Mafia na Śląsku istniała, ale źle ją osądzono

Marcin Pietraszewski
2010-02-18 , aktualizacja: 19.02.2010 08:36
A A A Drukuj
Podczas orzeczenia sądu, na sali nie było Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Podczas orzeczenia sądu, na sali nie było "Krakowiaka". Pojawili się jego "żołnierze" Ryszard W. i Jan R.
Koniec największego i najdroższego procesu w historii śląskiego wymiaru sprawiedliwości. - Janusz T., ps. "Krakowiak", kierował gangiem, który funkcjonował jak przedsiębiorstwo przestępcze - uznał w czwartek Sąd Apelacyjny w Katowicach. Z powodów formalnych uchylił jednak wyroki skazujące gangsterów za zabójstwa. Ten wątek trzeba będzie osądzić jeszcze raz.
Wydane w czwartek orzeczenie sądu zapadło 11 lat po aresztowaniu Janusza T., ps. "Krakowiak", oraz 29 jego "żołnierzy". - Ma jednak ogromne znaczenie, bo pokazuje, że śląska mafia istniała, a pozyskani przez nas świadkowie koronni byli wiarygodni - mówi jeden z oficerów katowickiego Centralnego Biura Śledczego.

45-letni "Krakowiak" to niski i niepozorny taksówkarz z Będzina. Trudno uwierzyć, że ten nieokrzesany mężczyzna kierował śląską mafią. Zdarzało się, że na sali rozpraw śpiewał, przeklinał lub żarliwie się modlił, a do sędzi mówił per "wysoki sądu".

- Jego związek przestępczy funkcjonował jako świetnie zorganizowane przedsiębiorstwo z lokalnymi oddziałami w Gliwicach, Częstochowie, Kielcach czy Krakowie. Miał też struktury branżowe, które zajmowały się kradzieżami, napadami czy produkcją narkotyków i czerpały z tego niewyobrażalne zyski - wyliczał wczoraj sędzia Mirosław Ziaja, przewodniczący składu orzekającego. Z przyczyn formalnych uchylił jednak wyrok skazujący "Krakowiaka" za kierowanie związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym. Powód? Sędzia, która dwa lata temu go za to skazała, wcześniej sądziła w innym procesie Janusza T. i wtedy też uznała go za winnego zarzucanych mu czynów. Zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego to niedopuszczalne.

Z tych samych powodów Sąd Apelacyjny w Katowicach musiał uchylić wszystkie wyroki wydane za zabójstwa, jakich mieli dopuścić się członkowie gangu. "Krakowiak" za zlecenie zamachu na szefa mafii białoruskiej dwa lata temu został skazany na 25 lat więzienia. Podobnie jak Marek M., ps. "Oczko", który nakłonił do tego szefa śląskiej mafii. A Zdzisław Ł., ps. "Zdzicho", instruktor w dziecięcej szkole walki i płatny zabójca gangu, za wykonanie tego wyroku oraz zastrzelenie właściciela kantoru dostał wtedy dożywocie. Tym wątkiem sąd I instancji będzie się musiał zająć jeszcze raz.

- To jednak mało pocieszające, bo sąd apelacyjny nie skrytykował interpretacji zebranych dowodów w sprawie tych zabójstw ani wiarygodności opowiadających o nich świadków koronnych. Wszystko rozbiło się o niewłaściwa procedurę - przyznał wczoraj jeden z obecnych na sali rozpraw adwokatów.

Właśnie czterej skruszeni gangsterzy (Wiesław Cz., ps. "Kastor", najbliższy przyjaciel "Krakowiaka", Dariusz J., jego ochroniarz, Włodzimierz C. i Krzysztof P.), którzy w zamian za nietykalność pogrążyli swoich kompanów, byli najbardziej atakowani przez obrońców oskarżonych i samych gangsterów. Zarzucano im, że byli inspirowani przez policję, kłamali, mylili się w szczegółach lub podawali ich za dużo. Sędzia Ziaja przyznał wczoraj, że instytucja świadka koronnego jest złem koniecznym. - Kiedy jednak chce się walczyć z zorganizowaną przestępczością, jest potrzebna i skuteczna - stwierdził przewodniczący składu orzekającego. Przypomniał, że skruszeni gangsterzy zeznawali w warunkach ogromnego stresu, bo wiedzieli, że za głowę jednego z nich mafia oferowała duże pieniądze, a ich zeznania oceniał psycholog.

W przypadku większości "żołnierzy" "Krakowiaka" sąd apelacyjny uznał, że byli oni członkami jego gangu i w ramach jego struktur dopuścili się kilkudziesięciu napadów, włamań, kradzieży i porwań. Wczoraj zostali prawomocnie skazani na kary od 2 lat do 6,5 roku więzienia. Tylko jednemu z oskarżonych w nagrodę za współpracę z prokuraturą wymierzono karę w zawieszeniu.

Mecenas Maria Kokoszka, obrońca "Krakowiaka", nie chciała wczoraj komentować orzeczenia sądu. Zadowolenia z wczorajszego rozstrzygnięcia nie ukrywała za to policja, która na trwający dziewięć lat proces śląskiej mafii wydała majątek. - Same tylko koszty konwojowania oskarżonych na rozprawy przekroczyły 2 mln zł - mówi podinspektor Andrzej Gąska.

W nowym procesie, dotyczącym zabójstw, na ławie oskarżonych zasiądzie tylko kilku gangsterów.

Polecamy: Prokuratura upiera się, że mafia węglowa istniała



Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy