Licealista nie ma prawa mieć nowotworu

Małgorzata Goślińska
2010-03-05 , aktualizacja: 05.03.2010 21:37
A A A Drukuj
Piętnastolatek z Bielska-Białej zdał do liceum i w wakacje rozchorował się na mięsaka. Trafił do szpitala w Katowicach i stracił semestr. - Każdy ma prawo uczyć się do 18. roku życia - przypominają dyrektorzy dwóch jedynych w Polsce liceów szpitalnych
Piotrek po powrocie ze szpitala uczy się indywidualnie
Fot. Tomasz Fritz / Agencja Gaze
Piotrek po powrocie ze szpitala uczy się indywidualnie
Kilka lat temu w Instytucie Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie zebrała się komisja maturalna dla jednej uczennicy. Zdarzyło się to bodaj jedyny raz w Polsce. Pacjentka miała szczęście, że w placówce, w której się leczyła, działa liceum. Inne szpitale dziecięce zapewniają naukę tylko na poziomie podstawówki i gimnazjum.

Piotrek z Bielska-Białej w zeszłoroczne wakacje znalazł się w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Akurat dostał się do liceum, gdy lekarze zdiagnozowali mięsaka w jego prawym łokciu. Jest świetny z fizyki i chemii, planuje kształcić się w naukach ścisłych i zostać pisarzem. Okazało się jednak, że jego dalsza edukacja zależy od dobrej woli dyrektorów szkół. - Mamy nauczycieli, którzy są uprawnieni do nauki w szkołach średnich. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby uczyli licealistę. Ale na to musi wyrazić zgodę dyrektor macierzystej szkoły ucznia - mówi Anna Jóźwik-Wabik, dyrektorka zespołu szkół specjalnych przy GCZD. I dodaje, że licea niechętnie korzystają z tej drogi, bo gminy muszą wtedy za ucznia płacić innej szkole. - Dyrektorka liceum syna powiedziała nam, że nie ma takiej możliwości - mówią rodzice Piotrka. Liceum gwarantowało mu indywidualne nauczanie, ale tylko w domu. - Jak nas wypuszczali na przepustki, Piotrek pierwsze, co mówił, to: mama, dzwoń do szkoły. Nauczyciele byli u niego najwyżej dziesięć razy, jednemu auto się zepsuło i nie dojechał, drugi utknął w korku, a dyrektorka uspokajała, że najważniejsze jest zdrowie, i po trzech dniach musieliśmy wracać do szpitala.

- Mamy maturzystkę, leczy się u nas od dziesięciu lat. Nie musimy, ale nie odmawiamy jej pomocy, powtarzamy z nią matematykę - mówi Agnieszka Żebrowska, dyrektorka szkoły przy Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie.

Nauczyciele z GCZD też z czystej życzliwości przeprowadzali z Piotrkiem lekcje. Nie mogli mu jednak wystawiać stopni. Liceum nie zgodziło się również sprawdzić i ocenić jego wiedzy. Zyskał o tyle, że się nie nudził i ma mniej zaległości. Chemioterapia trwała pół roku. Stracił więc semestr.

- Za rok będziemy mieli podobny problem. Nasza pacjentka skończy gimnazjum. Leczy się u nas od siedmiu lat i nie wygląda na to, żeby jej stan miał się poprawić. Będziemy szukać sposobu, żeby jej pomóc - mówi Anna Wesołowska, dyrektorka szkoły przy Szpitalu Dziecięcym w Krakowie Prokocimiu.

- Według rozporządzenia ministra edukacji trzeba mieć co najmniej 20 uczniów, żeby stworzyć liceum na terenie szpitala - wyjaśnia Anna Wietrzyk, rzeczniczka Śląskiego Kuratorium Oświaty. Mało który szpital spełnia ten wymóg, tym bardziej że pacjenci często się zmieniają.

Instytut Pomnik ma liceum od 30 lat. Jego dyrektorka Grażyna Michalczuk mówi: - Gdy inne szkoły przyszpitalne pytają mnie, jak je powołać, radzę im oprzeć się na konstytucji.

- Każdy człowiek ma obowiązek ukończyć gimnazjum, ale ma też prawo do nauki do 18. roku życia - wtóruje jej Ryszard Zimnoch, dyrektor drugiego w Polsce szpitalnego ogólniaka. Stworzył go rok temu w Białymstoku. Nie ominął ministerialnego przepisu i uzbierał uczniów, bo obsługuje cztery szpitale w powiecie.

Na Śląsku jedno liceum mogłoby uczyć pacjentów np. wszystkich dziecięcych ośrodków onkologicznych w Katowicach, Chorzowie i Zabrzu. Zimnoch podpowiada, że placówkę mógłby powołać marszałek. Pytam Aleksandrę Marzyńską, rzeczniczkę marszałka województwa śląskiego, czy to możliwe. - Prowadzimy osiem szkół przy uzdrowiskach, z czego dwa licea w Skoczowie i Istebnej. Ale te placówki medyczne należą do urzędu marszałkowskiego. W przeciwnym razie byłoby to niezgodne z prawem - mówi Marzyńska. - Niech w sprawie szpitali w Katowicach, Chorzowie i Zabrzu dogadają się władze miast - proponuje.

Piotrek jest już w domu, uczy się indywidualnie. Na szczęście nie ma przerzutów, chociaż w chorobie nowotworowej nigdy nic nie jest pewne. Prawą rękę po wstawieniu endoprotezy nosi jeszcze na temblaku. Wstydzi się tej niepełnosprawności. Fizyka i chemia to są jego jedyne atuty. - Nie ma chyba dziecka, które by tak czekało na nauczycieli jak Piotrek - mówi jego mama.

- To dyskryminacja - komentuje Jolanta Czernicka, szefowa fundacji Iskierka, która zajmuje się pacjentami dziecięcych ośrodków onkologicznych na Śląsku. - To, że dziecko jest chore, nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla jego nauczycieli. Tym bardziej jeśli chce się uczyć. W dobie internetu można wysłać zadania mailem, objaśnić na Skype'ie. Nauka pozwala oderwać się od choroby, dziecko koncentruje się na zadaniu, nie myśli o szpitalu. A tu zabrali chłopakowi to, co budowało jego poczucie wartości. W ten sposób produkuje się bezrobotnych, którzy będą wyciągać rękę po pomoc społeczną z podatków również tych nauczycieli.

Podziel się

  • 53 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    43 głosy

  • Licealista nie ma prawa mieć nowotworu cafe_justysia 07.03.10, 11:01

    Życzę Piotrkowi by udało mu się zdać maturę a bezdusznym nauczycielom by ktoś im dał do zroumienia by przepisy ich nie zaślepiały.»

  • Złodzieje w polskiej oświacie! nowak11 07.03.10, 13:11

    A co ma zrobić przewlekle chory gimnazjalista? Ma braki w edukacji, więc doliceum się nie dostanie. Do zawodówki też nie może pójść, bo lekarz nie wydazgody na praktykczną naukę zawodu. Więc»

  • Polacy u waaadzuni to okrutni wrogowie ludzkości ukos 07.03.10, 17:32

    Zostało im to, co najgorsze, po zaborczych czynownikach i policmajstrach, kozackiej nahajce i prusackiej szpicrucie. Nie wiadomo, czy odbydlęcenie jest w ogóle możliwe. »