Marszałek chce własnej kolei. Kolejarze się niepokoją

Tomasz Głogowski
2010-02-12 , aktualizacja: 12.02.2010 11:59
A A A Drukuj
Z linii Tychy Miasto - Katowice skorzystało w zeszłym roku aż 1,2 mln pasażerów Fot. Marta Błażejowska/Agencja Gazeta Z linii Tychy Miasto - Katowice skorzystało w zeszłym roku aż 1,2 mln pasażerów
Spółka kolejowa tworzona przez władze województwa śląskiego jest solą w oku śląskich kolejarzy. - Spółka przejmie najlepsze pociągi i linie, a nam zostaną kłopoty - mówią i domagają się spotkania z marszałkiem
Na stworzenie przez województwo śląskie własnej spółki kolejowej muszą się jeszcze zgodzić radni sejmiku (głosowanie 17 lutego), ale sprawa wydaje się przesądzona. Spółka ma bowiem przejąć najlepsze kąski - nie tylko nowoczesne flirty i elfy, które kupimy od bydgoskiej Pesy, ale również linie cieszące się największą popularnością w regionie. W pierwszej kolejności będą to pewnie połączenia na trasie z Gliwic do Częstochowy oraz z Tychów do Katowic. Wystarczy wspomnieć, że z tej drugiej linii skorzystało w zeszłym roku aż 1,2 mln pasażerów!

Choć marszałek Bogusław Śmigielski zapewnia, że spółka nie będzie konkurencją, tylko uzupełnieniem oferty Przewozów Regionalnych (w których województwo śląskie również ma udziały), śląscy kolejarze w to nie wierzą. Wysłali nawet do marszałka pełen goryczy list, w którym oprotestowali decyzję stworzenia spółki, a teraz domagają się spotkania. Najlepiej już w przyszłym tygodniu.

- Cieszymy się, że marszałek chce zaangażować się w transport pasażerski, ale nie zgadzamy się na taki sposób załatwienia tej sprawy. Spółka przejmie najlepsze pociągi, linie i ludzi, a nam zostaną kłopoty. Nie chcemy takiej konkurencji - mówi Jan Lalik, szef Związku Zawodowego Kolejarzy Śląskich. I przekonuje, że w momencie utworzenie spółki, która z pewnością będzie przynosiła zyski, urząd marszałkowski zyska pretekst do likwidacji linii, do których Przewozy Regionalne muszą dziś dokładać.

- Zacznie liczyć się tylko rachunek ekonomiczny, a nie pasażerowie - alarmuje Lalik. Jego zdaniem przedsmakiem takich posunięć są mobilne kasy, które już pojawiły się - przy pełnej akceptacji urzędu marszałkowskiego - w pociągach pasażerskich. Ich wprowadzenie pociągnęło za sobą likwidację kas na wielu dworcach w regionie i w konsekwencji zwolnienia pracowników. W najbliższym czasie z Przewozów Regionalnych w Katowicach odejdzie około 250 osób - dostaną po 15 tys. zł jednorazowej odprawy oraz sześciomiesięczne wynagrodzenie.

Łukasz Czopik, sekretarz województwa, zapewnia, że spółka utworzona przez województwo nie będzie w bezpośredni sposób konkurować z Przewozami Regionalnymi, i odpiera zarzuty o zawłaszczenie tylko najlepszych linii. Ma być wręcz odwrotnie. Ponieważ województwo, oprócz flirtów i elfów, chce kupić też 10 starszych elektrycznych składów, najpierw zostaną one skierowane na trasy, gdzie Przewozom nie opłaca się dzisiaj jeździć, albo każą sobie słono za to płacić. Jak to możliwe? - Spółka wojewódzka będzie miało dużo mniejsze koszty niż Przewozy Regionalne - uspokaja Czopik.

Przyznaje jednak, że jednym z impulsów stworzenia własnej spółki kolejowej była chęć przyspieszenia restrukturyzacji w PR. Nie jest tajemnicą, że władze województwa, na czele z marszałkiem Śmigielskim uważają, że tradycyjny przewoźnik kolejowy jest zbyt drogi i koszty transportu pasażerskiego w regionie, które do 2012 roku pochłoną 510 mln zł, mogłyby być zdecydowanie mniejsze.

Polecamy: Flirty to sukces, więc Tychy zrobią trzy dodatkowe stacje



Podziel się

  • 46 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów