Chłopcy chcą być jak Małysz. Ale gdzie mają trenować?
2010-03-08
, aktualizacja: 08.03.2010 21:58
Do klubu Wisła Ustronianka zgłaszają się dzieci, które chcą trenować skoki narciarskie. To efekt olimpijskich sukcesów Adama Małysza. Niestety, skocznie w centrum Wisły, na których trenują najmłodsi, potrzebują pilnego remontu.
ZOBACZ TAKŻE
- Czy jest życie po Małyszu? (14-03-11, 02:44)
- Małysz bardzo lubi brzozy i właśnie zasadził jedną (26-05-10, 22:10)
- Igrzyska w Beskidach? Jak w Krakowie, to w Wiśle też (04-03-10, 23:00)
Kompleks Centrum to trzy skocznie narciarskie o punktach konstrukcyjnych K40, K23 oraz K17. Powstały w latach 60. zeszłego wieku. W 1997 roku kompleks został gruntowanie zmodernizowany. To właśnie na tych skoczniach Adam Małysz uczył się skakać na nartach.
Niestety, skocznie znów wymagają gruntownego remontu. Igelit nadaje się już tylko do wymiany, trzeba też wyremontować najazd. Jeśli nie uda się zmodernizować skoczni, trzeba będzie je zamknąć. Wisła ma co prawda nowoczesną skocznię narciarską w Malince, ale to nie jest miejsce, w którym mogliby trenować młodzi skoczkowie. Od pierwszych skoków do Malinki droga daleka. - Pierwsze trzy lata treningu to skoki w Wiśle Centrum. Potem można spróbować swoich sił na skoczni w Łabajowie - mówi Janusz Tyszkowski, prezes Klubu Sportowego Wisła Ustronianka.
Klub ma już zrobiony kosztorys i projekt modernizacji. Na remont kompleksu w centrum potrzeba około miliona złotych. Działacze dogadali się także z parafią ewangelicką, na której terenie wybudowane są skocznie. Parafia nie widzi żadnych przeszkód, obiekt można remontować. Problem jest tylko jeden: pieniądze. - A raczej ich brak. Klub nie jest w stanie wyremontować skoczni, my także nie mamy na to, niestety, pieniędzy - mówi burmistrz Wisły Andrzej Molin.
Tymczasem po olimpijskich sukcesach Małysza do Wisły Ustronianki zgłaszają się chłopcy, którzy chcą trenować skoki. To już nie jest taka gigantyczna małyszomania, z jaką mieliśmy do czynienia w 2001 czy 2002 roku, ale zainteresowanie jest duże. Jeśli skoczni nie uda się wyremontować, przyszli zawodnicy nie będą mieli gdzie trenować.
- Jak wjeżdżam do swojego miasta i widzę skocznie w centrum, to mi się chce płakać. Sam, jako doświadczony zawodnik, bałbym się tam skakać, a co dopiero pozwolił tam skakać dzieciom - mówił w Vancouver Małysz. Zresztą, jednym z chłopców, którzy marzą o tym, żeby pójść w jego ślady, jest jego siostrzeniec. 10-letni Tomek Pilch trenuje skoki od kilku lat.
Działacze klubu pukali z prośbą o dotację do wielu różnych instytucji i urzędów. Na razie bez efektów. Pojawiła się jednak szansa, bo zarówno skocznia w Łabajowie, jak i kompleks w Wiśle Centrum zostały wpisane przez Ministerstwo Sportu na listę obiektów o szczególnym znaczeniu dla sportu. To szansa na zdobycie ministerialnej dotacji na remont skoczni. - Będziemy się starali pomóc klubowi w zdobyciu tych pieniędzy - zapowiada Molin.
Niestety, skocznie znów wymagają gruntownego remontu. Igelit nadaje się już tylko do wymiany, trzeba też wyremontować najazd. Jeśli nie uda się zmodernizować skoczni, trzeba będzie je zamknąć. Wisła ma co prawda nowoczesną skocznię narciarską w Malince, ale to nie jest miejsce, w którym mogliby trenować młodzi skoczkowie. Od pierwszych skoków do Malinki droga daleka. - Pierwsze trzy lata treningu to skoki w Wiśle Centrum. Potem można spróbować swoich sił na skoczni w Łabajowie - mówi Janusz Tyszkowski, prezes Klubu Sportowego Wisła Ustronianka.
Klub ma już zrobiony kosztorys i projekt modernizacji. Na remont kompleksu w centrum potrzeba około miliona złotych. Działacze dogadali się także z parafią ewangelicką, na której terenie wybudowane są skocznie. Parafia nie widzi żadnych przeszkód, obiekt można remontować. Problem jest tylko jeden: pieniądze. - A raczej ich brak. Klub nie jest w stanie wyremontować skoczni, my także nie mamy na to, niestety, pieniędzy - mówi burmistrz Wisły Andrzej Molin.
Tymczasem po olimpijskich sukcesach Małysza do Wisły Ustronianki zgłaszają się chłopcy, którzy chcą trenować skoki. To już nie jest taka gigantyczna małyszomania, z jaką mieliśmy do czynienia w 2001 czy 2002 roku, ale zainteresowanie jest duże. Jeśli skoczni nie uda się wyremontować, przyszli zawodnicy nie będą mieli gdzie trenować.
- Jak wjeżdżam do swojego miasta i widzę skocznie w centrum, to mi się chce płakać. Sam, jako doświadczony zawodnik, bałbym się tam skakać, a co dopiero pozwolił tam skakać dzieciom - mówił w Vancouver Małysz. Zresztą, jednym z chłopców, którzy marzą o tym, żeby pójść w jego ślady, jest jego siostrzeniec. 10-letni Tomek Pilch trenuje skoki od kilku lat.
Działacze klubu pukali z prośbą o dotację do wielu różnych instytucji i urzędów. Na razie bez efektów. Pojawiła się jednak szansa, bo zarówno skocznia w Łabajowie, jak i kompleks w Wiśle Centrum zostały wpisane przez Ministerstwo Sportu na listę obiektów o szczególnym znaczeniu dla sportu. To szansa na zdobycie ministerialnej dotacji na remont skoczni. - Będziemy się starali pomóc klubowi w zdobyciu tych pieniędzy - zapowiada Molin.
Przeczytaj: Beskidzie ośrodki narciarskie daleko za najlepszymi
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter






więcej zdjęć