Strażacy wypraszają muzeum i figury muzyków Myslovitz
2010-03-01
, aktualizacja: 01.03.2010 11:50
Koniec spotkań czwartkowych, prezentacji lokalnych kolekcjonerów, artystów, sportowców? Strażacy wyrzucają ze swojej siedziby muzeum Mysłowic. Na razie znikną rekonstrukcja familoka i figury muzyków Myslovitz
ZOBACZ TAKŻE
- Młodzi Panowie będą w Rybniku uczyć dzieci kabaretu (10-03-10, 14:03)
- Rojek o przenosinach Offu: Najtrudniej wygrać z głupotą (25-02-10, 22:42)
- Katowice kuszą festiwal Camerimage byłą kopalnią (25-02-10, 16:04)
- Rojek ucieka z Mysłowic. Off Festival w Katowicach (24-02-10, 21:44)
- Klossa z Gliwickiej jako pierwszy zastąpi król Jagiełło (09-02-10, 12:00)
- Prezydent promuje się Rojkiem i Walusiem. Bez ich zgody (25-01-10, 22:00)
Miejskie muzeum jest gościem w dwóch halach na piętrze Centralnego Muzeum Pożarnictwa od 2006 roku. Prowadzi je Adam Plackowski - artysta i społecznik, znany z akcji malarstwa emocjonalnego. Od początku chciał, żeby muzeum było żywe, i udało mu się. W tworzenie wystaw angażuje mieszkańców. Dzięki ich fotografiom, sprzętom i strojom odtworzył dawne życie w Mysłowicach i historię zmagań wojennych. Sprowadził z powrotem do miasta wiekowy zegar strefowy czy wystawił figury woskowe muzyków zespołu Myslovitz.
Ale muzeum to nie tylko eksponaty. Co czwartek odbywają się tutaj spotkania, podczas których prezentują się lokalni pisarze, malarze czy kolekcjonerzy. Jak przyjechali taternicy, to nie tylko opowiadali o wyprawach, ale też uczestnicy spotkania mogli spróbować wspinaczki.
Muzeum wychodzi też poza swoje mury. Po pierwsze, wirtualnie - relacjonując na bieżąco wydarzenia w swoim portalu i w serwisie YouTube. Po drugie, wychodzi w miasto - organizuje sprzątanie obszaru Trójkąta Trzech Cesarzy czy poszukiwania radzieckiego czołgu na dnie Przemszy.
Tymczasem w Centralnym Muzeum Pożarnictwa oprócz cyklicznych dni otwartych odbywają się narady kadry kierowniczej oraz posiedzenia, sympozja i rocznicowe akademie. Na wystawie - pojazdy, sikawki, pompy, drabiny, sztandary, medale, odznaczenia. Jedyną odmianą były propagandowe plakaty. Plackowski twierdzi, że strażaków mierzi, że w muzeum miejskim tyle się dzieje, a u nich nuda.
Sygnały niechęci ze strony gospodarzy zaczęły się od żądania usunięcia kopii filmowego Misia z wikliny, który ze względu na rozmiary nie mieścił się na piętrze i stał na dole, wśród wozów strażackich. Potem strażacy zażądali usunięcia sprzed budynku starego śmigłowca, który miał być zaczątkiem parku militarnego. W końcu w zeszłym tygodniu Plackowski dostał wypowiedzenie umowy najmu jednej z hal, czyli w sumie połowy powierzchni muzeum miejskiego.
Oficjalny powód to obchody 35-lecia muzeum pożarnictwa. Jego dyrektor Włodzimierz Bareła twierdzi, że potrzebuje większej powierzchni wystawienniczej.
- Co pan planuje wystawić w tej hali? - pytam.
- To, co tam było wcześniej - Bareła nie potrafi podać szczegółów.
Plackowski też się nie domyśla. - Wozu tam nie wstawią, bo strop nie wytrzyma - mówi. Sprawa jest tym dziwniejsza, że strażacka placówka w Mysłowicach jest największym tego typu muzeum w Europie. CMP liczy w sumie około 7 tys. m kw., z czego Plackowski zajmuje zaledwie 1,2 tys.
W spornej hali znajduje się rekonstrukcja familoka - domek z drewna postawiony przed beskidzkich górali z urządzonymi na śląską modłę kuchnią, salonem i sypialnią - oraz figury Myslovitz i magazyn. Nie da rady upchnąć tego w drugim pomieszczeniu. Chyba że kosztem spotkań czwartkowych. A sprzęty mają zniknąć do sierpnia.
- Tylko na sześć miesięcy. Po jubileuszu hala może znów służyć muzeum miejskiemu - mówi Bareła. Ale pisemnie takiej deklaracji nie złożył.
Plackowski na święto strażaków szykuje atrakcję: - Zbiorę podpisy od mieszkańców pod protestem, a potem zrobimy pikietę pod budynkiem muzeum.
- Nie pozwolimy burzyć historii - mówi Bernard Pastuszek, przewodniczący rady miejskiej w Mysłowicach. Dzisiaj będzie negocjować z dyrektorem CMP.
Ale muzeum to nie tylko eksponaty. Co czwartek odbywają się tutaj spotkania, podczas których prezentują się lokalni pisarze, malarze czy kolekcjonerzy. Jak przyjechali taternicy, to nie tylko opowiadali o wyprawach, ale też uczestnicy spotkania mogli spróbować wspinaczki.
Muzeum wychodzi też poza swoje mury. Po pierwsze, wirtualnie - relacjonując na bieżąco wydarzenia w swoim portalu i w serwisie YouTube. Po drugie, wychodzi w miasto - organizuje sprzątanie obszaru Trójkąta Trzech Cesarzy czy poszukiwania radzieckiego czołgu na dnie Przemszy.
Tymczasem w Centralnym Muzeum Pożarnictwa oprócz cyklicznych dni otwartych odbywają się narady kadry kierowniczej oraz posiedzenia, sympozja i rocznicowe akademie. Na wystawie - pojazdy, sikawki, pompy, drabiny, sztandary, medale, odznaczenia. Jedyną odmianą były propagandowe plakaty. Plackowski twierdzi, że strażaków mierzi, że w muzeum miejskim tyle się dzieje, a u nich nuda.
Sygnały niechęci ze strony gospodarzy zaczęły się od żądania usunięcia kopii filmowego Misia z wikliny, który ze względu na rozmiary nie mieścił się na piętrze i stał na dole, wśród wozów strażackich. Potem strażacy zażądali usunięcia sprzed budynku starego śmigłowca, który miał być zaczątkiem parku militarnego. W końcu w zeszłym tygodniu Plackowski dostał wypowiedzenie umowy najmu jednej z hal, czyli w sumie połowy powierzchni muzeum miejskiego.
Oficjalny powód to obchody 35-lecia muzeum pożarnictwa. Jego dyrektor Włodzimierz Bareła twierdzi, że potrzebuje większej powierzchni wystawienniczej.
- Co pan planuje wystawić w tej hali? - pytam.
- To, co tam było wcześniej - Bareła nie potrafi podać szczegółów.
Plackowski też się nie domyśla. - Wozu tam nie wstawią, bo strop nie wytrzyma - mówi. Sprawa jest tym dziwniejsza, że strażacka placówka w Mysłowicach jest największym tego typu muzeum w Europie. CMP liczy w sumie około 7 tys. m kw., z czego Plackowski zajmuje zaledwie 1,2 tys.
W spornej hali znajduje się rekonstrukcja familoka - domek z drewna postawiony przed beskidzkich górali z urządzonymi na śląską modłę kuchnią, salonem i sypialnią - oraz figury Myslovitz i magazyn. Nie da rady upchnąć tego w drugim pomieszczeniu. Chyba że kosztem spotkań czwartkowych. A sprzęty mają zniknąć do sierpnia.
- Tylko na sześć miesięcy. Po jubileuszu hala może znów służyć muzeum miejskiemu - mówi Bareła. Ale pisemnie takiej deklaracji nie złożył.
Plackowski na święto strażaków szykuje atrakcję: - Zbiorę podpisy od mieszkańców pod protestem, a potem zrobimy pikietę pod budynkiem muzeum.
- Nie pozwolimy burzyć historii - mówi Bernard Pastuszek, przewodniczący rady miejskiej w Mysłowicach. Dzisiaj będzie negocjować z dyrektorem CMP.
Polecamy: Artur Rojek o przenosinach Off Festivalu: Najtrudniej wygrać z głupotą
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


