Z inspektora NIK-u na dyrektora kliniki

Judyta Watoła
2010-03-02 , aktualizacja: 02.03.2010 22:06
A A A Drukuj
Inspektor NIK, który kontrolował Szpital Kliniczny nr 5 w Katowicach, został właśnie jego dyrektorem. - Świetnie się zna na zarządzaniu szpitalami, bo wcześniej wiele ich kontrolował - chwalą go władze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Skoro tak, to czemu powierzyły mu najmniejszy ze sprawdzanych szpitali?
Na to pytanie na razie zapewne nie uzyskamy odpowiedzi. Podobnie jak na inne, które ciśnie się na usta: czy umiejętność sprawdzania przetargów i badań klinicznych w szpitalach wystarczy, żeby potem nimi sprawnie zarządzać? Tak czy inaczej dwóch dyrektorów, którym inspektor Dariusz Jorg wytknął błędy, a nawet możliwość popełnienia przestępstwa, straciło swoje stanowiska, a on właśnie zajął miejsce jednego z nich.

To zdarzenie przypomina mi trochę inne, z odległej nieco przeszłości. Cofnijmy się o osiem lat. Oto Bernadeta Kuraszewska, dyrektorka wydziału zdrowia urzędu marszałkowskiego, z końcem wakacji odchodzi z posady. Nowej pracy szuka w Śląskiej Akademii Medycznej. Rektor Tadeusz Wilczok przyjmuje ją z radością i daje posadę nie gdzie indziej, tylko w rektoracie.

W tym samym czasie rektor traci nagle zaufanie do prof. Janusza Świetlińskiego, dyrektora Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki. Jeszcze niedawno chwalił go za determinację, przekonywał, że gdyby nie Świetliński, szpital w ogóle nie zacząłby leczyć dzieci. Teraz nie podoba mu się, że Świetliński jest lekarzem, a nie menedżerem. Przekonuje, że wysoka lokata szpitala w ogólnopolskim rankingu "Rzeczpospolitej" to czysty przypadek.

17 września zbiera się rada społeczna szpitala, by głosować nad wnioskiem rektora o odwołanie Świetlińskiego. Na posiedzenie przychodzi przedstawicielka urzędu marszałkowskiego - Kuraszewska. Nikt z rady się nawet nie zająknie, czy to w porządku, skoro teraz pracuje gdzie indziej. Siadają i głosują zgodnie z życzeniem rektora, popierając jego wniosek.

Trzy tygodnie później rektor odwołuje Świetlińskiego, a na jego miejsce powołuje, a jakże, Kuraszewską! Ta od razu wpada w konflikt ze Świetlińskim, który w centrum kieruje Kliniką Intensywnej Terapii. Ten nie wytrzymuje i wynosi się do Warszawy.

Dziś Kurszewska jest kanclerzem Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Zasiadając na tym stanowisku, ma wpływ na obsadę stanowisk dyrektorów szpitali klinicznych. Jedno z nich dostał właśnie Jorg, człowiek także nie bez skazy. Choć koordynował wielką kontrolę NIK w 13 szpitalach, osobiście miał kontrolować tylko jeden z nich - Górnośląskie Centrum Medyczne. A jednak nie mając wymaganego upoważnienia, regularnie przychodził też do Centralnego Szpitala Klinicznego i nie wpisując się nawet do tzw. księgi kontroli, żądał wydania mu dokumentów. Ówczesny szef CSK Zbigniew Swoboda odmawiał. Chwilę potem stracił stanowisko. Jako jeden z powodów władze SUM podały utrudnianie pracy kontrolerom NIK!

Cóż, teraz, kiedy już drugi inspektor NIK dostał w SUM posadę dyrektora szpitala, taka sytuacja na pewno się nie powtórzy.

Podziel się

  • 22 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów