Dręczy byłą żonę zza krat. A już za pół roku wychodzi
2010-02-17
, aktualizacja: 17.02.2010 14:31
Mężczyzna grozi byłej żonie śmiercią i jest bezkarny, bo siedzi w więzieniu. Groźby wysyła SMS-ami, chociaż telefony komórkowe w zakładzie karnym są zabronione, a także w listach, które powinny być cenzurowane
ZOBACZ TAKŻE
- Żona się boi, bo mąż-kat zaraz wychodzi z więzienia (02-06-10, 01:11)
- Komu mieszkanie? Byłym więźniom czy samotnym matkom (15-03-10, 21:08)
- Ma tylko spalony dom. Kto jej pomoże go odbudować? (26-02-10, 21:59)
- Policja bezmyślnie ściga chorą na stwardnienie rozsiane (17-02-10, 21:55)
- Rodzina żąda miliona złotych za śmierć syna w areszcie (08-02-10, 14:19)
- Dziesięcioletni Patryk samotnie umiera w szpitalu (31-01-10, 19:49)
- Urzędnicy sugerują: komputer nie jest dla upośledzonych (28-01-10, 20:20)
- Kredyt na babcię okazuje się najlepszy w kryzysie (14-01-10, 19:13)
Pierwszy raz uderzył żonę, gdy była w czwartym miesiącu ciąży. Pierwszą groźbę, że ją zabije, usłyszała od męża, gdy próbowała odejść. Historia, jakich wiele i też zaczyna się romantycznie. Andrzej M. przed ślubem był do rany przyłóż.
Są z Rybnika. Agnieszka M. wielokrotnie lądowała w szpitalu i skarżyła się tutejszej policji, że mąż ją bije. A potem wycofywała zeznania. - Zastraszał mnie, że inaczej porwie mi dziecko, a mnie zabije - mówi kobieta. W końcu jednak odważyła się doprowadzić sprawę do końca. Rozwiodła się, a Andrzej M. trafił do zakładu karnego w Jastrzębiu-Zdroju za znęcanie się psychiczne i fizyczne nad rodziną. Ale koszmar Agnieszki się nie skończył. Dostawała SMS-y z pogróżkami: "doigrasz się, dojadę ci, najebie". Kilka razy dziennie. Kobieta nie miała wątpliwości, że to jej były mąż. W jednym z SMS-ów straszył, że poda jej adres kumplom z celi i niech ją skopią. Odważył się nawet zadzwonić i wtedy nie owijał w bawełnę. - Mówił, że mnie zabije - opowiada Agnieszka, która powiadomiła o wszystkim dyrekcję więzienia. Pisała do zakładu karnego przez rok, bo groźby nie przestały przychodzić. W końcu znów poszła na policję.
- To są pani domysły, że to groźby - usłyszała.
- Czyli mam czekać, aż wyjdzie i je spełni? - spytała bezradnie. - Mnie to jeszcze pal licho, ale mam czteroletniego synka, o niego się bałam - mówi Agnieszka.
Policjant miał odpowiedzieć: - Proszę przyjść, jak były mąż podejmie zamiar spełnienia. Co mamy teraz zrobić, drugi raz go nie zamkniemy.
Tymczasem Andrzej M. z więzienia założył byłej żonie sprawę w sądzie, że stwarza zagrożenie dla syna, bo przebywa w złym towarzystwie. Przegrał, ale odwoływał się pięć razy i Agnieszka musiała stawiać się na przesłuchania.
Sprawą gróźb zajęła się w końcu prokuratura rejonowa. Zarzuty jeszcze nie są postawione.
- Telefony komórkowe są u nas zakazane - przyznaje Tomasz Marciniak, rzecznik zakładu karnego w Jastrzębiu. Ten zakaz dotyczy każdego więzienia. Skazanym jednak udaje się go łamać, zwłaszcza w zakładzie półotwartym, jakim jest jastrzębski, gdzie często wychodzą za mury na przepustki czy do pracy. Zwyczajem jest, że mają jeden wspólny aparat, a każdy posiada własną kartę SIM. - Karty też są zakazane - dodaje Marciniak.
Rzecznik twierdzi, że Andrzej M. był kilkanaście razy kontrolowany po doniesieniach byłej żony, również w nocy i nie znaleziono przy nim komórki. Marciniak: - Nic nie potwierdzało, że to on wysyła groźby.
Jednak w styczniu tego roku Andrzej M. nagle został przyniesiony do więzienia o ostrzejszym rygorze w Cieszynie. Marciniak wyjaśnia, że wystarczającym powodem było wszczęcie przeciwko więźniowi postępowania prokuratorskiego.
Cieszyński zakład jest zamknięty, nie ma okazji, żeby wnieść komórkę, więc SMS-y się skończyły. Tu cenzurowane są nawet listy. - Te, w których są groźby, nie trafiają do adresata, tylko od razu do prokuratury - mówi Rafał Kaczmarczyk, rzecznik zakładu karnego w Cieszynie.
Mimo to Agnieszka dostała od byłego męża list z pogróżkami z Cieszyna. Kaczmarczyk ucina, że prowadzone są w tej sprawie "szczególne działania".
Andrzej M. powinien wyjść na wolność za pięć miesięcy. Dostał pięć i pół roku, ale odjęto mu trzy za dobre sprawowanie.
Zmieniłam dane bohaterów
Są z Rybnika. Agnieszka M. wielokrotnie lądowała w szpitalu i skarżyła się tutejszej policji, że mąż ją bije. A potem wycofywała zeznania. - Zastraszał mnie, że inaczej porwie mi dziecko, a mnie zabije - mówi kobieta. W końcu jednak odważyła się doprowadzić sprawę do końca. Rozwiodła się, a Andrzej M. trafił do zakładu karnego w Jastrzębiu-Zdroju za znęcanie się psychiczne i fizyczne nad rodziną. Ale koszmar Agnieszki się nie skończył. Dostawała SMS-y z pogróżkami: "doigrasz się, dojadę ci, najebie". Kilka razy dziennie. Kobieta nie miała wątpliwości, że to jej były mąż. W jednym z SMS-ów straszył, że poda jej adres kumplom z celi i niech ją skopią. Odważył się nawet zadzwonić i wtedy nie owijał w bawełnę. - Mówił, że mnie zabije - opowiada Agnieszka, która powiadomiła o wszystkim dyrekcję więzienia. Pisała do zakładu karnego przez rok, bo groźby nie przestały przychodzić. W końcu znów poszła na policję.
- To są pani domysły, że to groźby - usłyszała.
- Czyli mam czekać, aż wyjdzie i je spełni? - spytała bezradnie. - Mnie to jeszcze pal licho, ale mam czteroletniego synka, o niego się bałam - mówi Agnieszka.
Policjant miał odpowiedzieć: - Proszę przyjść, jak były mąż podejmie zamiar spełnienia. Co mamy teraz zrobić, drugi raz go nie zamkniemy.
Tymczasem Andrzej M. z więzienia założył byłej żonie sprawę w sądzie, że stwarza zagrożenie dla syna, bo przebywa w złym towarzystwie. Przegrał, ale odwoływał się pięć razy i Agnieszka musiała stawiać się na przesłuchania.
Sprawą gróźb zajęła się w końcu prokuratura rejonowa. Zarzuty jeszcze nie są postawione.
- Telefony komórkowe są u nas zakazane - przyznaje Tomasz Marciniak, rzecznik zakładu karnego w Jastrzębiu. Ten zakaz dotyczy każdego więzienia. Skazanym jednak udaje się go łamać, zwłaszcza w zakładzie półotwartym, jakim jest jastrzębski, gdzie często wychodzą za mury na przepustki czy do pracy. Zwyczajem jest, że mają jeden wspólny aparat, a każdy posiada własną kartę SIM. - Karty też są zakazane - dodaje Marciniak.
Rzecznik twierdzi, że Andrzej M. był kilkanaście razy kontrolowany po doniesieniach byłej żony, również w nocy i nie znaleziono przy nim komórki. Marciniak: - Nic nie potwierdzało, że to on wysyła groźby.
Jednak w styczniu tego roku Andrzej M. nagle został przyniesiony do więzienia o ostrzejszym rygorze w Cieszynie. Marciniak wyjaśnia, że wystarczającym powodem było wszczęcie przeciwko więźniowi postępowania prokuratorskiego.
Cieszyński zakład jest zamknięty, nie ma okazji, żeby wnieść komórkę, więc SMS-y się skończyły. Tu cenzurowane są nawet listy. - Te, w których są groźby, nie trafiają do adresata, tylko od razu do prokuratury - mówi Rafał Kaczmarczyk, rzecznik zakładu karnego w Cieszynie.
Mimo to Agnieszka dostała od byłego męża list z pogróżkami z Cieszyna. Kaczmarczyk ucina, że prowadzone są w tej sprawie "szczególne działania".
Andrzej M. powinien wyjść na wolność za pięć miesięcy. Dostał pięć i pół roku, ale odjęto mu trzy za dobre sprawowanie.
Zmieniłam dane bohaterów
Zobacz: Rodzina żąda miliona złotych za śmierć syna w areszcie
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Dręczy byłą żonę zza krat. A już za pół roku wy...
vito3
17.02.10, 15:24
w kazdej szanujacej sie gazecie dziennikarz powinien miec pojecie o dzialce[tu prawo] o ktorej pisze,nie jest mozliwe w polskim prawie odjecie z wyroku wiecej niz polowa kary za dobre »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

