Mars dokończy żywota nie w rzeźni lecz u policjanta
2010-02-22
, aktualizacja: 22.02.2010 22:59
Wysłużony koń z posterunku konnego w Chorzowie został w poniedziałek przekazany swojemu jeźdźcowi. Będzie mieszkał w jednej z opolskich wsi i odpoczywał. Specjalnie powołany nadzór w policji ma nie dopuścić więcej do sytuacji, by policyjny koń zamiast na emeryturę trafiał do rzeźni
ZOBACZ TAKŻE
- Mars uratowany! Policja odwołała sprzedaż konia (16-02-10, 08:52)
- Smutny los policyjnego konia. Pójdzie na kabanosy? (14-02-10, 21:07)
Mars przez dziewięć lat pracował w śląskiej policji. Pod koniec zeszłego roku został wycofany ze służby z powodu choroby. Policyjne wierzchowce najczęściej mają problemy ze stawami i kręgosłupem. Mars nabawił się wrzodów żołądka, prawdopodobnie od stresów. Płochliwe z natury zwierzę obsługiwało koncerty i mecze, znosząc tłum i hałas. Zaczął mieć także kłopoty ze wzrokiem.
Wysłużony koń, podobnie jak pies służbowy, od sierpnia zeszłego roku może zostać nieodpłatnie przekazany swojemu dotychczasowemu opiekunowi. Sierżant Dariusz Rek, pod którym Mars od początku patrolował Chorzów, wystąpił o to, oferując przyjacielowi emeryturę. Komendant śląskiej policji postanowił jednak sprzedać konia. Gdy na pierwszym przetargu nikt nie chciał dać za niego 1800 zł, cena spadła o połowę, poniżej wartości koniny. Można było przewidzieć dalsze losy zwierzęcia. Gniady koń rasy wielkopolskiej mógł pójść tylko na kabanosy.
Pisaliśmy o tym tydzień temu w poniedziałek, na dzień przed drugim przetargiem. Sprawa poruszyła naszych Czytelników. "Skandal! Jeśli ten koń zginie, ostatecznie zrażę się do policji" - pisali na internetowym forum Gazety. - "Hańba policji, za marne tysiąc złotych zniszczy sobie wizerunek. Chciwość, znieczulica. Czy wybrakowanych funkcjonariuszy też będziecie sprzedawać na mięso?" - pytali internauci.
W dniu publikacji artykułu komendant odwołał przetarg. Mars miał mieć zapewnioną spokojną starość u Reka lub w przytulisku dla koni w Ćwiklicach pod Pszczyną. Policjant musiał uzupełnić swój raport, wskazać miejsce pobytu konia, zadeklarować, że zapewni mu godne warunki i opiekę weterynaryjną. Z naszych informacji wynika, że na wcześniejszych przetargach obcy kupcy składali takie deklaracje ustnie lub w ogóle nie musieli nic obiecywać. Często interesowała ich tylko waga konia.
Ostatecznie Mars został w poniedziałek przekazany Rekowi. Dokończy żywota u znajomej policjanta Agaty Kamińskiej we wsi Bodzanowice na Opolszczyźnie. Kamińska jeździ konno w stadninie w sąsiedniej wsi i od dziecka marzyła, żeby mieć swojego wierzchowca. Ale Marsa nie będzie eksploatować. - Będzie miał swój boks, dwa psy i dwa koty do towarzystwa oraz kuca z sąsiedztwa, może się zaprzyjaźnią. Kupię mu jeszcze kozę, żeby nie stał sam w stajni. Stanie się członkiem mojej rodziny i będzie po prostu odpoczywał. Do czego mi potrzebny? A do czego potrzebny jest pies? Do kochania! - mówi Kamińska.
W okolicy Bodzanowic żyje dużo koni, nie brakuje więc też lekarzy weterynarii, którzy się na tych zwierzętach znają. Jeden już obejrzał i osłuchał Marsa. Kamińska: - Ze szczegółowymi badaniami poczekamy trzy, cztery dni, aż koń się uspokoi. Transport był dla niego stresem. Nie jest osowiały, rozgląda się z ciekawością, ale musimy ustalić, dlaczego tak spada na wadze.
Diagnostykę i leczenie Marsa sfinansuje ćwiklickie Przytulisko. Po apelu "Gazety" o wsparcie na wykup Marsa, gdy jeszcze nie było wiadomo, że przetarg zostanie odwołany, na konto Przytuliska wpłynęło bowiem około 3 tys. zł od Czytelników "Gazety". - Nie wiem, jak im dziękować, również za słowa wsparcia na forum - mówi wzruszony Rek.
Policjant będzie doglądał swego wieloletniego druha i pomagał w jego utrzymaniu.
Po zamieszaniu z Marsem zastępca komendanta śląskiej policji objął osobisty nadzór nad decyzjami o emeryturach policyjnych zwierząt.
Wysłużony koń, podobnie jak pies służbowy, od sierpnia zeszłego roku może zostać nieodpłatnie przekazany swojemu dotychczasowemu opiekunowi. Sierżant Dariusz Rek, pod którym Mars od początku patrolował Chorzów, wystąpił o to, oferując przyjacielowi emeryturę. Komendant śląskiej policji postanowił jednak sprzedać konia. Gdy na pierwszym przetargu nikt nie chciał dać za niego 1800 zł, cena spadła o połowę, poniżej wartości koniny. Można było przewidzieć dalsze losy zwierzęcia. Gniady koń rasy wielkopolskiej mógł pójść tylko na kabanosy.
Pisaliśmy o tym tydzień temu w poniedziałek, na dzień przed drugim przetargiem. Sprawa poruszyła naszych Czytelników. "Skandal! Jeśli ten koń zginie, ostatecznie zrażę się do policji" - pisali na internetowym forum Gazety. - "Hańba policji, za marne tysiąc złotych zniszczy sobie wizerunek. Chciwość, znieczulica. Czy wybrakowanych funkcjonariuszy też będziecie sprzedawać na mięso?" - pytali internauci.
W dniu publikacji artykułu komendant odwołał przetarg. Mars miał mieć zapewnioną spokojną starość u Reka lub w przytulisku dla koni w Ćwiklicach pod Pszczyną. Policjant musiał uzupełnić swój raport, wskazać miejsce pobytu konia, zadeklarować, że zapewni mu godne warunki i opiekę weterynaryjną. Z naszych informacji wynika, że na wcześniejszych przetargach obcy kupcy składali takie deklaracje ustnie lub w ogóle nie musieli nic obiecywać. Często interesowała ich tylko waga konia.
Ostatecznie Mars został w poniedziałek przekazany Rekowi. Dokończy żywota u znajomej policjanta Agaty Kamińskiej we wsi Bodzanowice na Opolszczyźnie. Kamińska jeździ konno w stadninie w sąsiedniej wsi i od dziecka marzyła, żeby mieć swojego wierzchowca. Ale Marsa nie będzie eksploatować. - Będzie miał swój boks, dwa psy i dwa koty do towarzystwa oraz kuca z sąsiedztwa, może się zaprzyjaźnią. Kupię mu jeszcze kozę, żeby nie stał sam w stajni. Stanie się członkiem mojej rodziny i będzie po prostu odpoczywał. Do czego mi potrzebny? A do czego potrzebny jest pies? Do kochania! - mówi Kamińska.
W okolicy Bodzanowic żyje dużo koni, nie brakuje więc też lekarzy weterynarii, którzy się na tych zwierzętach znają. Jeden już obejrzał i osłuchał Marsa. Kamińska: - Ze szczegółowymi badaniami poczekamy trzy, cztery dni, aż koń się uspokoi. Transport był dla niego stresem. Nie jest osowiały, rozgląda się z ciekawością, ale musimy ustalić, dlaczego tak spada na wadze.
Diagnostykę i leczenie Marsa sfinansuje ćwiklickie Przytulisko. Po apelu "Gazety" o wsparcie na wykup Marsa, gdy jeszcze nie było wiadomo, że przetarg zostanie odwołany, na konto Przytuliska wpłynęło bowiem około 3 tys. zł od Czytelników "Gazety". - Nie wiem, jak im dziękować, również za słowa wsparcia na forum - mówi wzruszony Rek.
Policjant będzie doglądał swego wieloletniego druha i pomagał w jego utrzymaniu.
Po zamieszaniu z Marsem zastępca komendanta śląskiej policji objął osobisty nadzór nad decyzjami o emeryturach policyjnych zwierząt.
Polecamy: Policja bezmyślnie ściga chorą na stwardnienie rozsiane
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter





