzają się częściej. - Wczoraj też był kłopot z przewiezieniem do nas noworodka z Żywca. Dyspozytorka znów odmówiła. Nie będziemy sprawniej ratować dzieci, jeśli sztywne przepisy będą zastępować zdrowy rozsądek - dodaje wicedyrektor.
Polecamy: Pokolenie wyżu rodzi dużo dzieci. Cesarka w modzie
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Umierające noworodki kontra przepisy i pieniądze
anna22290
13.03.10, 07:47
Pani Kopacz NFZ to wszystko nie powinno istniec kobieta ktora zyje w nierealnym swiecie z problemami ktore ja przerastaja i sztuczny stwor istniejacy do ograniczania rozwoju lecznictwa »





