Kobiety będą mogły fedrować węgiel! Tylko czy zechcą?

Tomasz Głogowski
2010-02-22 , aktualizacja: 22.02.2010 15:04
A A A Drukuj
- Zgłoszenia pań rozpatrzymy na takich samych zasadach jak mężczyzn. Pytanie, czy znajdą się chętne do ciężkiej i niebezpiecznej pracy na dole - mówią spółki węglowe. Bo na Śląsku mało kto wierzy, że mimo zmiany przepisów kobiety zaczną masowo zgłaszać się na kopalnie
Sztygar zmianowy Edyta Urbaniec zapozowała z rodziną do kalendarza JSW
fot. materiały JSW
Sztygar zmianowy Edyta Urbaniec zapozowała z rodziną do kalendarza JSW
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy kobiety powinny pracować pod ziemią?

Tak, w koncu mamy równouprawnienie
Nie, to za ciężka praca
Nie mam zdania

Pierwszy krok do zniesienia zakazu zabraniającego kobietom ciężkiej fizycznej pracy na dole kopalń zrobiliśmy w maju 2008 roku, gdy rząd wypowiedział 45. konwencję Międzynarodowej Organizacji Pracy ("Gazeta" pisała o tej sprawie). Zawarliśmy ją w 1935 roku, uznając - podobnie jak wiele innych państw europejskich - że wysokie ciśnienie i stałe zagrożenie życia panujące w na dole sprawiają, że nie jest to odpowiednie miejsce pracy dla kobiet. Teraz zrobiliśmy następny krok. Jak poinformowała niedawno "Rzeczpospolita", komisje spraw zagranicznych i polityki społecznej zdecydowały o wycofaniu się Polski z zapisów Europejskiej Karty Społecznej Rady Europy. Ta konwencja również zabrania kobietom pracy na przodku.

Jeżeli projekt ustawy przegłosuje teraz Sejm, spółki węglowe będą miały obowiązek rozpatrywać podania kobiet na takich samych zasadach jak mężczyzn. Pod warunkiem oczywiście, że znajdą się panie chętne do fedrowania węgla. Na razie takich nie ma. - Nie otrzymaliśmy jeszcze żadnego CV od kobiety, ale jeżeli wpłynie, to potraktujemy je poważnie. Kandydatka zostanie skierowania na badania medyczne, rozmowę z psychologiem i komisję kwalifikacyjną. Tak samo jak mężczyzna - zapewnia Agnieszka Barzycka z biura prasowego Jastrzębskiej Spółki Węglowej, największego w Polsce producenta węgla koksowego.

Ale choć podobne deklaracje płyną z innych spółek węglowych i kopalń, to na Śląsku mało kto wierzy, że kobiety zaczną masowo zgłaszać się do fedrowania węgla. - To tak ciężka i wyczerpująca praca, że często nawet zdrowi mężczyźni nie są w stanie jej podołać. Odchodzą po dwóch, trzech miesiącach fedrowania i chcą zapomnieć o kopalni - mówi Bogusław Ziętek, szef Sierpnia '80, jednego z największych związków zawodowych w górnictwie.

Ale nawet on nie wyklucza, że mogłaby znaleźć się zdeterminowana kandydatka. Tym bardziej że kobiety już dziś pracują w kopalniach na wybranych stanowiskach. Są geolożkami, lekarkami czy inżynierami. Tak jak Edyta Urbaniec z Jastrzębskiej Spółki Węglowej, która niedawno awansowała na stanowisko sztygara zmianowego. Pani Edyta trzy razy w tygodniu zjeżdża na dół, gdzie nadzoruje przebudowę chodników, a pozostałe dwa dni pracuje w biurze (codziennych zjazdów zabraniają jej właśnie konwencje, które podpisaliśmy w 1935 roku). - Prawo nie powinno nam zabraniać pracy na dole kopalń, bo sama spotkałam kobiety, które byłyby gotowe spróbować. Ale na pewno nie na stanowiskach ściśle robotniczych. Fizyczny wysiłek jest pod ziemią zbyt duży, a kobiet nikt nie mógłby tam traktować ulgowo. Ale inne stanowiska powinny być dla nas szeroko dostępne - mówi pani Edyta, która jest jedną z 11 kobiet w JSW, które regularnie zjeżdżają pod ziemię.

Członkinie Związku Zawodowego Kobiet w Górnictwie w kopalni Rydułtowy-Anna przekonują, że kobiety mogłyby pracować przy obsłudze taśmociągu, prowadzić magazyny z narzędziami pod ziemią, być metaniarzami, czyli górnikami, którzy mierzą poziom metanu w chodnikach.

Polecamy: Poznaj lekarstwo na śląskie kompleksy



Podziel się

  • 32 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów