Zasada przednich drzwi będzie rządzić również w Tychach

Tomasz Głogowski
2010-03-07 , aktualizacja: 07.03.2010 21:53
A A A Drukuj
Pasażerowie tyskich autobusów i trolejbusów od 15 marca będą musieli wsiadać do nich przednimi drzwiami. - Skoro eksperyment sprawdził się w innych miastach, to dlaczego mieliśmy go nie wykorzystać - mówią szefowie tyskiego MZK.
Andrzej Ochman, szef Miejskiego Zarządu Komunikacji w Tychach, tłumaczy, że spółka nie zamierzała wyważać otwartych drzwi. Skoro od jesieni 2008 roku nowe zasady wsiadania do autobusów funkcjonują z powodzeniem w Katowicach, Sosnowcu czy Gliwicach, to dlaczego nie miałyby obowiązywać w Tychach, które nie należą co prawda do KZK GOP, ale też potrafią liczyć pieniądze. - Nasze wpływy z biletów, podobnie jak u innych przewoźników, maleją. Gminy dopłacają już połowę kosztów funkcjonowania komunikacji - przyznaje dyrektor Ochman.

Nowe zasady zaczną obowiązywać od 15 marca. Pasażerowie z Tychów, Mikołowa czy Łazisk Górnych będą musieli wsiadać do autobusów (z wyjątkiem przegubowców) przednimi drzwiami i pod okiem kierowców kasować bilety jednorazowe albo pokazać im bilety miesięczne czy obowiązujący w Tychach bilety na komórkę. Jeżeli ktoś odmówi, kierowca będzie miał prawo wyprosić niesfornego pasażera z autobusu albo wezwać policję. Zasady "przednich drzwi" nie będą obowiązywać w godzinach szczytu komunikacyjnego, gdy autobus będzie spóźniony albo będą chciały wejść do niego osoby niepełnosprawne, z wózkiem dziecięcym czy dużym bagażem.

- Zależy nam przede wszystkim na wzroście sprzedaży biletów. To dużo lepsze niż ściganie gapowiczów, które też kosztuje. Oprócz kontrolerów dochodzą jeszcze koszty sądowe i opłaty dla komorników, a skuteczność i tak jest daleka od stuprocentowej - mówi dyrektor Ochman.

Tyskiego MZK nie zniechęcają nawet kłopoty, jakie w związku z niecodzienną kontrolą biletów mają przewoźnicy w innych miastach. Szybko okazało się, że nie wszyscy pasażerowie wsiadają przednimi drzwiami, a kierowcy nie reagują. Ale nawet jeżeli system nie jest idealny, to wsiadanie przednimi drzwiami i tak się opłaca. Jak niedawno obliczył KZK GOP, sprzedaż biletów wzrosła dzięki temu aż o pół miliona złotych miesięcznie.

- Dziwię się, że tego systemu nie wprowadzili jeszcze wszyscy przewoźnicy w Polsce - mówi Roman Urbańczyk, szef KZK GOP, ale jego zdaniem to tylko kwestia czasu. - Dzwonili do nas z Torunia, Gdańska i wielu innych miast, pytając o szczegóły - dodaje.

Podziel się

  • 9 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • dyrektor a nie wie nic polsz 08.03.10, 08:43

    "Oprócz kontrolerów dochodzą jeszcze koszty sądowe i opłaty dla komorników"Jeśli facet jest Dyrektorem powinien wiedzieć, że te opłaty ponosi dłużnik.»