Nie ciesz się gapowiczu, bo KZK rzecznika się nie boi
2010-03-03
, aktualizacja: 03.03.2010 19:56
- Rzecznik broni gapowiczów, a przecież ci ludzie okradają wszystkich uczciwych pasażerów, którzy płacą za bilety - mówi Roman Urbańczyk, szef KZK GOP
- To nie prawo, ale anarchia! - denerwuje się Roman Urbańczyk, szef KZK GOP, na wieść, że po interwencji rzecznika praw obywatelskich kontrolerzy gorzowskiego MZK nie mogą już zatrzymywać gapowiczów w autobusach i tramwajach. Zapowiada, że u nas to nie przejdzie. - Nie będziemy zmieniać regulaminu, tylko po to, by ułatwić gapowiczom życie - zapowiada.
ZOBACZ TAKŻE
- Po wakacjach bilet KZK GOP skasujesz przez komórkę (07-06-10, 13:12)
- Kierowca autobusu pobity przez pasażera. Za nic (31-05-10, 21:43)
- Nie ma prądu, więc satelita nie namierzy autobusu KZK (30-03-10, 19:13)
- Tramwaje Śląskie. Testy Helmuta wypadły pozytywnie (16-03-10, 20:10)
- Powstaną Koleje Śląskie, ale ruszą dopiero za dwa lata (24-02-10, 23:23)
- Po co flirtom ten power, skoro szyny są do bani? (18-02-10, 15:18)
- Wiekowy tramwaj z Frankfurtu na testach w Katowicach (07-02-10, 17:43)
- Konduktor nie wypisze już biletu. Będzie go drukować (25-01-10, 22:00)
- Auta jeżdżą po torowisku na Warszawskiej, jak po drodze (29-12-09, 19:27)
- Strona KZK najlepsza wśród serwisów komunikacyjnych (28-12-09, 13:56)
Kilka dni temu gorzowscy radni zmienili jeden z przepisów regulaminu przewozów MZK mówiący o tym, że "kontroler uprawniony jest również do udaremnienia próby opuszczenia pojazdu przez pasażera bez ważnego biletu". Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich, uznał go bowiem za sprzeczny z konstytucją. - Kontroler nie jest funkcjonariuszem policji i nie może nikogo zatrzymywać - argumentował Kochanowski.
Sprawa z Gorzowa wywołała spore zamieszanie w całym kraju. Nie ominęło ono i Komunikacyjnego Związku Komunalnego GOP w Katowicach, jednego z największych w kraju. W regulaminie KZK nie ma co prawda kontrowersyjnego zapisu o "udaremnieniu prób opuszczenia przez pasażera pojazdu", ale pojawił się inny problem. Gdy pasażer jadący na gapę odmawia pokazania dokumentu tożsamości, kontrolerzy KZK wzywają policję i do czasu pojawienia się patrolu proszą kierowcę o nieotwieranie drzwi. A to, zdaniem Kochanowskiego, jest już "pozbawieniem lub ograniczeniem nietykalności i wolności osobistej".
- Jeżeli jakiś pasażer poskarży się na te praktyki, to przyjrzymy się sprawie i przeanalizujemy regulamin związku - zapowiada Marta Kukowska z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Dodaje, że w Gorzowie rzecznik interweniował po skardze zatrzymanego pasażera.
Roman Urbańczyk, szef KZK GOP, jest oburzony i przekonuje, że rzecznik, zamiast do przestrzegania prawa, namawia do anarchii. - Broni gapowiczów, a przecież ci ludzie okradają wszystkich uczciwych pasażerów, którzy płacą za bilety - mówi Urbańczyk. I zapowiada, że nawet w przypadku interwencji RPO, związek nie będzie niczego zmieniał w regulaminie przewozów. Tym bardziej, że już teraz jest w nim przepis, że "podczas wykonywania przez kontrolera czynności związanych z wypisywaniem druku opłaty dodatkowej, pasażer zobowiązany jest oczekiwać w pojeździe do czasu ich zakończenia". - Jeżeli ktoś ucieka, to popełnia wykroczenie - przekonują pracownicy KZK.
W każdym miesiącu kontrolerzy KZK zatrzymują około 15 tys. gapowiczów. Według szacunków trzy razy tyle osób wymyka się z sita kontroli. KZK szacuje, że gdyby wszyscy zaczęli sumiennie płacić za przejazdy, kasa związku powiększyłaby się o 10 mln zł. - Ale i tak łapiemy sporo gapowiczów i odzyskujemy wiele pieniędzy. Szkoda, że ktoś chce to teraz zepsuć - mówi Urbańczyk.
Straszakiem na gapowiczów na Górnym Śląsku jest też przepis mówiący, że autobus może podjechać wprost pod komisariat policji. Za tę wątpliwą przyjemność gapowicz musi wtedy zapłacić 260 zł (plus mandat za brak biletu, który wynosi od 70 do 130 zł). - Kilka razy zdarzyło się, że musieliśmy zmienić trasę i podjechać na komisariat, ale to wyjątki. Zazwyczaj wystarczy, że tylko o tym wspomnimy. Pomaga i gapowicze od razu znajdują dowody osobiste - mówi Tomasz Musioł, jeden z kontrolerów pracujących w KZK GOP. - Dla nas opinia rzecznika praw obywatelskich nic nie zmienia, bo nigdy nie zatrzymywaliśmy gapowiczów siłą - zapewnia kontroler.
Sprawa z Gorzowa wywołała spore zamieszanie w całym kraju. Nie ominęło ono i Komunikacyjnego Związku Komunalnego GOP w Katowicach, jednego z największych w kraju. W regulaminie KZK nie ma co prawda kontrowersyjnego zapisu o "udaremnieniu prób opuszczenia przez pasażera pojazdu", ale pojawił się inny problem. Gdy pasażer jadący na gapę odmawia pokazania dokumentu tożsamości, kontrolerzy KZK wzywają policję i do czasu pojawienia się patrolu proszą kierowcę o nieotwieranie drzwi. A to, zdaniem Kochanowskiego, jest już "pozbawieniem lub ograniczeniem nietykalności i wolności osobistej".
- Jeżeli jakiś pasażer poskarży się na te praktyki, to przyjrzymy się sprawie i przeanalizujemy regulamin związku - zapowiada Marta Kukowska z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Dodaje, że w Gorzowie rzecznik interweniował po skardze zatrzymanego pasażera.
Roman Urbańczyk, szef KZK GOP, jest oburzony i przekonuje, że rzecznik, zamiast do przestrzegania prawa, namawia do anarchii. - Broni gapowiczów, a przecież ci ludzie okradają wszystkich uczciwych pasażerów, którzy płacą za bilety - mówi Urbańczyk. I zapowiada, że nawet w przypadku interwencji RPO, związek nie będzie niczego zmieniał w regulaminie przewozów. Tym bardziej, że już teraz jest w nim przepis, że "podczas wykonywania przez kontrolera czynności związanych z wypisywaniem druku opłaty dodatkowej, pasażer zobowiązany jest oczekiwać w pojeździe do czasu ich zakończenia". - Jeżeli ktoś ucieka, to popełnia wykroczenie - przekonują pracownicy KZK.
W każdym miesiącu kontrolerzy KZK zatrzymują około 15 tys. gapowiczów. Według szacunków trzy razy tyle osób wymyka się z sita kontroli. KZK szacuje, że gdyby wszyscy zaczęli sumiennie płacić za przejazdy, kasa związku powiększyłaby się o 10 mln zł. - Ale i tak łapiemy sporo gapowiczów i odzyskujemy wiele pieniędzy. Szkoda, że ktoś chce to teraz zepsuć - mówi Urbańczyk.
Straszakiem na gapowiczów na Górnym Śląsku jest też przepis mówiący, że autobus może podjechać wprost pod komisariat policji. Za tę wątpliwą przyjemność gapowicz musi wtedy zapłacić 260 zł (plus mandat za brak biletu, który wynosi od 70 do 130 zł). - Kilka razy zdarzyło się, że musieliśmy zmienić trasę i podjechać na komisariat, ale to wyjątki. Zazwyczaj wystarczy, że tylko o tym wspomnimy. Pomaga i gapowicze od razu znajdują dowody osobiste - mówi Tomasz Musioł, jeden z kontrolerów pracujących w KZK GOP. - Dla nas opinia rzecznika praw obywatelskich nic nie zmienia, bo nigdy nie zatrzymywaliśmy gapowiczów siłą - zapewnia kontroler.
Serwis komunikacja poleca: Konduktor nie wypisze już biletu. Będzie go drukować
- 28 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów




