Dręczy byłą żonę zza krat. A już za pół roku wychodzi

Małgorzata Goślińska
2010-02-17 , aktualizacja: 17.02.2010 14:31
A A A Drukuj
Mężczyzna grozi byłej żonie śmiercią i jest bezkarny, bo siedzi w więzieniu. Groźby wysyła SMS-ami, chociaż telefony komórkowe w zakładzie karnym są zabronione, a także w listach, które powinny być cenzurowane
Pierwszy raz uderzył żonę, gdy była w czwartym miesiącu ciąży. Pierwszą groźbę, że ją zabije, usłyszała od męża, gdy próbowała odejść. Historia, jakich wiele i też zaczyna się romantycznie. Andrzej M. przed ślubem był do rany przyłóż.

Są z Rybnika. Agnieszka M. wielokrotnie lądowała w szpitalu i skarżyła się tutejszej policji, że mąż ją bije. A potem wycofywała zeznania. - Zastraszał mnie, że inaczej porwie mi dziecko, a mnie zabije - mówi kobieta. W końcu jednak odważyła się doprowadzić sprawę do końca. Rozwiodła się, a Andrzej M. trafił do zakładu karnego w Jastrzębiu-Zdroju za znęcanie się psychiczne i fizyczne nad rodziną. Ale koszmar Agnieszki się nie skończył. Dostawała SMS-y z pogróżkami: "doigrasz się, dojadę ci, najebie". Kilka razy dziennie. Kobieta nie miała wątpliwości, że to jej były mąż. W jednym z SMS-ów straszył, że poda jej adres kumplom z celi i niech ją skopią. Odważył się nawet zadzwonić i wtedy nie owijał w bawełnę. - Mówił, że mnie zabije - opowiada Agnieszka, która powiadomiła o wszystkim dyrekcję więzienia. Pisała do zakładu karnego przez rok, bo groźby nie przestały przychodzić. W końcu znów poszła na policję.

- To są pani domysły, że to groźby - usłyszała.

- Czyli mam czekać, aż wyjdzie i je spełni? - spytała bezradnie. - Mnie to jeszcze pal licho, ale mam czteroletniego synka, o niego się bałam - mówi Agnieszka.

Policjant miał odpowiedzieć: - Proszę przyjść, jak były mąż podejmie zamiar spełnienia. Co mamy teraz zrobić, drugi raz go nie zamkniemy.

Tymczasem Andrzej M. z więzienia założył byłej żonie sprawę w sądzie, że stwarza zagrożenie dla syna, bo przebywa w złym towarzystwie. Przegrał, ale odwoływał się pięć razy i Agnieszka musiała stawiać się na przesłuchania.

Sprawą gróźb zajęła się w końcu prokuratura rejonowa. Zarzuty jeszcze nie są postawione.

- Telefony komórkowe są u nas zakazane - przyznaje Tomasz Marciniak, rzecznik zakładu karnego w Jastrzębiu. Ten zakaz dotyczy każdego więzienia. Skazanym jednak udaje się go łamać, zwłaszcza w zakładzie półotwartym, jakim jest jastrzębski, gdzie często wychodzą za mury na przepustki czy do pracy. Zwyczajem jest, że mają jeden wspólny aparat, a każdy posiada własną kartę SIM. - Karty też są zakazane - dodaje Marciniak.

Rzecznik twierdzi, że Andrzej M. był kilkanaście razy kontrolowany po doniesieniach byłej żony, również w nocy i nie znaleziono przy nim komórki. Marciniak: - Nic nie potwierdzało, że to on wysyła groźby.

Jednak w styczniu tego roku Andrzej M. nagle został przyniesiony do więzienia o ostrzejszym rygorze w Cieszynie. Marciniak wyjaśnia, że wystarczającym powodem było wszczęcie przeciwko więźniowi postępowania prokuratorskiego.

Cieszyński zakład jest zamknięty, nie ma okazji, żeby wnieść komórkę, więc SMS-y się skończyły. Tu cenzurowane są nawet listy. - Te, w których są groźby, nie trafiają do adresata, tylko od razu do prokuratury - mówi Rafał Kaczmarczyk, rzecznik zakładu karnego w Cieszynie.

Mimo to Agnieszka dostała od byłego męża list z pogróżkami z Cieszyna. Kaczmarczyk ucina, że prowadzone są w tej sprawie "szczególne działania".

Andrzej M. powinien wyjść na wolność za pięć miesięcy. Dostał pięć i pół roku, ale odjęto mu trzy za dobre sprawowanie.

Zmieniłam dane bohaterów

Zobacz: Rodzina żąda miliona złotych za śmierć syna w areszcie



Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów