Wypadek za wypadkiem na beskidzkich stokach
2010-02-17
, aktualizacja: 18.02.2010 00:06
Na stokach narciarskich królują brawura i bezmyślność. Efekty są tragiczne - tej zimy w Beskidach doszło już do ponad tysiąca wypadków. Kilka razy ciężko rannych narciarzy transportował do szpitala helikopter.
ZOBACZ TAKŻE
- W Beskidach kończy się sezon, ceny już są wiosenne (01-03-10, 23:00)
- Coraz więcej Polaków jeździ na narty w czeskie Beskidy (26-02-10, 21:56)
- Długo czekaliśmy, ale wyciąg na Pilsko już kursuje (23-02-10, 21:20)
- Spotkali się miłośnicy ołówków. Sprawdź, co robili... (21-02-10, 20:57)
- Strajk pielęgniarek będzie się rozszerzał? (18-02-10, 21:50)
- Jedziesz na narty? Jedź pociągiem, dostaniesz zniżkę (16-02-10, 14:51)
- Na stokach jest jak na polskich drogach. Niestety (12-02-10, 18:57)
- Tragedia na Bieńkuli. Zginął narciarz (12-02-10, 11:34)
- Jedziesz na narty w Beskidy? Zobacz mapki stoków (11-02-10, 14:00)
- Historyczny postój wyciągu na Pilsko. Bo śniegu brak (08-02-10, 23:00)
GALERIA ZDJĘĆ
- Beskidy zimą są piękne! (08-12-09, 19:17)
SERWISY
Ratownicy Beskidzkiej Grupy GOPR nie pamiętają tak złej zimy. W zeszłym roku o tej porze roku było o 200 wypadków mniej niż teraz, a przecież to nawet jeszcze nie połowa śląskich ferii!
Już kilka razy helikopter transportował ciężko rannych, nieprzytomnych narciarzy do szpitali. - A ciężkich wypadków było więcej, tylko że nie zawsze warunki pogodowe pozwalają nam na użycie helikoptera - mówi Jerzy Siodłak, naczelnik Beskidzkiej Grupy GOPR.
Doszło też do tragedii - kilka dni temu na stoku szczyrkowskiej Bieńkuli zginął 25-letni instruktor narciarski. Wypadł z trasy i uderzył w drzewo. Reanimacja nie powiodła się, jego obrażenia były zbyt poważne. Mężczyzna zmarł.
Skąd tak duża liczba wypadków narciarskich? Goprowcy mówią, że choć narciarze lubią zwalać winę na warunki czy pogodę, winni są przede wszystkim oni sami. Ratownicy codziennie na beskidzkich stokach oglądają początkujących narciarzy, którzy chcą się popisać przed znajomymi i próbują zjechać z trasy FIS-u na Skrzycznem czy Bieńkuli i w trakcie zjazdu dosłownie walczą o życie, albo rodziców, którzy ciągną ledwo stojące na deskach dzieci na najtrudniejsze stoki. Wielu narciarzy nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że na stoku obowiązuje kodeks FIS, który dokładnie precyzuje, jak należy się zachowywać. - Stoki, zwłaszcza teraz, w czasie ferii, są bardzo zatłoczone. A niestety niektórym narciarzom brakuje zwykłej kultury - mówi Siodłak.
I wylicza kolejne ich błędy: brak kondycji, umiejętności, kupowanie byle jakiego, niedopasownego sprzętu. - Zdarzają się osoby, które przez cały rok praktycznie się nie ruszają, a potem jak spada śnieg, przypinają narty i o wypadek nietrudno - dodaje.
Podobne obserwacje mają sami narciarze. - Ja już w weekendy nawet nie próbuję pchać się do Szczyrku czy do Wisły. Co z tego, że potrafię jeździć i nie szarżuję, skoro zawsze może się trafić na stoku szaleniec, który we mnie wjedzie? - mówi Jarosław Gawęda z Bielska-Białej. Tłok na stokach - jak mówią goprowcy - jest kolejną przyczyną tak dużej liczby wypadków narciarskich.
Stanisław Richter ze spółki Szczyrkowski Ośrodek Narciarski, która wraz z Gliwicką Agencją Turystyczną prowadzi ośrodek Czyrna-Solisko mówi, że w Beskidach są coraz lepiej przygotowane trasy. O narciarzy trzeba walczyć, ale dobrze przygotowana trasa bywa dla niektórych zgubna, bo na takim stoku łatwo rozwinąć bardzo dużą szybkość. - Zwłaszcza na modnych teraz nartach carvingowych - mówi Richter.
Dodaje, że gdy na Bieńkuli zginął 25-latek, stał wraz z policjantami w miejscu wypadku. - Narciarze przejeżdżali obok nas z tak ogromną prędkością, że strach było tam stać, choć to było na skraju trasy - mówi.
Goprowcy apelują do narciarzy o rozsądek. Zrobił to także Zygmunt Mizia, jeden z dwóch księży diecezji bielsko-żywieckej, należących do Beskidzkiej Grupy GOPR. W rozmowie z KAI porównał to, co się dzieje na stokach do sytuacji na polskich drogach.
- Na nartach może jeździć każdy, nie trzeba mieć żadnych uprawnień, zdawać egzaminów. Nie ma żadnej selekcji, nikt nie sprawdza umiejętności. Bezpieczeństwo narciarzy zależy naprawdę głównie od ich rozsądku - dodaje Richter.
Wybierz się na narty w Beskidy
Już kilka razy helikopter transportował ciężko rannych, nieprzytomnych narciarzy do szpitali. - A ciężkich wypadków było więcej, tylko że nie zawsze warunki pogodowe pozwalają nam na użycie helikoptera - mówi Jerzy Siodłak, naczelnik Beskidzkiej Grupy GOPR.
Doszło też do tragedii - kilka dni temu na stoku szczyrkowskiej Bieńkuli zginął 25-letni instruktor narciarski. Wypadł z trasy i uderzył w drzewo. Reanimacja nie powiodła się, jego obrażenia były zbyt poważne. Mężczyzna zmarł.
Skąd tak duża liczba wypadków narciarskich? Goprowcy mówią, że choć narciarze lubią zwalać winę na warunki czy pogodę, winni są przede wszystkim oni sami. Ratownicy codziennie na beskidzkich stokach oglądają początkujących narciarzy, którzy chcą się popisać przed znajomymi i próbują zjechać z trasy FIS-u na Skrzycznem czy Bieńkuli i w trakcie zjazdu dosłownie walczą o życie, albo rodziców, którzy ciągną ledwo stojące na deskach dzieci na najtrudniejsze stoki. Wielu narciarzy nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że na stoku obowiązuje kodeks FIS, który dokładnie precyzuje, jak należy się zachowywać. - Stoki, zwłaszcza teraz, w czasie ferii, są bardzo zatłoczone. A niestety niektórym narciarzom brakuje zwykłej kultury - mówi Siodłak.
I wylicza kolejne ich błędy: brak kondycji, umiejętności, kupowanie byle jakiego, niedopasownego sprzętu. - Zdarzają się osoby, które przez cały rok praktycznie się nie ruszają, a potem jak spada śnieg, przypinają narty i o wypadek nietrudno - dodaje.
Podobne obserwacje mają sami narciarze. - Ja już w weekendy nawet nie próbuję pchać się do Szczyrku czy do Wisły. Co z tego, że potrafię jeździć i nie szarżuję, skoro zawsze może się trafić na stoku szaleniec, który we mnie wjedzie? - mówi Jarosław Gawęda z Bielska-Białej. Tłok na stokach - jak mówią goprowcy - jest kolejną przyczyną tak dużej liczby wypadków narciarskich.
Stanisław Richter ze spółki Szczyrkowski Ośrodek Narciarski, która wraz z Gliwicką Agencją Turystyczną prowadzi ośrodek Czyrna-Solisko mówi, że w Beskidach są coraz lepiej przygotowane trasy. O narciarzy trzeba walczyć, ale dobrze przygotowana trasa bywa dla niektórych zgubna, bo na takim stoku łatwo rozwinąć bardzo dużą szybkość. - Zwłaszcza na modnych teraz nartach carvingowych - mówi Richter.
Dodaje, że gdy na Bieńkuli zginął 25-latek, stał wraz z policjantami w miejscu wypadku. - Narciarze przejeżdżali obok nas z tak ogromną prędkością, że strach było tam stać, choć to było na skraju trasy - mówi.
Goprowcy apelują do narciarzy o rozsądek. Zrobił to także Zygmunt Mizia, jeden z dwóch księży diecezji bielsko-żywieckej, należących do Beskidzkiej Grupy GOPR. W rozmowie z KAI porównał to, co się dzieje na stokach do sytuacji na polskich drogach.
- Na nartach może jeździć każdy, nie trzeba mieć żadnych uprawnień, zdawać egzaminów. Nie ma żadnej selekcji, nikt nie sprawdza umiejętności. Bezpieczeństwo narciarzy zależy naprawdę głównie od ich rozsądku - dodaje Richter.
Wybierz się na narty w Beskidy

- 40 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Wypadek za wypadkiem na beskidzkich stokach
spoogie
17.02.10, 22:45
wąskie stoki, tłok, kamole i muldy = polska rzeczywistość - dawno temu podziękowałem :)»
-
Dzikie swinie na stokach
mazbip
18.02.10, 21:51
Tutaj mozna obejrzec TV spot szwajcarskiej organizacji ubezpieczeniowej SUVA zich obecnej kampanii przeciwko wypadkom na stokach narciarskich. To ten filmna samej gorze. »
-
Wypadek za wypadkiem na beskidzkich stokach
kat.2
18.02.10, 22:01
niestety, ale nasze górki są raczej niewysokie. Jeżeli ilość narciarzy wAustrii czy Włoszech była taka jak u nas, też była by masakra. Co do kulturyna stokach to inna sprawa. Na stokach »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


