Dla pielęgniarek nie ma już kanapek ani dobrego słowa
2010-03-01
, aktualizacja: 01.03.2010 22:23
Trzy lata temu pielęgniarki okupowały kancelarię premiera. Z kanapkami i słowami poparcia odwiedziła ich jako jedna z pierwszych posłanka Ewa Kopacz. Od rządu domagała się, by dał im podwyżki. A dziś, już jako minister, dziwi się, że pielęgniarki chcą z nią rozmawiać o podwyżkach
ZOBACZ TAKŻE
- Bezrobotni słyszą: Proszę uzbroić się w cierpliwość (17-03-10, 20:28)
- Czy minister Ewa Kopacz cierpi na rozdwojenie jaźni? (10-03-10, 13:19)
- Koniec strajku w bielskim Szpitalu Wojewódzkim (26-02-10, 22:15)
- Pielęgniarki dostaną pieniądze, część nadal strajkuje (24-02-10, 21:54)
- Pielęgniarki strajkują, a cała reszta ma je popierać (23-02-10, 22:32)
- Pielęgniarki wyzywają się od zdrajczyń. Dlaczego? (21-02-10, 21:00)
Zakończony piątkowej nocy strajk pielęgniarki z Podbeskidzia raczej nie będą mogły uznać za sukces. W żadnym z pięciu szpitali nie udało się im wywalczyć podwyżek pensji w takiej wysokości, jakiej się domagały. Gorzej, większość z protestujących wywalczyła jedynie jednorazowe dodatki: w jednym szpitalu dostaną po 1750 zł, w innym po 2 tys. zł.
Niewiele. Pytanie, czy było można więcej? Szpitale mają mniejsze kontrakty i większe wydatki, bo rosną ceny prądu, gazu, lekarstw, sprzętu jednorazowego, słowem wszystkiego co potrzebne jest do leczenia. Szpitale chciałyby mieć większe kontrakty, ale o tym decyduje przecież Narodowy Fundusz Zdrowia. Ten zaś nie może dać większych kontraktów, bo wpływy ze składek, jakie z naszych pensji odkładamy na leczenie, są - z powodu kryzysu gospodarczego - mniejsze niż jeszcze rok czy dwa lata temu.
Tyle że fundusz mógłby mieć dziś więcej pieniędzy, gdyby zgodnie ze swymi zapowiedziami sprzed kilkunastu miesięcy minister Kopacz doprowadziła do podniesienia składki zdrowotnej. Wygląda na to, że pani minister diametralnie zmieniła w tej sprawie zdanie albo nie pamięta już, co zapowiadała. W każdym razie teraz pytana o składkę odpowiada, że jej podwyższenie nic nie da, bo w ostatnich latach budżet NFZ-etu zwiększył się o prawie 10 mld zł, a pacjenci i tak nie czują poprawy.
W takim razie przypomnijmy jeszcze kilka innych faktów z przeszłości. W czerwcu 2007 roku cztery dzielne pielęgniarki, w tym Iwona Borchulska z regionu śląskiego, okupują kancelarię premiera Jarosława Kaczyńskiego. Setki ich koleżanek pod kancelarią rozbijają białe miasteczko. Domagają się utrzymania przyznanych rok wcześniej im i lekarzom podwyżek.
Atmosfera była gorąca. Wiceminister zdrowia Bolesław Piecha wypominał pielęgniarkom, że nie chcą się spotkać z premierem poza kancelarią. Przewodnicząca komisji zdrowia Ewa Kopacz z Platformy Obywatelskiej krzyczy: - Dość tego gadania, zróbmy coś! Potem bierze kartkę z postulatami pielęgniarek i odpytuje Piechę: - Na jakim to jest etapie? Co rząd z tym robi?
Rząd proponuje, by utrzymać podwyżki, uchwalając identyczną jak rok wcześniej ustawę. Sęk w tym, że zbliżają się już wybory. PiS-owski rząd wolałby, by ustawę przepchnąć przez parlament już po nich, bo inaczej skłonni do populizmu posłowie całą nadwyżkę, jaką zgromadził właśnie NFZ, dadzą na podwyżki.
Posłanka Kopacz komentuje nie bez złośliwości: - Minister obawia się populistów w Sejmie? Szkoda, że dopiero teraz! Rząd sam jest sobie winien. Gdyby nie grał z lekarzami, a potem z pielęgniarkami na przetrzymanie, ustawę podwyżkową uchwalilibyśmy w lipcu, kiedy o przyspieszonych wyborach nikt jeszcze nie śnił. A teraz ma za swoje.
Przypominam te wypowiedzi nie dlatego, by się wyzłośliwiać, ale dlatego, że w zeszłym tygodniu, kiedy przez kilka dni garstka pielęgniarek pikietowała pod Ministerstwem Zdrowia i domagała się rozmowy o podwyżkach, minister Kopacz dziwiła się, że pielęgniarki w ogóle do niej przychodzą. Wyjaśniała im, a za nią jej zastępcy, że partnerem do rozmów w żadnym razie nie jest ministerstwo, tylko dyrektorzy szpitali.
Owszem, minister nie może zarządzić podwyżek w tym czy innym szpitalu. Ale nieprawdą jest, że na to, ile będą miały pieniędzy, nie ma żadnego wpływu. Podniesienie składki mogłoby być krokiem w tym kierunku.
Zapewne jest też prawdą, że w odczuciu pacjentów nic się w ostatnich latach w zdrowiu nie poprawiło. Mimo że NFZ dostał potężny zastrzyk pieniędzy. Pani minister powinna sobie jednak przypomnieć, że sama bardzo chciała, by te pieniądze przeznaczono na podwyżki. To, że w ocenie pielęgniarek ich podział był niesprawiedliwy i trafiły głównie do kieszeni lekarzy, to inny problem. Pani minister, która mieszkankom białego miasteczka okazywała wielką solidarność, mogłaby się dziś nad nim pochylić, zamiast odsyłać pielęgniarki z kwitkiem.
Niewiele. Pytanie, czy było można więcej? Szpitale mają mniejsze kontrakty i większe wydatki, bo rosną ceny prądu, gazu, lekarstw, sprzętu jednorazowego, słowem wszystkiego co potrzebne jest do leczenia. Szpitale chciałyby mieć większe kontrakty, ale o tym decyduje przecież Narodowy Fundusz Zdrowia. Ten zaś nie może dać większych kontraktów, bo wpływy ze składek, jakie z naszych pensji odkładamy na leczenie, są - z powodu kryzysu gospodarczego - mniejsze niż jeszcze rok czy dwa lata temu.
Tyle że fundusz mógłby mieć dziś więcej pieniędzy, gdyby zgodnie ze swymi zapowiedziami sprzed kilkunastu miesięcy minister Kopacz doprowadziła do podniesienia składki zdrowotnej. Wygląda na to, że pani minister diametralnie zmieniła w tej sprawie zdanie albo nie pamięta już, co zapowiadała. W każdym razie teraz pytana o składkę odpowiada, że jej podwyższenie nic nie da, bo w ostatnich latach budżet NFZ-etu zwiększył się o prawie 10 mld zł, a pacjenci i tak nie czują poprawy.
W takim razie przypomnijmy jeszcze kilka innych faktów z przeszłości. W czerwcu 2007 roku cztery dzielne pielęgniarki, w tym Iwona Borchulska z regionu śląskiego, okupują kancelarię premiera Jarosława Kaczyńskiego. Setki ich koleżanek pod kancelarią rozbijają białe miasteczko. Domagają się utrzymania przyznanych rok wcześniej im i lekarzom podwyżek.
Atmosfera była gorąca. Wiceminister zdrowia Bolesław Piecha wypominał pielęgniarkom, że nie chcą się spotkać z premierem poza kancelarią. Przewodnicząca komisji zdrowia Ewa Kopacz z Platformy Obywatelskiej krzyczy: - Dość tego gadania, zróbmy coś! Potem bierze kartkę z postulatami pielęgniarek i odpytuje Piechę: - Na jakim to jest etapie? Co rząd z tym robi?
Rząd proponuje, by utrzymać podwyżki, uchwalając identyczną jak rok wcześniej ustawę. Sęk w tym, że zbliżają się już wybory. PiS-owski rząd wolałby, by ustawę przepchnąć przez parlament już po nich, bo inaczej skłonni do populizmu posłowie całą nadwyżkę, jaką zgromadził właśnie NFZ, dadzą na podwyżki.
Posłanka Kopacz komentuje nie bez złośliwości: - Minister obawia się populistów w Sejmie? Szkoda, że dopiero teraz! Rząd sam jest sobie winien. Gdyby nie grał z lekarzami, a potem z pielęgniarkami na przetrzymanie, ustawę podwyżkową uchwalilibyśmy w lipcu, kiedy o przyspieszonych wyborach nikt jeszcze nie śnił. A teraz ma za swoje.
Przypominam te wypowiedzi nie dlatego, by się wyzłośliwiać, ale dlatego, że w zeszłym tygodniu, kiedy przez kilka dni garstka pielęgniarek pikietowała pod Ministerstwem Zdrowia i domagała się rozmowy o podwyżkach, minister Kopacz dziwiła się, że pielęgniarki w ogóle do niej przychodzą. Wyjaśniała im, a za nią jej zastępcy, że partnerem do rozmów w żadnym razie nie jest ministerstwo, tylko dyrektorzy szpitali.
Owszem, minister nie może zarządzić podwyżek w tym czy innym szpitalu. Ale nieprawdą jest, że na to, ile będą miały pieniędzy, nie ma żadnego wpływu. Podniesienie składki mogłoby być krokiem w tym kierunku.
Zapewne jest też prawdą, że w odczuciu pacjentów nic się w ostatnich latach w zdrowiu nie poprawiło. Mimo że NFZ dostał potężny zastrzyk pieniędzy. Pani minister powinna sobie jednak przypomnieć, że sama bardzo chciała, by te pieniądze przeznaczono na podwyżki. To, że w ocenie pielęgniarek ich podział był niesprawiedliwy i trafiły głównie do kieszeni lekarzy, to inny problem. Pani minister, która mieszkankom białego miasteczka okazywała wielką solidarność, mogłaby się dziś nad nim pochylić, zamiast odsyłać pielęgniarki z kwitkiem.
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów





